Logo
Recenzje

Młodość, której nie da się uciszyć

6.10.2026, 22:30 Wersja do druku

„Of… Ah/OH!” autorstwa ACT Project z Turcji na II Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Performatywnych dla Dzieci i Młodzieży S·PLOT w Teatrze Pinokio w Łodzi. Pisze Wiesław Kowalski.

Teatr o dorastaniu nie powinien udzielać łatwych odpowiedzi. Przeciwnie – jeśli chce być wiarygodny, musi wejść w obszar niepewności, sprzecznych emocji i pytań, na które nie ma jednej recepty. Of… Ah/OH! tureckiego ACT Project wybiera właśnie tę drogę. Zamiast zamykać doświadczenie młodości w gotowej diagnozie, pozostawia widza z pytaniem „kim jestem?” – pytaniem, którego nie sposób rozstrzygnąć w ciągu czterdziestu pięciu minut.

Spektakl, który obejrzałem w ramach II Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych dla Dzieci i Młodzieży S·PLOT w Teatrze Pinokio w Łodzi, zaczyna się pozornie niewinnie. Troje licealistów – İpek, Fırat i Aylin – chce po prostu pojechać na koncert. Są bilety, jest oczekiwanie, jest przyjaźń, zauroczenie, niepewność. A więc coś, co mogłoby stać się fabułą młodzieżowego serialu. ACT Project robi jednak z tej banalnej sytuacji coś znacznie bardziej interesującego: traktuje koncert nie jako cel podróży, lecz jako pretekst do wejścia w rozedrgane wnętrze młodego człowieka. I właśnie w tym tkwi siła przedstawienia.

Nie o młodzieży z perspektywy dorosłych

ACT Project wyrósł z pracy zorientowanej na młodych odbiorców, a Of… Ah/OH! jest kolektywną realizacją zespołu. To ważne, ponieważ twórcy nie próbują przemawiać do młodzieży z pozycji dorosłego, który już „wie lepiej”. Spektakl nie rości sobie prawa do opowiedzenia o problemach całej generacji ani do stworzenia jednej definicji współczesnej młodości. Interesują go raczej konkretne doświadczenia: potrzeba akceptacji, niepewność, pierwsze zauroczenia, zazdrość, pragnienie niezależności i trudność w nazwaniu tego, co dzieje się we własnym wnętrzu. Ta powściągliwość jest zaletą. Dzięki niej przedstawienie nie zamienia się ani w socjologiczny wykład, ani w pedagogiczną pogadankę. Of… Ah/OH! nie mówi młodemu widzowi: „taki właśnie jesteś”. Raczej otwiera przestrzeń, w której można rozpoznać własne lęki, pragnienia i zagubienie, a przede wszystkim poczuć, że nie są one doświadczeniem odosobnionym. To istotna różnica – teatr nie próbuje tu definiować młodości, ale pozwala jej przemówić własnym, nie zawsze uporządkowanym głosem.

Cztery ciała, cztery temperamenty, jeden nerw spektaklu

Szczególną wartością tureckiego przedstawienia jest aktorstwo. Dwie aktorki i dwóch aktorów tworzą na scenie zespół o niezwykłej intensywności. Ich temperament nie polega wyłącznie na dynamice ruchu czy głośności. Przeciwnie – potrafią równie mocno działać krzykiem, gwałtownym gestem, tańcem, nagłym wybuchem energii, jak i zatrzymaniem, ciszą czy niemal niezauważalnym przesunięciem ciała. To aktorstwo bardzo fizyczne, chwilami groteskowe, chwilami liryczne, a przede wszystkim pozbawione lęku przed nadmiarem. I właśnie ten nadmiar dobrze opisuje młodość. Młody człowiek nie przeżywa przecież uczuć „w odpowiedniej dawce”. Zakochanie potrafi być katastrofą, drobna uwaga nauczyciela – końcem świata, wiadomość od przyjaciela – wydarzeniem ważniejszym niż wszystko inne. Aktorzy bardzo dobrze rozumieją tę skalę emocji. Nie próbują jej wygładzać ani psychologizować. W ich interpretacji ciało staje się drugim językiem bohaterów. Kiedy słowa przestają wystarczać, zaczynają mówić ramiona, dłonie, napięcie mięśni, rytm kroków, oddech. Dzięki temu emocja nie jest jedynie opowiadana – zostaje fizycznie obecna na scenie, niemal namacalna.

Teatr wielu języków

Of… Ah/OH! jest przy tym przedstawieniem niezwykle teatralnym. Nie ogranicza się do opowiadania historii. Są tu lustra, światło, kostium, muzyka, dźwięk, mikrofony, ruch, choreografia, głosy z offu, nagrania, cisza i bezpośrednia obecność aktorów wobec publiczności. Nie są to jednak osobne efekty ani katalog scenicznych atrakcji. Poszczególne środki przenikają się, tworząc zapis emocjonalnego stanu bohaterów i zmieniając sposób, w jaki widz odbiera ich doświadczenia. Jednym z najbardziej znaczących pomysłów pozostaje lustro. Aktorzy przekraczają granicę między sceną i widownią, a odbicie przestaje należeć wyłącznie do postaci. Nagle widz zostaje wciągnięty w sytuację, w której może zobaczyć nie tylko bohatera, lecz także siebie. To prosty, ale celny gest, ponieważ zmienia perspektywę oglądania: nie jesteśmy już wyłącznie obserwatorami cudzej historii. Odbicie sugeruje, że przedstawienie może dotyczyć także naszych własnych doświadczeń, pamięci i emocji. Zastosowane środki wyrazu – zwłaszcza lustra, fizyczność aktorów i pojawiające się poza logicznym porządkiem słowa „of”, „ah”, „oh” – pozwalają uchwycić emocję jeszcze zanim zostanie ona nazwana i uporządkowana przez język. Właśnie w tej warstwie spektakl okazuje się najbardziej przekonujący: pokazuje człowieka w chwili, gdy coś już czuje, ale jeszcze nie potrafi powiedzieć, co właściwie się z nim dzieje.

Muzyka nie ilustruje. Muzyka myśli

Ważną rolę odgrywa muzyka. Nie jest tylko atrakcyjnym dodatkiem mającym „przybliżyć spektakl młodym”. Jej funkcja jest znacznie głębsza. Muzyka organizuje rytm przedstawienia, podbija emocje, buduje napięcie i pozwala przechodzić od realistycznego zdarzenia do wewnętrznego świata bohaterów. Dzięki niej rzeczywistość koncertu, szkoły, przyjaźni czy domu może w jednej chwili przekształcić się w przestrzeń psychiki: to, co przed momentem było konkretnym wydarzeniem, zaczyna funkcjonować jak echo przeżyć, lęków i pragnień postaci. Muzyka nie tyle więc ilustruje to, co widzimy, ile dopowiada to, czego bohaterowie nie są jeszcze w stanie wypowiedzieć. Wprowadza także szczególny rodzaj wspólnoty między aktorami i publicznością – rytm zaczyna organizować nie tylko scenę, ale również uwagę widza. To szczególnie istotne w teatrze dla młodzieży. Młody odbiorca nie potrzebuje, by teatr udawał TikToka czy koncert. Potrzebuje teatru, który rozumie jego sposób postrzegania świata i potrafi przełożyć jego emocjonalne doświadczenie na język sceny. I tu ACT Project wykonuje dobrą robotę. Muzyka, ruch, światło i obraz tworzą wspólny puls spektaklu.

Dwa bilety i wielka sprawa

Najbardziej przewrotny jest chyba sam punkt wyjścia: dwa bilety na koncert dla trojga przyjaciół. Z takiego drobiazgu wyrasta cała sieć emocji: sympatia, zazdrość, lojalność, potrzeba akceptacji, lęk przed odrzuceniem, pragnienie niezależności. Bilet staje się przedmiotem, na który nakładają się wszystkie te emocje. Ale koncert ma jeszcze jeden wymiar. Jest obietnicą wolności. Dla nastolatka wyjście z przyjaciółmi może być pierwszym doświadczeniem świata poza domem, poza kontrolą rodziców, poza szkolnym regulaminem. To mała próba dorosłości, a zarazem sprawdzian przyjaźni i własnej samodzielności. Dlatego zwyczajna wyprawa na koncert urasta tutaj do wydarzenia granicznego. I właśnie dlatego relacja między trojgiem bohaterów nie sprowadza się do banalnego pytania „kto kogo kocha”. Pod powierzchnią tej historii pojawia się znacznie ważniejsza kwestia: czy można samemu zdecydować, kim się jest, zanim inni zdążą nadać nam gotową rolę?

Najważniejsze słowo tego spektaklu: „słuchać”

Moim zdaniem właśnie tutaj znajduje się sedno Of… Ah/OH!. Bohaterowie próbują usłyszeć siebie nawzajem, ale wcześniej muszą przebić się przez hałas własnych myśli. „Czy ktoś mnie rozumie?” – to pytanie, które młodzi ludzie zadają sobie znacznie częściej, niż dorośli chcieliby przyznać. Rodzina mówi jedno. Szkoła mówi drugie. Rówieśnicy jeszcze coś innego. Media społecznościowe podsuwają kolejne wzorce. A wewnątrz człowieka trwa własny, często zupełnie nieuporządkowany monolog. Dlatego tak ważne są w spektaklu głosy wewnętrzne. Bohater może mówić jedno, podczas gdy jego wewnętrzny głos ujawnia coś zupełnie innego. Powstaje pęknięcie pomiędzy tym, kim jestem, a tym, kim próbuję się wydawać. Co więcej, spektakl pokazuje, że trudność w komunikacji nie zawsze wynika z braku słów. Czasem słów jest za dużo, a mimo to nie udaje się powiedzieć tego, co naprawdę ważne. Wtedy pojawia się ciało, muzyka, krzyk, cisza, gest. To jeden z najcelniejszych obrazów współczesnego dorastania: człowiek ma coraz więcej sposobów komunikowania się, a jednocześnie coraz trudniej jest mu naprawdę dotrzeć do drugiego człowieka.

Co ten spektakl może dać dzisiejszej młodzieży?

Przede wszystkim – ulgę. Nie rozwiązanie. Nie instrukcję obsługi dorosłości. Nie zestaw porad psychologicznych. Ulgę wynikającą z rozpoznania. Of… Ah/OH! mówi młodemu widzowi: to, że nie zawsze rozumiesz własne emocje, nie musi oznaczać, że coś jest z tobą nie tak. Twoja niepewność nie jest dowodem słabości. To, że jednocześnie czegoś pragniesz i się tego boisz, że chcesz być blisko i natychmiast potrzebujesz uciec, że jednego dnia czujesz się dorosły, a następnego kompletnie zagubiony – może być częścią dorastania. To przesłanie wydaje mi się dziś szczególnie ważne. W świecie, który bez przerwy zachęca młodych ludzi do budowania własnego wizerunku, do prezentowania siebie, osiągania sukcesu, posiadania opinii i natychmiastowego określenia własnej tożsamości, ACT Project proponuje coś odwrotnego: prawo do niepewności. Prawo do powiedzenia: „jeszcze nie wiem”. Prawo do zmiany zdania. Prawo do bycia niejednoznacznym. Prawo do tego, żeby własnego „ja” dopiero szukać. To nie jest pochwała zagubienia, lecz próba zdjęcia z młodego człowieka presji, by zbyt wcześnie i zbyt definitywnie musiał określić samego siebie.

Teatr, który nie poucza

To chyba największa wartość Of… Ah/OH!. Przedstawienie nie traktuje młodego widza jak ucznia, którego trzeba czegoś nauczyć. Traktuje go jak partnera rozmowy. Dlatego może działać także na tych, którzy dawno przestali być nastolatkami. Warto podkreślić zdolność tego spektaklu do uruchamiania pamięci własnej młodości, ale także jego otwartość na doświadczenia, których dorosły widz nie musi już pamiętać z własnego życia. Dla dorosłego przedstawienie może być więc spotkaniem z dawnym sobą, ale także próbą zrozumienia młodych ludzi, których codzienność jest dziś przecież zanurzona w zupełnie innych warunkach społecznych i komunikacyjnych. Dla młodego widza może natomiast stać się komunikatem szczególnie potrzebnym: „twoje doświadczenie zasługuje na uwagę”. W tym sensie ACT Project nie buduje bariery pomiędzy sceną a młodą publicznością, lecz proponuje jej udział w rozmowie o rzeczach, które zwykle trudno nazwać.

Zamiast odpowiedzi – wspólne „oh!”

Of… Ah/OH! nie jest spektaklem idealnym i nie musi nim być. Jego siła nie polega na formalnej doskonałości, lecz na energii, szczerości i odwadze wejścia w obszar, który teatr dla młodzieży zbyt często omija albo upraszcza. ACT Project robi coś znacznie ciekawszego: pozwala młodości pozostać niejednoznaczną, rozedrganą i niegotową na ostateczne definicje. Pozwala jej mówić jednocześnie kilkoma głosami. Pozwala jej krzyczeć, milczeć, śmiać się, tańczyć, wstydzić się i buntować. Pozwala jej szukać własnego języka, zanim ten język zostanie ułożony w gotową opowieść o sobie. Dlatego najważniejszym przesłaniem tego spektaklu nie jest chyba „znajdź siebie”. Jest nim raczej: słuchaj siebie i innych, zanim uznasz, że już wiesz, kim jesteś. A także – co może być jeszcze ważniejsze – nie jesteś sam w tym wszystkim, co przeżywasz. To właśnie dlatego Of… Ah/OH! zostaje w pamięci: przypomina, że dorastanie nie kończy się w chwili, kiedy przestajemy być nastolatkami. Zostaje w nas jako nieustanna potrzeba, by ktoś naprawdę nas usłyszał.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także