13.10.2020, 08:58 Wersja do druku

Wykapany zięć

fot. mat. teatru

"Wykapany zięć"  Krzysztofa Kędziory w reż. Pawła Szkotaka w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Pisze Rafał Turowski na swoim blogu.

Generalnie - jest miło i zabawnie, wszak jesteśmy w Polskim Centrum Komedii. Jeśli się zatem „wejdzie” w zaproponowaną przez reżysera konwencję – powiedzmy – komiksu, to udane popołudnie w Powszechnym mamy zagwarantowane, bo są tu odniesienia lokalne, za którymi publiczność przepada, są błyskotliwe puenty, są wreszcie aktorzy, którzy lubią w tym spektaklu grać, co po prostu widać.

Zastanawiam się jednak, czy i - na ile mniej śmiesznie byłoby, gdyby kreska, jakiej użyto w Zięciu była minimalnie cieńsza. Całość uszyto bowiem zbyt grubymi jak na mnie nićmi, wszystko jest tu umowne – i nie będę ukrywał – trochę mi to przeszkadzało. Bo historia ze sceny jak najbardziej MOGŁA się wydarzyć i nawet bez przerysowań byłaby udanym materiałem na komedię. Tymczasem mamy sytuację, że wszyscy grają, że grają. Tak zapewne miało być, co podkreślono np. piosenkami stand-upowo śpiewanymi przez występujących na scenie aktorów. Ten pomysł wydał mi się dość okropny, nie dlatego, że wykonawcy fałszowali czy coś, ale - że było to niczym innym, niż próbą, no nie wiem, chyba podlizania się publiczności, jakąś ułomną publicystyką, bo teksty piosenek miały komentować czy odnosić się do tego, co widzimy na scenie, ale niestety, trochę to nie wyszło.

Nie zrozumiałem również rozpoczynajacej spektakl sceny, nie mam niestety klucza do rozszyfrowania jej symboliki - otóż nasze bohaterki przez klika dobrych minut zmieniają pończochy, z czego literalnie nic nie wynika.

Czy coś może przegapiłem?


Tytuł oryginalny

Wykapany zięć

Źródło:

www.rafalturow.ski
Link do źródła

Autor:

Rafał Turowski

Data:

13.10.2020