Marcel Łoziński osiągał sukcesy, bo jego filmy były zrozumiałe. Umiał wydobyć istotę sprawy i uczynić ją ważną pod każdą szerokością geograficzną. Nie waham się powiedzieć, że to był po prostu najwybitniejszy przedstawiciel kina dokumentalnego w Polsce – powiedział PAP reżyser Janusz Zaorski.
– Marcel czerpał to, co najlepsze, ze swoich poprzedników, z Karabasza, Ślesickiego, a jednocześnie pozostał w dokumencie. Mimo że debiutował razem z Kieślowskim i Zygadłą, którzy przeszli do produkcji filmów fabularnych i do kreacji, to on całe swoje życie poświęcił dokumentowi, odnosząc niebywałe sukcesy. Nie ma festiwalu, na którym jego filmy nie byłyby nagradzane – powiedział reżyser Janusz Zaorski o zmarłym w środę Marcelu Łozińskim.
Jak zaznaczył, najważniejszym wśród nich był dokument „89 mm od Europy”. – To jest film boleśnie aktualny do dziś, mimo że zrealizowany ponad 30 lat temu. Taka długość milimetrów różniła koleje europejskie od kolei azjatyckich, zwłaszcza Rosji. Ten z pozoru film o kolejnictwie nagle uzyskał nieprawdopodobną metaforę. Jak to jest na tej linii? Dlaczego Rosjanie nie chcieli przyjąć wersji europejskiej? Możemy sobie aż do dzisiaj na ten temat opowiadać, mając świeżo w pamięci to, co się zdarzyło w Ukrainie.
– On wyprzedzał swój czas, te problemy były po prostu niezmiernie istotne, ważne dla nas, żyjących nie tylko w naszym kraju. Osiągał sukcesy, bo jego filmy były zrozumiałe. Umiał wydobyć istotę sprawy i uczynić ją ważną pod każdą szerokością geograficzną – tłumaczył.
Zaorski dodał, że Łoziński bywał również twórcą filmów fabularnych, ale jego „prawdziwym domem był dokument”. – Nie waham się powiedzieć, że to był po prostu najwybitniejszy przedstawiciel kina dokumentalnego w Polsce.
Jak podkreślił, Łoziński zostawił po sobie wielu następców. – Oglądam dokumenty z wielką chęcią, czuję w nich z dystansu jego rękę. Naprawdę młodzi ludzie filmy Marcela obejrzeli i zrozumieli, a co najważniejsze, nie kopiowali ich, tylko starali się na tej jego przepracowanej metodzie zbudować własny świat. No i największa jego radość – syn. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, chciałoby się powiedzieć. Syn Marcela, Paweł, to wybitny dokumentalista. Nie było lepszego filmu o pandemii niż właśnie jego „Film balkonowy”, więc to chyba jest niesamowita pochwała – dodał.
– Bez przerwy przychodzi mi do głowy tytuł filmu Marcela Łozińskiego „Jak żyć”. Z jednej strony to fundamentalny, podstawowy problem każdego myślącego człowieka, a z drugiej właśnie tytuł jego bardzo ważnego filmu, niby pełnometrażowego, fabularnego, ale właściwie robionego metodą dokumentalną.
Akcja filmu rozgrywała się pod koniec lat 70. na obozie Związku Młodzieży Socjalistycznej. – Wyłaniało się tam straszne upojenie władzą, niesłuchanie głosów doradczych. Nagle ci kilkunastoletni i dwudziestoparoletni ludzie pokazywali, jak władza i jakakolwiek czynność decydenta może być zgubna dla wszystkich – ocenił.
– Andrzej Wajda, gdy zobaczył najpierw półgodzinny dokument, zachwycony nim, przekazał pieniądze, aby powstał pełny metraż, który trafił nawet na ekrany kin – wspominał.
– Jak żyć? Marcelu, tak jak ty, po prostu kłaniając się i interesując się rzeczami najważniejszymi dla człowieka. Bardzo będzie ciebie brak – dodał Zaorski.
Marcel Łoziński zmarł w wieku 85 lat. O jego śmierci poinformował w środę reżyser i wieloletni przyjaciel Feliks Falk. (PAP)