,,Wnuczka Picassa” Juliusza Machulskiego w reż. autora w Teatrze Telewizji. Pisze Szymon Spichalski w portalu www.aict.art.pl.
,,Kobra” ma już 70 lat! Historia popularnego niegdyś cyklu kryminalnych widowisk Teatru Telewizji sięga dokładnie 6 lutego 1956 roku. Odbyła się wtedy premiera ,,Zatrutych liter” Agaty Christie w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. Ta i kolejne inscenizacje stały się powodem pustoszenia polskich ulic w czwartkowe wieczory, kiedy to emitowano kolejne spektakle z cyklu. Teatr Sensacji ,,Kobra” wpisał się na trwale w historię Teatru Telewizji ze względu na częste korzystanie z tzw. ,,dokrętek”, czyli sekwencji zarejestrowanych wcześniej w plenerze. Niejednokrotnie w ramach nurtu realizowano również adaptacje fantastyki (m. in. Lema). W swojej klasycznej formie ,,Kobra” istniała do 1993 roku. Późniejsze próby jej reaktywacji kończyły się w różny sposób, by przypomnieć tylko ,,Dawne Grzechy” z 2014 roku.
Po bijący niegdyś rekordy popularności format sięgnął Juliusz Machulski. Wybitny polski reżyser i scenarzysta tworzył już spektakle w ramach Teatru Telewizji, w latach 90. sięgając po utwory Adolfa Nowaczyńskiego czy Alana Ayckbourna. Kolejne lata to już inscenizacje własnych tekstów, włącznie z pamiętnym ,,19 południkiem” z świetną rolą Andrzeja Grabowskiego jako fikcyjnego prezydenta Bartłomieja Czopa. Przedstawienie nosiło charakterystyczny sznyt społeczno-politycznej satyry i czarnego humoru, których mistrzem jest Machulski.
,,Wnuczka Picassa” odwołuje się do sentymentu widzów. Spektakl otwiera klasyczna już czołówka autorstwa Witolda Giersza z wijącym się wężem zaprojektowanym przez Eryka Lipińskiego. Nakręcone na sześć kamer przedstawienie rozpoczyna się od powolnego objazdu po scenografii zaprojektowanej przez Marcelinę Początek-Kunikowską. Przedstawia ona obszerny salon zastawiony gustownymi meblami. Szczególną uwagę zwracają, jak czytamy w didaskaliach, ,,trzy obrazy. Dwa portrety kobiece namalowane w stylu niemieckiego ekspresjonizmu lat 20 XX wieku, pędzla Seweryna Wypychowskiego. Pośrodku największy – szkic kobiecego aktu – to dzieło Pabla Picassa”. Ot, klasyczna niemal sceneria dla kryminału, w którym coś musi wydarzyć się w kontrze do tej wytworności!
Dramat opowiada historię sprytnej pokojówki Soni (Masza Wągrocka), która pod nieobecność pana i pani domu próbuje przeprowadzić lukratywną transakcję i pod płaszczykiem fałszywej tożsamości sprzedać obraz wymienionego w tytule malarza. Przedstawienie Machulskiego składa się z elementów charakterystycznych zarówno dla kryminału, jak i farsy, na pierwszy plan pchając wątek społecznej satyry. Nieprzypadkowo ,,Wnuczka…” określana jest jako ,,postmodernistyczna komedia”. To nie tylko oparta na zręcznie prowadzonej intrydze historia o przyjmowaniu różnych tożsamości na potrzeby społecznych interakcji oraz prześmiewcza opowiastka o zaślepieniu i krótkowzroczności ,,wyższych sfer”. To także umiejętna gra z konwencjami i ze sceniczną umownością.
Pomagają w tym aktorskie kreacje, zarysowane przez wykonawców mocnymi, wyrazistymi liniami. Świetny jest Andrzej Zieliński jako pan domu Ferdynand, z nieudawanym zdumieniem opowiadający o kuriozalnej sytuacji złamania nogi po jeżdżeniu na nartach w… Dubaju. To wygrywanie paradoksów świetnie udaje się też Krzysztofowi Stelmaszykowi, który jako Hipolit moralną hipokryzję przykrywa porównaniami do – a jakżeby! – Picassa i jego romansów z o wiele młodszymi od siebie kobietami. Jedną ze scen literalnie kradnie Robert Więckiewicz, który po ponad dekadzie wrócił do Teatru Telewizji rolą szwajcarskiego bogacza Odermatta. Oczywiście postacie we ,,Wnuczce…” są dość jednowymiarowe, zbudowane przez aktorów na kilku charakterystycznych cechach, ale też taka jest konwencja spektaklu.
Wyjątek stanowi tutaj Masza Wągrocka jako Sonia. Obecna w sztuce praktycznie cały czas, buduje postać kobiety pewnej siebie, będącej skrzyżowaniem subretki rodem z komedii Beaumarchais’ego czy Kolombiny z figurą femme fatale. Wągrocka zręcznie żongluje aktorskimi formami, dając zarazem swojej postaci okazje do zdejmowania tych masek. To te momenty pomiędzy poszczególnymi odsłonami, kiedy na twarzy aktorki pojawia się grymas przerażenia i zawahania, szybko ukryty pod przebojowością.
,,Wnuczkę Picassa” zamyka swoiste autorskie deus ex machina. Postacie zdają sobie ostatecznie sprawę z bycia oszukanymi przez sprytną Sonię. Ich odpowiedzią jest uświadomienie sobie zarazem, że są postaciami ze spektaklu, i to zagranego… na jubileusz ,,Kobry”. Ten zabieg jawnie wiąże się ze wspominaną umownością inscenizacji, choć stanowi zarazem pewien zgrzyt na koniec sprawnie przecież budowanej intrygi. Zarazem jest to jednak swoisty hołd dla serii, jakkolwiek złożony z pewnym przymrużeniem oka.
I pozostaje tylko pytanie, czy ta dekonstrukcja była konieczna? Czy fakt istnienia konkurencji w postaci świetnych kryminałów na serwisach streamingowych musi zabrać teatrowi możliwość opowiedzenia po prostu do końca świetnej, wiarygodnej historii? Ot, to parę pytań, które stoją nie tylko przed tym gatunkiem, ale dużą częścią polskiej dramaturgii. Nie zmienia to faktu, że ,,Wnuczka Picassa” to dobre przedstawienie, którego najmocniejszym punktem są aktorskie kreacje. Spektakl będący swoistym ukłonem w stronę legendarnej serii. Nawet jeśli ostatecznie żaden trup tu nie pada.