Logo
Recenzje

Z piekła rodem… i z musicalowego nieba

14.10.2025, 15:30 Wersja do druku

„Beetlejuice” Scotta Browna i Anthony Kinga w reż. Jacka Mikołajczyka w Teatrze Syrena w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Krzysztof Bieliński

„Beetlejuice” w Teatrze Syrena to triumf formy, treści i talentu

Warszawski Teatr Syrena sięga po broadwayowski hit – musical „Beetlejuice” – i robi to z imponującą swobodą, sceniczną fantazją oraz rzadko spotykaną w polskim teatrze muzycznym precyzją wykonawczą. W spektaklu Jacka Mikołajczyka znajdziemy wszystko, co najlepsze w musicalu: błyskotliwą narrację, świetnie napisane postaci, zaskakujące rozwiązania sceniczne, muzykę, która zostaje z widzem na długo – i przede wszystkim: aktorów, którzy nie tylko grają, ale i „żyją” swoimi rolami.

Beetlejuice – demon, showman, narrator

Tytułowy bohater, grany przez Macieja Maciejewskiego, to postać – jak przystało na demona – wielowymiarowa, a może raczej wielowarstwowa. To nie tylko duch z piekła rodem, ale też pełnokrwisty showman i komentator rzeczywistości. Maciejewski w tej roli balansuje między komedią, groteską a zadziwiająco ludzką czułością. Znakomicie wykorzystuje potencjał tekstu, gra tempem, rytmem, konwencją. Jego Beetlejuice łamie czwartą ścianę z taką swobodą, że widzowie niemal czują się wciągnięci w jego szaleństwo – i dają się temu porwać z radością.

W jednej z kulminacyjnych scen na scenie pojawia się aż siedmiu Beetlejuice’ów – sobowtórów, emanacji mrocznej psychiki tytułowego bohatera. To świetny zabieg teatralny, efektowny wizualnie, a przy tym inteligentny: pokazuje nie tylko chaos demonicznego umysłu, ale też możliwości inscenizacyjne zespołu.

Lydia – ciemna gwiazda sceny

Na drugim biegunie znajduje się Lydia, nastolatka pogrążona w żałobie, próbująca znaleźć sens po śmierci matki. W tej roli (premierowo Julia Totoszko) dostajemy występ pełen młodzieńczej autentyczności i dojrzałego warsztatu wokalnego. Totoszko łączy kruchość emocjonalną z niepokornością, a jej gotycka wrażliwość nie jest ani przerysowana, ani wtórna. Jej relacja z Beetlejuice’em to serce tego musicalu – opowieść o potrzebie bliskości, nawet jeśli przychodzi ona z najmniej oczekiwanej strony.

To właśnie w tej relacji – pomiędzy śmiercią a dojrzewaniem, cierpieniem a humorem – kryje się siła tego spektaklu. Lydia staje się współczesną bohaterką tragiczną, ale w musicalowej, oswajającej konwencji.

Inscenizacja, która oddycha

Reżyserii Jacka Mikołajczyka nie sposób zarzucić banału – to inscenizacja niezwykle sprawna, rytmiczna, ale też pomysłowa. Ujęcie musicalu jako spektaklu prowadzonego przez samego Beetlejuice’a nadaje całości meta-teatralny wymiar, który pozwala twórcom na zabawę formą i nielinearnością narracji. Spektakl ani na moment nie traci energii, a każda scena płynnie przechodzi w kolejną – jakby widz oglądał koszmar senny, z którego nie chce się wybudzić.

Choreografia autorstwa Barbary Olech jest wyrazista i dopracowana, ale nie przesadnie ilustracyjna – świetnie wpisuje się w groteskowy klimat całości. Ruch sceniczny wspiera nie tylko narrację, ale i buduje charakter świata przedstawionego – niepokojącego, ale fascynującego.

Muzyczna machina bez zgrzytów

Pod względem muzycznym spektakl to pierwsza liga. Zespół pod kierownictwem Tomasza Filipczaka gra na żywo i robi to z werwą oraz precyzją. Kompozycje Eddiego Perfecta, choć osadzone w estetyce amerykańskiego musicalu, zostały zaaranżowane z dużym wyczuciem lokalnego kontekstu.

Teksty piosenek w przekładzie Mikołajczyka są rytmiczne, dowcipne i idiomatyczne – co w musicalach nie jest oczywistością. Dzięki temu „Beetlejuice” mówi językiem widzów, nie gubiąc oryginalnego charakteru.

Scenografia i kostiumy – groteska z klasą

Mariusz Napierała (scenografia) i Anna Adamek (kostiumy) stworzyli świat na pograniczu jawy i sennego koszmaru – ale z przymrużeniem oka. Dom opętany przez duchy żyje własnym życiem, a efekty specjalne (kaskaderskie, pirotechniczne, projekcje) dopełniają tej wizualnej uczty, nie przytłaczając fabuły.

Światło (Katarzyna Łuszczyk) buduje klimat –od upiornych półcieni po jaskrawe, niemal kreskówkowe światło sceny. To
widowisko, które nie tylko się ogląda, ale i odczuwa.
Nie tylko nostalgiczna podróż

„Beetlejuice” to nie tylko sentymentalna wyprawa do estetyki lat 80., ale też historia bardzo aktualna – o przemijaniu, radzeniu sobie zestratą, o depresji młodzieży, o potrzebie wspólnoty. To spektakl, któryśmieje się ze śmierci, ale traktuje życie z powagą.

Teatr Syrena postawił poprzeczkę bardzo wysoko – i ją przeskoczył z przytupem. „Beetlejuice” to jeden z tych musicali, które śmieszą, wzruszają i zostają z widzem na długo po opuszczeniu sali. Maciejewski i Totoszko tworzą duet, który ciągnie całość z siłą huraganu, a zespół aktorski,choreograficzny i muzyczny pokazuje, że polski teatr muzyczny nie musi niczego zazdrościć Broadwayowi.

Tytuł oryginalny

Z piekła rodem… i z musicalowego nieba

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

14.09.2025

Sprawdź także