Logo
Magazyn

Wierni wyobraźni Tomaszewskiego?

28.05.2026, 10:58 Wersja do druku

Siedemdziesiąty sezon Wrocławskiego Teatru Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego.

fot. Natalia Kabanow

W 1956 roku Tomaszewski, łamiąc zasady klasycznej pantomimy, czyli wprowadzając na scenę więcej niż jednego mima, ubierając aktorów w bogate kostiumy, stawiając na scenie scenografie, wprowadzając rekwizyt, a czasami i słowo, zbudował teatr pantomimy wykraczający poza wyobraźnię. Stworzył teatr, który poruszał miliony widzów na całym świecie - od Meksyku po Australię.                                                                                                                        Agnieszka Charkot

Wrocławska Pantomima jest ewenementem na skalę kraju  to jedyny polski repertuarowy teatr pantomimiczny. Wyjątkową rolę zajmuje również na scenie światowej, bo instytucja powołana do życia przez Henryka Tomaszewskiego jest jednym z niewielu autorskich teatrów założonych w XX wieku, które funkcjonują do dzisiaj. Obecny sezon – 2025/2026  to już siedemdziesiąty rok działania pantomimicznego zespołu. Zapowiadając jubileusz, grupa tworząca Wrocławski Teatr Pantomimy, a w szczególności jego dyrektorka artystyczna (i jednocześnie aktorka), Agnieszka Charkot, wielokrotnie poruszała kwestię tego, czym jest ten rodzaj sztuki teatralnej, jaką spuściznę pozostawił po sobie Tomaszewski, jak da się z nią pracować i czy gatunkowość pantomimy jest czymś, co ma szansę przetrwać i angażować współczesnego widza. Temat ten pojawił się także w tekście inaugurującym jubileuszowy sezon, opublikowanym na stronie internetowej teatru. Agnieszka Charkot pisze w nim:

Tomaszewski nie zostawił nam po sobie spisanych kodeksów czy wytycznych, np. jak w jedyny i akceptowalny sposób robić słynną pantomimiczną ściankę. Tomaszewski zostawił nam po sobie... wyobraźnię. A dokładnie: sposób pracy z wyobraźnią ruchową i pamięcią ciała.

Być może takie natężenie dyskursu gatunkowego w publicznej rozmowie stanowi odpowiedź na padające ze środowiska pytania, a czasem też zarzuty o kształt wystawianych spektakli mieniących się pantomimą. Dlaczego? Jeśli chodzi o sposób, w jaki ciało obecne było na scenie, jaką funkcję pełniło, jaki stosunek zajmowało wobec werbalności spektaklu, w ostatnich czterech latach działalność Wrocławskiego Teatru Pantomimy przypominała sinusoidę. Doświadczać można było spektakli wybitnych, zarówno na poziomie ruchu, jak i opowiadanej historii (np. Ballady i romanse), ale i takich, które w obu tych sferach pozostawiały wiele do życzenia, a w swojej formie niezbyt odbiegały od teatru dramatycznego, po który przecież do Pantomimy się nie idzie.

Mimo różnorodnych efektów twórczej pracy i jeszcze bardziej zróżnicowanych głosów krytycznych wrocławska Pantomima zasługuje na uwagę publiczności i głośne stwierdzenie: teatr ten jest bardzo żywy, ciągle poszukuje swojej scenicznej tożsamości, intryguje formą, treścią. Sprawdza, co działa, co porusza, a co w relacjach teatralnych oddala. I duża w tym zasługa obecnej dyrektorki, bo jak stwierdza w recenzji „Moby Dicka" dla portalu teatralny.pl Henryk Mazurkiewicz: W ostatnich latach, a szczególnie od objęcia dyrekcji przez Agnieszkę Charkot, [Pantomima - Z.M.] imponuje otwartością na nowe poetyki i zaskakuje doborem zapraszanych reżyserów i reżyserek.

W kończącym się właśnie sezonie jest jednak coś wyjątkowego - a wyjątkowość ta polega na pewnej możliwej do zaobserwowania spójności w spektaklach, które od września 2025 roku prezentuje Pantomima. Mowa tu nie o monotonii, lecz o eufonii cielesności na wrocławskich deskach teatralnych.

Z każdą kolejną jubileuszową premierą obserwować można było wysokie zaangażowanie ciała, które stawało się przedmiotem, podmiotem i metodą. I choć za każdym razem wobec innej tematyki, za pomocą innego reżyserskiego podejścia - to zawsze z wysoką świadomością, ile ciało, ale i zespół Wrocławskiego Teatru Pantomimy ma do zaoferowania. I z uwagą wobec tego, co dla konwencji pantomimicznej zrobił ojciec jej rewolucji.

fot. mat. teatru

„Nowy wspaniały świat" w reżyserii Anny Obszańskiej (premiera 26 września 2025), pierwsza zupełnie autorska jubileuszowa produkcja Pantomimy, przypomniała, dlaczego teatr nosi imię Tomaszewskiego. Opowiadając historię poddanych eksperymentowi inżynierów własnych ciał, którzy wpadają w pułapkę kontroli fizyczności i aktualizowania jej możliwości, reżyserka nie tylko uczyniła z cielesności aktorów centralny punkt fabuły. Obszańska ukazała proces, w którym użycie algorytmów, oprogramowań i subskrypcji do zarządzania ciałem sprawia, że ono samo staje się maszyną. Przechodzi drogę, w której najpierw jawi się jako podmiot działań opartych na ulepszaniu i modyfikacji, ostatecznie zaś staje się przedmiotem kierowanym przez system, zupełnie zdezintegrowanym z emocjonalnością osoby, do której należy. Obszańska nie stworzyła jednak spektaklu o fizyczności jedynie na poziomie fabuły - w „Nowym wspaniałym świecie" historia opowiadana jest - jak określa w tekście „Nowy wspaniały ruch" Justyna Kowal - za pomoce semantyki ruchu i gramatyki gestu.

fot. mat. teatru

Otwierającą sezon premierą Wrocławski Teatr Pantomimy zdawał się prezentować na nowo odnalezioną tożsamość, jakość, za którą tęskno było w ostatnim czasie. Styczniowa premiera „Złych baśni" w reżyserii Marcina Libera tylko potwierdziła te przypuszczenia. Twórcy odważnie grają tu z (nie) werbalnością teatru pantomimicznego, zderzając głos z offu z niemymi etiudami upiornych baśni. Aktorzy symulują mowę przerysowaną mimiką twarzy, co w efekcie czyni z nich marionetki bezwiednie realizujące zapisany w baśni los. A upiorności te nadają konwencji pantomimicznej podwójne znaczenie. Wszystkie wybrane przez Libera historie bezpośrednio dotykają cielesności - wnętrzności ludzkiego organizmu, krzywdy, okaleczenia czy obcowania z innymi ciałami. Fizyczność ponownie staje się tematem pantomimicznego spektaklu, jej znaczenie wychodzi jednak poza sferę merytoryczną. Aktorzy wykorzystują całe spektrum możliwości ruchowych - od punktowych, kreskówkowych reakcji szatańskiego kapłana (Jana Kochanowskiego), przez łudząco plastyczną kreację ptaka (Jakuba Pewińskiego), po sprawiające fizyczny ból obłąkańcze spazmy zdradzonego i zranionego elfa Eloy Moreno).

fot. mat. teatru

Na deser Gosia Wdowik i marcowe „Little", czyli historia dojrzewania, w której zmiany zachodzące w ciele nastolatka formują jego tożsamość fizyczną, płciową i społeczną. Spektakl duszny, mokry - i to w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu, gdyż scenerią dla historii chłopaka sfrustrowanego własnym kształtującym się ciałem jest rozstawiony na scenie basen. Skomplikowana fizyczność młodego mężczyzny w spektaklu objawia się i za sprawą tekstur materii teatralnej, i w sposobie pracy ciała. Zespół aktorski oglądamy na przykład w buntowniczych hip-hopowych sekwencjach czy agresywnych starciach, w czasie których nadzy mimowie energicznie rozbryzgują wodę - żywioł, który w „Little" jest szczególnie nacechowany semantycznie.

Wszystkie złożone wcześniej deklaracje, że sezon jubileuszowy będzie wyjątkowy i że Wrocławski Teatr Pantomimy zamierza podjąć bardzo różnorodne współprace, wysoko usytuowały oczekiwania widowni - i już uczciwie można stwierdzić, że wymagania te zostały zaspokojone. Z naddatkiem. Cieszy nie tylko (choć przede wszystkim) wysoki poziom spektakli, ale także ich częstotliwość - Pantomima zaserwowała swojej publiczności przecież aż trzy własne premiery i jedną w koprodukcji z Teatrem im. Jana Kochanowskiego w Opolu. A to nie wszystko, ponieważ 26 czerwca na deskach Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia wystawiony zostanie jeszcze jeden spektakl, tym razem w reżyserii Anny Karasińskiej. I choć każde z tych przedstawień zasługuje na odrębną, wnikliwą analizę oraz stanowi gruntowny materiał do interpretacji z perspektywy trwałości technik Tomaszewskiego, to już na podstawie opisanych tu przykładów można zauważyć, że samoświadomość WTP mocno okrzepła.

W swoje siedemdziesiąte urodziny udowadnia on, że teatr żywy jest wtedy, gdy poszukuje i reaguje na zmiany nie tylko w świecie teatru, ale w rzeczywistości w ogóle -  we wrażliwości widza i jego potrzebach. I jest to zgodne ze słowami patrona teatru, Henryka Tomaszewskiego, który o swoim dorobku powiedział, że jest to roślina, która zacznie rosnąć inaczej, ale z całą pewnością będzie żyła. Poszukiwać można, raz osiągając sukcesy, raz upadając - i robiąc to wszystko bez własnej sceny. Choć jestem pewna, że nikt nie zaprzeczy, że jedynemu repertuarowemu teatrowi pantomimicznemu w Polsce - z wyjątkową historią, ogromnym dorobkiem, licznymi nagrodami i wierną widownią - należy się coś więcej niż sala prób na ulicy Dębowej.

Tytuł oryginalny

Wierni wyobraźni Tomaszewskiego?

Źródło:

Odra nr 2026/6

Sprawdź także