To będzie pierwszy sezon, na który mam realny wpływ – mówi Boris Kudlićka, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, i opowiada o swoich planach. Rozmawiała Dorota Szwarcman w „Polityce”.
DOROTA SZWARCMAN: – Operę Narodową czeka wiele ważnych zmian, które są jej potrzebne od lat. Pan zna to miejsce od podszewki, to bardzo sprzyjająca okoliczność: ktoś inny mógłby nie mieć odwagi, by taką rewolucję przeprowadzić.
BORIS KUDLIĆKA: – Zmiany są wspaniałym elementem naszego życia. Opera Narodowa to miejsce wyjątkowe w polskiej kulturze, więc mam świadomość ogromnej odpowiedzialności za decyzje, które będę podejmować – czy to w sprawach infrastruktury, czy też w kwestiach artystycznych. Ale równocześnie czuję, że potencjał tej instytucji jest znacznie większy niż ten, który obserwuję dzisiaj. Także jeśli chodzi o liczbę spektakli czy też różnych programów artystycznych, które mogą wzbogacić naszą ofertę. Przeprowadziliśmy ostatnio ankietę wśród naszych widzów, na którą odpowiedziało ponad 2 tys. osób, i wielu uznało, że gramy zbyt rzadko. Widzę też ogromny potencjał w zbliżeniu się ze społecznością wokół teatru, w relacjach z innymi instytucjami, w budowaniu programów edukacyjnych – nie tylko informacyjnych, ale też lekcji tańca czy śpiewu albo dotknięcia warsztatu i rzemiosła, co dla wielu jest dziś egzotycznym doświadczeniem.
Działań edukacyjnych w teatrze było już wcześniej dużo, ale teraz chyba jest więcej?
Tak i będzie jeszcze więcej. Podchodząc do planu i wizji rozwoju teatru w najbliższych pięciu latach, widzę kilka ważnych elementów. Jednym z nich jest wizja artystyczna i planowanie długofalowe, na trzy–cztery sezony do przodu. To jest po prostu niezbędne, żeby w europejskim ekosystemie mieć dostęp do artystów – nie tylko uznanych gwiazd, ale też tych wschodzących. Drugim obszarem jest logistyka. Bolączką naszego teatru, choć mieści się w tak ogromnym gmachu, jest to, że właściwie nie ma sal do prób. Kameralna Sala im. Młynarskiego, choć z takim założeniem zbudowana, jest wspaniałą performatywną przestrzenią, więc chcemy ją uwolnić dla rozmaitych wydarzeń artystycznych, a sale prób zbudować gdzie indziej. Mówiliśmy o tym niedawno na konferencji prasowej z ministrą kultury Martą Cienkowską, zapowiadając dofinansowanie tej przebudowy w ramach programu FEnIKS (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko – przyp. red.).
Świetnie, że udało się te fundusze pozyskać.
Dowiedzieliśmy się o tej możliwości jesienią zeszłego roku. Do końca grudnia musieliśmy mieć wszystkie dokumenty: sześć pozwoleń budowlanych, konserwatorskich, analiz konstruktorskich, opinii komendanta straży pożarnej, Biura Architektury miasta. Udało się i ogromnie się z tego cieszę. Jeden projekt może zaskakiwać: budowa dwóch nowych sal na dachu. Była rozważana w teatrze od dobrych kilku lat. Powstał projekt. Dyrektor Waldemar Dąbrowski próbował go przeforsować, dostaliśmy nawet pozwolenie na budowę, ale nie było pieniędzy. Teraz okazja się trafiła. Jednak, choć z początku myśleliśmy, że jedna z tych sal będzie dla baletu, a druga dla opery, to są tu pewne ograniczenia. Sale będą przeszklone, więc światło dzienne będzie wspaniałe dla tancerzy. Ale dla opery byłby problem z akustyką oraz z logistyką, bo trzeba przenieść do sali prób większe elementy dekoracji, żeby oszczędzić czas na głównej scenie dla gry repertuarowej. Dlatego powstanie kolejna nowa sala, tzw. teatralno-muzyczna, w kieszeni głównej sceny, gdzie będzie można szybciej przygotować inscenizację. Scena jest rzeczywiście tak wielka, że podobno cały gmach mediolańskiej La Scali mógłby się na niej zmieścić. I szkoda tej przestrzeni. Jeszcze jedną, czwartą salę zaplanowaliśmy na poziomie zero, czyli pod sceną, jej najgłębszą częścią, tam, gdzie teraz parkuje obrotówka. To będzie niezależna przestrzeń, która ma służyć – jak to określiliśmy w projekcie – wielopokoleniowej edukacji kulturalnej. Będzie miała 16 na 14 m plus zaplecze dla artystów i niewielki magazyn na fortepian czy małe rekwizyty. Zresztą wszystkie nowo powstałe sale będą wielofunkcyjne: te przeznaczone na próby także będą udostępniane dla publiczności, dla różnych wydarzeń i działalności edukacyjnej.
Te projekty sal na dole są nowe?
Tak, ale zgodne z moim programem, który zaprezentowałem, przystępując do konkursu na dyrektora.
Chodził pan po teatrze i szukał miejsc, które można byłoby wykorzystać?
Miałem poczucie, że to niemożliwe, żeby w tak dużym gmachu nie znalazło się miejsce. Ja te przestrzenie czuję, a uważam, że funkcjonalność jest najważniejsza. Że magazynowanie dekoracji na tyłach sceny nie jest najlepszym pomysłem, a wykorzystanie tych przestrzeni do spotkań i programów artystycznych jest znacznie ciekawsze. W związku z tym musieliśmy znaleźć nowe magazyny. Planując długofalowo, wiemy, co zagramy za trzy sezony, więc wiemy, czego potrzebujemy w teatrze, a które dekoracje mogą być wywiezione za miasto.
Inna sprawa, równie ważna, to modernizacja tego, co jest…
…której nie było od 1965 r., od otwarcia teatru. W obecnych salach prób baletu i chóru wymienimy wentylację. Latem jest w nich bardzo gorąco, więc poprawimy komfort naszych artystów, ale też publiczności, którą i tam będziemy zapraszać. Wentylację poprawimy też w Salach Redutowych. No i akustykę, bo jest kiepska. W warsztatach Teatru Wielkiego też będzie sporo roboty. Zostały zaprojektowane na potrzeby lat 60., kiedy wszystkie dekoracje robiono z drewna. Technologia ewoluowała, drewno zastąpiła stal, a później stal zastąpiło aluminium, więc musimy powiększyć powierzchnię, na której te elementy aluminiowe będzie się spawać. Musimy też zbudować nowe podciągi, którymi podnosimy wielkie elementy dekoracji przy montażu. Z tym oczywiście wiąże się potrzeba wzmocnienia dachu.
Osobny rozdział to wymiana technologii scenicznej. Mamy w tej chwili sprzęt oświetleniowy, którego już się nie produkuje, więc nie ma części zamiennych. Poza tym nowoczesny system oświetleniowy pomaga szybciej montować dekoracje do poszczególnych spektakli, bo można go zaprogramować. To tylko jeden przykład. Już w zeszłym roku dostaliśmy pieniądze na uruchomienie przetargu na plan przebudowy i unowocześnienia sceny w Sali im. Moniuszki; konsultujemy się z kilkoma firmami, które się tym zajmują. Trzeba to dobrze przeanalizować, bo to będzie ogromna operacja. Rozważamy np., czy wymieniamy wszystkie zapadnie, łącznie z konstrukcjami, czy tylko technologię i napędy. Konsultujemy się też z przedstawicielami teatrów operowych na świecie, które przeszły podobną metamorfozę. Ale na tę fazę nie mamy jeszcze pieniędzy.
Program FEnIKS jej nie obejmuje?
Nie, bo w nim chodzi o zwiększenie dostępności teatru, a tu o bezpieczeństwo. Będziemy więc rozmawiać z Ministerstwem Kultury, jak to sfinansować. Chciałbym, aby to się udało do końca mojej kadencji, czyli do 2030 r. Oczywiście zależy mi na tym, żeby nie zamykać teatru, więc będziemy skracać sezony: kończyć w czerwcu, a kolejny rozpoczynać w październiku. Zaczynamy od budowy sal na dachu, więc na ten czas przenosimy miejsce prób baletu do Sal Redutowych – budujemy tam teraz podłogę baletową. Sala im. Młynarskiego także będzie wyłączona, bo prace na dachu będą tam słyszalne.
Do dyspozycji w następnym sezonie jest więc tylko sala główna.
Ale też współpracujemy z instytucjami zewnętrznymi. To będzie pierwszy sezon, na który mam realny wpływ, bo obecny był zaplanowany przez poprzednią dyrekcję, podobnie jak początek następnego, którym będzie nowa opera ukraińskiego kompozytora Maksyma Kołomyjca (Maxim Kolomiiets) „Matki z Chersonia" – kolejny ważny symbol naszej solidarności z walczącą Ukrainą. To dramatyczna historia porwania 25 tys. ukraińskich dzieci przez rosyjskiego agresora oraz bohaterskich matek, które z desperacją walczą o ich powrót. Opera-paradokument. U nas odbędzie się jej prapremiera 16 października, a sezon później zostanie wystawiona w nowojorskiej Metropolitan Opera – to nasz wspólny projekt. Dyrygować będzie Keri-Lynn Wilson, wyreżyseruje ją Barbara Wysocka. Oczywiście również w tym roku TWON będzie domem dla Ukrainian Freedom Orchestra; w sierpniu, po próbach i koncercie u nas, zespół ruszy w trasę europejską, a skończy ją w Nowym Jorku, w Carnegie Hall, gdzie na koncercie wystąpi z nim Lise Davidsen.
Druga premiera, 20 listopada, to koprodukcja z Nowym Teatrem: odtworzenie „Czarodziejskiej góry" Pawła Mykietyna w nowej, młodej obsadzie; będą to studenci warszawskiej Akademii Operowej. Andrzej Chyra, który i teraz będzie reżyserem spektaklu, nazywa go „Czarodziejska góra 2.0". Będzie to pokazane w siedzibie Nowego Teatru. U nas zaledwie parę dni później, 22 listopada, odbędzie się premiera „Salome" Richarda Straussa; do tego przedstawienia po raz pierwszy pozyskaliśmy renomowanego reżysera Clausa Gutha. Będzie to europejska wersja wystawienia z nowojorskiej Met, w koprodukcji z Teatro Real w Madrycie, który pokaże ją za rok. Wspaniała obsada: Gerhard Siegel, Tomasz Konieczny, młoda zdolna śpiewaczka Monika Radecka. To pierwsza produkcja, którą poprowadzi nowy dyrektor muzyczny TWON Yoel Gamzou. W grudniu premiera baletowa: „Coppélia".
Klasyka też jest potrzebna.
Choreografię stworzy Manuel Legris, szef baletu Opery Paryskiej. W styczniu wracamy do opery: „Katię Kabanową" Leoša Janáčka wyreżyseruje kolejna ważna postać – Kornel Mundruczó. To zupełnie nowa produkcja, która powstanie na nasze zamówienie. Kornel też będzie pracował u nas w operze po raz pierwszy, choć nie pierwszy raz w Warszawie. Bardzo się ucieszył na ten tytuł. Tą premierą także zadyryguje Yoel Gamzou; wśród śpiewaków znajdą się Evelyn Herlitzius oraz w roli tytułowej świetna Aušrinė Stundytė, która kiedyś śpiewała u nas w „Ognistym aniele" Prokofiewa.
Kolejnym cenionym reżyserem, jaki zadebiutuje w naszej operze, będzie Christof Loy, który wystawi dwie jednoaktówki w jednym spektaklu: „Oczekiwanie" Arnolda Schönberga i „Głos ludzki" Francisa Poulenca, pierwsza ze znakomitą Malin Byström, druga z rozwijającą swą karierę Marianną Croux. To też koprodukcja z Madrytem. Z dyrygentem Robertem Jindrą, szefem muzycznym praskiej Opery Narodowej, zetknęliśmy się ostatnio na koncercie wagnerowskim z Camillą Nylund i Tomaszem Koniecznym. Mieliśmy pewne zaległości w repertuarze wczesnoromantycznym, więc zaplanowaliśmy dawno niegranych tutaj „Poławiaczy pereł" Bizeta. To spektakl stworzony z Operą Wiedeńską, która pokazuje go teraz, a my zobaczymy go za rok. Realizację stworzył młody, ceniony artysta Ersan Mondtag – też w naszej operze po raz pierwszy – który jest również autorem scenografii i kostiumów. Ostatnią premierą operową przyszłego sezonu będą „Opowieści Hoffmanna" Jacquesa Offenbacha w inscenizacji autorstwa bardzo ciekawej reżyserki Lydii Steier; to będzie koprodukcja z berlińską Staatsoper.
Z premier baletowych zobaczymy jeszcze trzyczęściowy wieczór „Piękno i ironia" z choreografiami Katarzyny Kozielskiej, Eyala Dadona i Alexandra Ekmana oraz, jak co roku, prace młodych choreografów z cyklu „Kreacje". Będziemy też kontynuować wątek regionalny: po kaszubskiej „Wóló bosko" – „Ślonske Gołymbie", ale już nie u nas, tylko w Muzeum Historii Polski, a potem w Operze Śląskiej.
Yoel Gamzou zapowiadał też koncerty symfoniczne.
Będą. Zacznie od II Symfonii Mahlera już we wrześniu. Poprowadzi galę sylwestrową z muzyką angielską i polską, z udziałem śpiewaków Sophie Bevan i Tomasza Kumięgi oraz pianisty Benjamina Grosvenora. Innym pianistą, który wystąpi z naszą orkiestrą, będzie Boris Giltburg. A w ramach Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego Gamzou poprowadzi Requiem Verdiego. Szczególnie ciekawie zapowiada się wykonanie III Symfonii Pawła Kleckiego, którego przez lata świat znał jako wybitnego dyrygenta, ale dopiero niedawno odkryto, że był równie wybitnym kompozytorem. Yoelowi bardzo zależało, żeby jego utwór wykonać. Z koncertów wokalnych pozostaną tylko dwa recitale z fortepianem: po raz pierwszy zaśpiewa w naszym teatrze Jakub Józef Orliński, a także mezzosopranistka Aigul Akhmetshina.
Cieszę się, że udało mi się skonstruować ten sezon, a przy tym trochę zwiększyć liczbę premier, bo miałem na to tylko pół roku. Każda z tych produkcji ma inną optykę i to powinno być ciekawe dla naszej publiczności, zwłaszcza że zetknie się z nowymi osobowościami artystycznymi.
ROZMAWIAŁA DOROTA SZWARCMAN
Boris Kudlićka (ur. 1972 r. w Rużomberoku) – ukończył studia scenograficzne w Bratysławie i Groningen. Współpracę z warszawską operą rozpoczął jako asystent Andrzeja Kreutza-Majewskiego; z czasem został głównym scenografem teatru. Współtwórca wielu pamiętnych spektakli, najczęściej z Mariuszem Trelińskim, ale także m.in. z Keithem Warnerem, Amonem Miyamoto i Dalem Duisingiem, dzięki którym działał na wielu ważnych scenach świata. Prowadzi też działalność architektoniczną. W zeszłym roku wygrał konkurs na dyrektora naczelnego TWON i objął stanowisko 1 września 2025 r.
***
Polityka Sp. z o.o. S.K.A. 2026
W „Polityce” zajmujemy się nie tylko polityką. Piszemy też o kulturze.
Więcej tekstów Doroty Szwarcman – krytyczki muzycznej piszącej w „Polityce” od niemal ćwierćwiecza, autorki bloga „Co w duszy gra” oraz książek o tematyce muzycznej, laureatki Nagrody Honorowej Związku Kompozytorów Polskich i odznaki „Zasłużony dla kultury polskiej” znajdą Państwo tu:
https://blog.polityka.pl/szwarcman/2026/05/10/tanczace-androidy/