„Kościuszko” Konrada Imieli w reż. autora w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu. Pisze Ewa Mecner na blogu Artystyczne spojrzenie.
Musical o bohaterze narodowym, o słynnym generale i strategu, o porywającym lud do walki z zaborcą charyzmatycznym Polaku w nieistniejącej na osiemnastowiecznych mapach Polsce i o spełnionym amerykańskim śnie 28-latka ze złamanym sercem, który od malowania portretów znudzonych bogatych amerykańskichh panien, przeszedł do zbudowania West Point, i w ogóle o ikonicznej, jak by to można dziś powiedzieć, pomnikowej postaci?
To bardzo ryzykowna i szalenie pracochłonna musicalowa realizacja.
"Kościuszko" w Teatrze Muzycznym Capitol wyreżyserowany został przez Konrada Imielę, który jest również autorem scenariusza i piosenek (fantastyczny wpadający w ucho "West Point" zapowiada się na niezły hit). Twórcą muzyki jest po raz kolejny współpracujący z Imielą Grzegorz Rdzak.
Premierowy spektakl odbył się 3 października w mieście, gdzie znajduje się jeden z najbardziej atrakcyjnych polskich zabytków, czyli Panorama Racławicka. Bitwa Pod Racławicami pędzla Wojciecha Kossaka i Jana Styki (malarze pojawiają się anegdotycznie również w capitolowym spektaklu) przyciąga co roku do tego najbardziej obleganego Oddziału Muzeum Narodowego setki, tysiące, a w perspektywie czasowej już miliony zwiedzających. Spektakl Konrada Imieli powstał we współpracy z Muzeum Narodowym we Wrocławiu i jest historycznie bardzo dobrze przygotowany; wykorzystano tu mnóstwo historycznych faktów, ale też wprowadzono sporo fikcyjnych rozwiązań, mieszając płaszczyzny czasowe dawne i współczesne i pokazując bohatera nie tylko jako wodza, polityka, ale i zwykłego człowieka.
Tytułowy Tadeusz Kościuszko (Rafał Kozok) nie ma szczęścia w miłości. Żadna z ukochanych kobiet nie może go poślubić, bo sprzeciwiają się temu ich ojcowie. Młody mężczyzna jest bowiem niewystarczająco dobrą partią dla ich córek. Odmowę dostaje Tadeusz zarówno od magnata Sosnowskiego, ojca Ludwiki (Ewa Szlempo-Kruszyńska), którą rzekomo Kościuszko porwał (choć za jej zgodą, w tych czasach nic nie znaczącą, wszak kobiety zależne były od mężczyzn), od którego dostaje dosłownie "baty na gołą dupę". Na ślub nie zgadza się rodziciel zakochanej w Tadeuszu Tekli Żurowskiej (Klaudia Waszak). Odmowa czeka Kościuszkę od urodziwej Amerykanki Betsey Schuyler (Katarzyna Granecka), która woli bogatszego i lepiej urodzonego Alexandra Hamiltona (Bartosz Horbowski).
Kościuszko jest więc polskim uciekinierem, który robi, bynajmniej nie artystyczną, karierę w Stanach Zjednoczonych i zyskuje tam poparcie znanych postaci ze świata polityki (Benjamin Franklin, George Washington). Kupuje też i wyzwala czarnoskórego ordynansa (Grippy zagrana i "zaśpiewana" brawurowo i z humorem przez Emose Uhunmwangho). W Ameryce Tadeusz przeżywa przygody i miłości, ale tęskni za ojczyzną. Uwikłany w politykę nie swojej ojczyzny Kościuszko rapuje, a gazeciarze z Broadwayu posuwają akcję do przodu.
Reżyser w lekkiej formie pokazuje w spektaklu kawał historii - jest i Targowica i Konstytucja 3 Maja, bitwa pod Racławicami, gotowi na wszystko kosynierzy, uwięzienie Kościuszki i jego popleczników (z Julianem "Julem" Niemcewiczem na czele, zagranym przez Dominika Ochocińskiego, który w więzieniu po klęsce nie rozpacza tylko... pisze wiersze), układanie się z carem Pawłem I (Dawid Suliba), pokrętna polityka Stanisława Augusta Poniatowskiego (Albert Pyśk w makijażu nie do poznania) i wiele innych mniej lub bardziej rozbudowanych wątków, które sprawiają, że "Kościuszko" jest jak przystosowana do współczesnego, zwłaszcza młodego widza, lekcja patriotyzmu, podana z musicalową przystępnością.
Są tu sceny niezwykle malownicze i momentami absurdalne (grillowanie), a także dużo odwołań do polskich barw narodowych: wspaniały dwukolorowy płaszcz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który czyni z niego klauna - nieszczęśliwie zakochanego w błękitnookiej carycy Katarzynie; zachwycająca krwista suknia i białe pończochy wplątanej w wielką politykę Izabeli Czartoryskiej granej przez Justynę Woźniak. Ekstrawaganckie i pełne symboliki kostiumy zaprojektowała z wielkim wyczuciem historycznym Anna Chadaj.
"Kościuszko" to rozbudowany malarski fresk, w którym wielka historia i heroiczny patriotyzm przełamywane są miłosnymi przygodami Kościuszki, który nie tylko walczy o wolność ojczyzny, ale i o wolność w miłości, która jak głosi song jest "ponad wszystkie stany" i ma nawet odcień queerowy (Grippy i Aniela grana przez Wiktorię Glińską zostają parą).
Niewątpliwą zaletą spektaklu są unowocześnione i przemawiające do współczesnego widza, postacie głównych bohaterów. Przystojny Rafał Kozok wielokrotnie powtarzający w Ameryce "Kościuszko, tak się nazywam", niczym Sean Connery w serii filmów o Bondzie ("My name is Bond. James Bond") , raczej nie przypomina ascetycznego Kościuszki znanego z dawnych przedstawień malarskich (warto jednak skonfrontować to z wystawą we foyer Teatru Muzycznego Capitol). Momentami ta postać bliższa jest raczej literackiemu romantycznemu Werterowi z "Cierpień młodego Wertera" Goethego (miłość, słabość, załamanie, poczucie odrzucenia).
Ludwika de demo Sosnowska, po mężu Lubomirska (zjawiskowa Ewa Szlempo- Kruszyńska) jako osiemnastowieczna dobra córka, po chwilowym buncie, poddaje się woli ojca, który dosłownie przegrał ją w karty, lecz do końca życia zachowuje w sercu Kościuszkę i już jako wdowa odwiedza starego Tadeusza w Szwajcarii. W musicalu Konrada Imieli bardzo mocno zaakcentowany jest motyw miłości, obecny w życiu Kościuszki, do końca otoczonego przez kobiety (Emilia Zeltner zagrana przez Karolinę Klich).
W spektaklu, który jest niezwykle długi i trwa 3 godziny i 20 minut (wraz z przerwą), co może być nieco męczące, pojawia się także ku zaskoczeniu widzów Iga Świątek na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku. Czyżby reżyser miał jakieś przeczucia, co przyszłych sukcesów polskiej tenisistki?
Od kobiety i jej porwania zaczyna się spektakl, który przez cały czas trwania akcji wypełniony jest kobietami i to o silnych osobowościach (Ludwika, Izabella, Grippy i Aniela, ale też, choć nieobecna na scenie, to wspominana przez króla Stasia Katarzyna). Bo jak wynika ze spektaklu wolność, równość, ale i miłość powinna być ponad wszystko. Tytułowy Kościuszko jest bowiem do głębi człowiekiem epoki romantyzmu. Uwikłanym w politykę, ale i romanse.