21.04.2021, 11:24 Wersja do druku

Wojciech Grudziński: Swoboda bycia poza kategoriami

Na poziomie choreografii wspólnie z mamą rozwijaliśmy praktykę opartą na uścisku i dotyku. „Dance Mom” zawiera w sobie duży ładunek emocjonalny i opiera się intymnej relacji. W moich wcześniejszych projektach nigdy nie pracowałem z materiałami, które wywołują wzruszenie. Z Wojciechem Grudzińskim, choreografem i tancerzem, o premierze „Dance Mom” w Nowym Teatrze w Warszawie, rozmawia Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Bartek Zalewski

Już niebawem premiera Twojego najnowszego spektaklu „Dance Mom” w Nowym Teatrze w Warszawie. Jak zrodził się pomysł, by w nim odwołać się do tego tytułowego amerykańskiego reality show? W swoim wcześniejszym przedstawieniu „Populuxe” też nawiązywałeś do zjawisk kulturowo-estetycznych, które pojawiły się w latach 50. XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Siedzi Ci ta Ameryka w głowie. Dlaczego?

W spektaklu „Dance Mom” w sposób bardzo nieznaczny nawiązujemy do formatu i założeń amerykańskiego reality show. Ciekawiła mnie sama nazwa programu. Chcieliśmy parafrazować tytuł, który bezpośrednio komunikuje sytuację performatywną związaną z udziałem w tym projekcie mojej mamy oraz z jej tańcem. Strukturę spektaklu opieramy na uczestnictwie i faktycznej obecności Ewy Grudzińskiej. Interesował mnie potencjał choreograficzny wynikający ze współpracy z mamą w tym projekcie. Punkt wyjścia był bardzo prosty, a jednocześnie niezwykle ryzykowny. Do współpracy chciałem zaprosić własną matkę, która jest dla mnie niezwykle bliską osobą. Jak nikt inny, potrafi dać mi ogromne wsparcie. Byłem również świadom tego, że praca z mamą może być trudna. Z jednej strony perspektywa spotkania z nią w okolicznościach związanych z życiem zawodowym była dla mnie zupełnie nienaturalna. Z drugiej – istniało niebezpieczeństwo i niewiadoma. Utrata kontroli była szczególnie kusząca z perspektywy performatywnej i choreograficznej.

No właśnie. W opisie spektaklu mówi się wiele o relacjach matek ze swoimi dziećmi i więzi jaka między nimi powstaje. Jak przekładasz na ruch i taniec ten bardzo intymny i uczuciowy proces komunikacyjny, który trwa do końca życia? Kim będzie matka w Twoim spektaklu? A jaką funkcję przypisujesz dziecku?

Od początku pracy nad „Dance Mom” zależało mi na tym żeby stworzyć sytuację bardzo równościową. Mama w projekcie pełni dokładnie taką samą rolę jak pozostała trójka performerów. Wspólnie realizujemy choreografię i zadania performatywne, nad którymi razem pracowaliśmy podczas prób. Ciekawe było obserwowanie więzi, jaka – nomen omen – rodzi się pomiędzy naszą grupą. Dodatkowo wciągające w tej pracy było dla mnie zderzenie się z naturszczykiem.

Na poziomie choreografii wspólnie z mamą rozwijaliśmy praktykę opartą na uścisku i dotyku. Ogromnym wsparciem w tej kwestii była obecność, zaangażowanie i wskazówki Ewy Dziarnowskiej, która również bierze udział w projekcie. Rzeczywiście „Dance Mom” zawiera w sobie duży ładunek emocjonalny i opiera się intymnej relacji. W moich wcześniejszych projektach nigdy nie pracowałem z materiałami, które wywołują wzruszenie. Tym razem, przed rozpoczęciem prób, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że w taki sposób będę reagował na widok ciała mojej mamy wykonującego z zamkniętymi oczami roll na podłodze…

Wydaje mi się, że w „Dance Mom” rola matki i dziecka jest zmienna. Mam wrażenie, że przekazujemy ją sobie; wymieniamy się rolami także z innymi realizatorami. Mimo że mama jest wśród nas jedyną osobą posiadającą doświadczenie macierzyństwa, w „Dance Mom” może znów być dzieckiem.

W Twoich przedstawieniach zawsze ważnym aspektem jest polityka czy może raczej polityczny wymiar tego, o czym chcesz opowiedzieć czy czego poprzez ruch pragniesz dotknąć. Czy to, co się wydarzyło podczas strajku kobiet w naszym kraju ma wpływ na narrację Twojego spektaklu? Tam szczególnej mocy nabierała kobiecość, kobiece ciało, macierzyństwo, rodzenie…

Uważam, że w dzisiejszych czasach nie jest możliwe pozostawanie obojętnym na obecną sytuację polityczną. „Dance Mom” jest formą mikro aktywizmu. W projekcie bierze udział moja mama, tym samym reprezentuje kobiety w wieku po-reprodukcyjnym oraz rodziców osób LGBTQ+. Moja obecność na scenie, udział Ewy Dziarnowskiej i Michała Sławeckiego oraz uczestnictwo wszystkich realizatorów, którzy pracowali przy tym projekcie, nie są przypadkowe. Wydaje mi się, że „Dance Mom” jest w jakimś stopniu rodzajem protestu. Wynika to również z osobistej potrzeby mojej mamy i jej chęci wykorzystania tego doświadczenia jako okazji do zakomunikowania szerszej publiczności  swoich przekonań i emocji z tym związanych.

Sporo piszecie w opisie przedstawienia, bo nad jego dramaturgią  pracowali tak jak w „Rodos” zrealizowanym w Komunie/Warszawa Joanna Ostrowska i Paweł Soszyński, właśnie o wątkach autobiograficznych.  Kto – oprócz Ciebie – dostarczał Wam tych treści? I jakim kierunkowskazem dla Ciebie byli tym razem dramaturdzy?

Podczas pracy nad „Dance Mom” rzeczywiście uświadomiłem sobie, że treści związane z rodziną i prywatnym archiwum są dla mnie bardzo istotne i zazwyczaj stanowią punkt wyjścia w pracy nad spektaklem. Tak było także przy RODOS. Wtedy odnosiliśmy się do pamięci miejsca, które kojarzyło mi się z okresem dzieciństwa i warszawską działką na Mokotowie. W „Dance Mom”, wspólnie z Joanną Ostrowską i Pawłem Soszyńskim, poszliśmy o krok dalej. Pracowaliśmy dużo z treścią materiałów pochodzących między innymi z korespondencji moich dziadków oraz poezji babci. Przewertowaliśmy listy i różnego rodzaju zapiski rodzinne. Autorką wielu z nich była Maria Gąsiorowska, moja babcia, mama mojej mamy. W programie spektaklu publikujemy kilka wierszy babci, realizując w ten sposób jej marzenie o tym, aby jej twórczość została wydana.

fot. Bartek Zalewski

„Dance Mom” to nie tylko relacja między mną a moją mamą. Staraliśmy się poszerzyć perspektywę w taki sposób, aby czerpać ze wspomnień i doświadczeń jakie funkcjonowały pokolenie wcześniej – między moją mamą i babcią. Joanna i Paweł ponownie byli dla mnie ogromnym wsparciem przy realizacji projektu. Jest to pomoc zarówno na poziomie merytorycznym, jak i emocjonalnym – jestem im za to bardzo wdzięczny.

W pracy nad „Dance Mom” staraliśmy się szukać różnych strategii przemycenia do spektaklu autentycznych materiałów rodzinnych znalezionych w mieszkaniu, w którym wychowała się moja mama. W ten sposób powstał pomysł na uszycie kostiumów przy użyciu materiałów, które przez lata gromadziła w domu babcia. Jest to dla mnie bardzo ważne, że wspólnie z kostiumografką Martą Szypulską udało nam się użyć tych tkanin, które również reprezentują dziedzictwo poprzedniego pokolenia.

Miłość synów i córek do swoich matek może przybierać różne formy. Da się to uczucie jakoś zuniwersalizować? Czy nie o to w ogóle chodzi? Jak to bogactwo pokazać? Również w kontekście tych kobiet, które są na przykład matkami rodzącymi taniec, czyli choreografkami?

Sądzę, że w jakimś stopniu da się ten temat zuniwersalizować. Tak jak zaznaczamy w opisie spektaklu, związek matki i dziecka jest chyba najbardziej intymną formą więzi – jednocześnie uniwersalną i trwałą. Relacja z matką kształtuje i wpływa na biografię. Życiorys matki wpływa na życiorys dziecka.

W „Dance Mom” odwołujemy się również do dziedzictwa choreografek, które nazywamy matkami tańca. Ja sam wyrastam z tradycji, która w większości opiera się na osiągnięciach i twórczości kobiet. Ten projekt w pewien sposób wyraża mój szacunek do spuścizny choreografek oraz artystek, z którymi pracowałem. Linia matriarchalna w choreografii jest dla mnie niezwykle ważna.

W przedstawieniu może zaskakiwać obecność Michała Sławeckiego, który jest kontratenorem. Jaką jakość ma on wprowadzić?  Czy jaki punkt widzenia swoim pojawieniem się pokazać?

Michał jest artystą wywodzącym się z tradycji operowej, która bardzo mnie ciekawi i poniekąd łączy się z moją klasyczną edukacją. W pracy z Michałem interesowała mnie potęga jego warsztatu i wirtuozeria głosu. W spektaklu Michał ma niezależną trajektorię, dyktuje dynamikę i prowadzi akcję. Paradoksalnie to on pełni rolę wielkiego tła, jednoosobowego corps de ballet.

W „Populuxe” takiej czystej choreografii nie było wcale tak wiele. Jak będzie w „Dance Mom”? Jaka estetyka będzie dominowała tym razem?

Wydaje mi się, że w tej chwili nie potrafię nazwać i określić jaka jest choreografia „Dance Mom”. Wolałbym po prostu nie definiować czego, co kojarzy mi się ze swobodą bycia poza kategoriami. Wydaje mi się, że na tym głównie opiera się wartość tego projektu, na dużej autentyczności, nawet jeżeli choreografia budowana jest na formie lub referuje do konkretnych choreografek i dzieł.

Choreografia, ruch i taniec są dla mnie zawsze najbardziej istotnym elementem w pracy nad projektem. W „Populuxe” czystej choreografii było około 30 minut, natomiast „Dance Mom” trwa ponad godzinę.

Zastanawia mnie jeszcze gdzie w tym wszystkim znalazłeś miejsce na baśniowość?

Baśniowość w „Dance Mom” wynika z założeń dotyczących łączenia treści autentycznych i wymyślonych. Od samego początku pracy nad tym projektem interesowało mnie umiejscowienie rzeczywistości gdzieś pomiędzy realnością a fikcją. Sama sytuacja spotkania się z własną matką w projekcie zawodowym, na scenie, jest odrealniona.

fot. Bartek Zalewski

Jaką sobie tym razem wyznaczyłeś rolę w spektaklu? Bo pojawisz się na scenie – jak już zaznaczyłeś –  obok Ewy Dziarnowskiej i Ewy Grudzińskiej. Ponownie zatem zapytam, jak te dwie płaszczyzny łączysz – myślę o tej koncepcyjno-reżyserskiej i wykonawczej?

Performowanie w „Dance Mom” było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Ze względu na udział mamy i naszą wspólną obecność na scenie, mierzyłem się poniekąd z sytuacją, która łączyła się z życiem prywatnym i zawodowym. Biorąc udział w „Dance Mom”, jako performer czułem również dużą odpowiedzialność za to w jakich warunkach pracuje mama, jak ona się czuje i czym dla niej jest całe to doświadczenie. Zależało mi na tym, aby realizować moje pomysły przy jednoczesnym uszanowaniu jej komfortu i potrzeb. Tak jak wspomniałem wcześnie, dużym wsparciem w tej wielowarstwowej sytuacji była dla mnie Ewa Dziarnowska. Świadomość tego, że dwie Ewy tak dobrze się ze sobą komunikują, rozumieją i są dla siebie wsparciem, dawała mi duży spokój i poczucie bezpieczeństwa. Funkcjonowanie w tak zwanej podwójnej roli, tworzenie choreografii, praca nad koncepcją oraz performowanie w projekcie jednocześnie, wymagało dużej dyscypliny. W tego typu pracy ważna jest dla mnie opinia i wsparcie osób, które uczestniczą w procesie. W tym projekcie tego typu wrażliwością dzieliły się ze mną przede wszystkim Joanna Ostrowska i Ewa Dziarnowska. „Dance Mom” jest wspólną pracą całego zespołu.

W naszej poprzedniej rozmowie, przy okazji „Populuxe”, mówiłeś o finasowaniu teatru tańca w naszym kraju i jego borykaniu się z ograniczonymi możliwościami finansowymi. Czy coś się w tej materii zmieniło?

Chciałbym, żeby temat dotyczący finansowania tańca w Polsce nie ograniczał się wyłącznie do dziedziny teatru tańca, ale uwzględniał też inne formy. W tym roku po raz pierwszy w historii Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu wyodrębniło niezależną kategorię TANIEC w programach ministra. Jest to oczywiście powód do zadowolenia. Mam natomiast nadzieję, że w kolejnych latach uda się wywalczyć dla naszej dziedziny większy budżet. W tym roku z 290 ofert wybrano tylko 19 projektów.

Autorem muzyki, podobnie jak we wspomnianym już „Populuxe ” i „Rodos”, jest Wojtek Blecharz. Czy to będą utwory specjalnie napisane do Twojego spektaklu, czy też sięgnąłeś do już znanej twórczości kompozytora?

Cieszę się, że w pracy nad muzyką do „Dance Mom” mogłem po raz kolejny pracować z Wojtkiem Blecharzem. Bardzo cenię naszą współpracę, pomysły i zaangażowanie Wojtka. W tym projekcie dodatkowo ważny był udział Michała Sławeckiego, który w „Dance Mom” wykonuje arie skomponowane przez Wojtka. Podobnie jak przy poprzednich moich projektach w muzyce wykorzystujemy zarówno utwory skomponowane przez Wojtka oraz sample kompozycji innych artystów.

W jakim miejscu jest dzisiaj Twoja własna praktyka choreograficzna, zwłaszcza po doświadczeniu z „Rodos” w Komunie/Warszawa?

„Dance Mom” było dla mnie pierwszym doświadczeniem pracy z amatorką. Zdecydowanie chciałbym dalej rozwijać swoją praktykę również w tym kierunku. Realizowanie projektów w grupach, które łączą zawodowców i naturszczyków jest dla mnie bardzo ciekawe i na pewno chciałbym tego typu działania kontynuować. Społeczny wymiar moich projektów ma dla mnie coraz większe znaczenie i wartość. Jestem również na etapie, kiedy podjąłem decyzję o dalszej edukacji w dziedzinie sztuk performtywnych. W sierpniu rozpoczynam program magisterski na uczelni DAS w Amsterdamie. Na pewno będzie to okazją żeby zastanowić się nad tym, czym jest dla mnie moja praktyka choreograficzna i w jakim kierunku chciałbym ją dalej rozwijać.

Na koniec trochę przewrotnie zapytam: czy nie boisz się, że dość hermetyczny opis spektaklu, może być za trudnym komunikatem dla potencjalnego widza?

Wydaje mi się, że w opisie „Dance Mom” dajemy tyle samo wskazówek i  tropów, ile przestrzeni na własną – odmienną – historię i interpretację. Właśnie w tym znajduję wartość tańca i choreografii. Każdy może patrzeć na taniec w „odmienny” sposób. Ta „odmienność” była i jest dla nas kluczowa.

Tytuł oryginalny

Swoboda bycia poza kategoriami

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data:

21.04.2021

Wątki tematyczne