W cuda nie wierzę, ale jednak się zdarzają. Oto niczym Feniks z popiołów pojawiła się „Scena” po rocznej przerwie. Nie dlatego pauzowała, że ogarnęło ją rozleniwienie, ale dlatego że to najstarsze na polskim rynku wydawniczym pismo teatralne, wielce zasłużone dla kultury nie otrzymało w roku ubiegłym dotacji ministerialnej – pisze Yorick o nowym numerze „Sceny” w AICT Polska.
W wydanym podwójnym numerze znaleźć można stosowną notkę na ten temat wraz z kąśliwym komentarzem: „Był wniosek, jedno odwołanie, drugie… Darczyńca okazał się nieugięty (pozdrawiamy b. ministrę Wróblewską)”.
Nieugięty w staraniach okazał się, nie pierwszy przecież raz, Lech Śliwonik i swego dopiął – „Scena wróciła. To prawdziwa radość, zwłaszcza że pismo nie straciło swego osobnego, niezależnego charakteru, impetu i staranności w wychwytywaniu spraw naprawdę ważnych.
Tak więc znajdziemy tu obszerne relacje ze zmagań recytatorów – bo też Ogólnopolski Konkurs Recytatorski pozostaje oczkiem w głowie prezesa TKT, znajdziemy słowo towarzyszące kolejnym Zwykom, wieńczącym spotkania (zwane Sejmikami) teatrów ludowych, które od lat odbywają się w warszawskim Teatrze Polskim im, Arnolda Szyfmana.
Niemało w tym numerze troski o ciągłość kultury, o tradycję. Pismo żegna piórem Andrzeja Mencwela mistrza prozy polskiej, ocalającego barwę słów Wiesława Myśliwskiego. A piórem redaktora naczelnego Lecha Śliwonika żegna przez lata idącego swoimi drogami Leszka Mądzika, który tak kiedyś zachwycił Yoricka swoją „Wilgocią”, że pozostał mu wiernym obserwatorem.
Jest też bardzo osobisty, a przecież jakże ważny tekst Eugeniusza Mielcarka na 60. rocznicę Teatru STU o Krzysztofie Jasińskim, który – jak pisze Mielcarek „ zawsze był artystą obdarzonym ogromnymi twórczymi możliwościami, stale poszukiwał nowych form”.
Dużo w tym numerze Śliwonika, nawet się redaktor z tego ”nadmiaru” tłumaczy, choć to nadmiar nader pożywny i smaczny. Śliwonik bowiem prócz wspomnianego szkicu o Mądziku, dotyka tu kilku znamiennych objawów, wspominanej ciągłości dotyczących. Ciągłości i niebezpieczeństwa zerwania. Mowa o tym już w felietonie wstępnym o sztucznej inteligencji która tak zachwyciła naszą noblistkę Olgę Tokarczuk, że są się redaktor zatrwożył. Ale Śliwonik upomina się o obecność i trwanie, o ciągłość. Stąd jego uporczywe publikacje korespondencji Malaka i Herberta i starania, również uporczywe, aby tę korespondencję udostępnić w wydaniu książkowym, niestety przez Instytut Teatralny odrzucone – dzieje tych starań „Scena” odtwarza. Stąd też zdumieni, jakim opatrzył redaktor ukazanie się książki Ewy Wójciak „Więcej niż teatr”, która – nie wspominając o tym – tytuł zapożyczyła od wybitnej badaczki kultury Aldony Jawłowskiej, autorki głośnej książki o teatrze studenckim o tyn właśnie tytule. Przy czym o tej niefrasobliwej pożyczce nie wspomnieli ani słowem wydawcy, recenzenci, nie tylko sama autorka. Może to drobna sprawa, ale czy na pewno?
Na koniec jeszcze raz wrócę do Konkursu Recytatorskiego któremu w tym roku patronował niepokorny Stanisław Grochowiak. O jego osobności pisze z przenikliwością Krzysztof Mrowcewicz, kończąc swoje refleksje takim zdaniem: „Jeśli komuś ciąży świat, jeśli ktoś nie zgadza się na rzeczywistość, jeśli czuje potrzebę buntu, powinien sięgać do Grochowiaka”. Tak jak to czyni Olgierd Łukaszewicz, który wrócił po latach do swego monodramu zbudowanego z poezji Grochowiaka „Epilog w stearynie”. Czytajcie Grochowiaka, słuchajcie Łukaszewicza, jeśli się wam uda.
„Scena”, nr 1-2 (121-122) – 2026 wiosna i lato