11.08.2021, 10:30 Wersja do druku

Wielkie rodzinne wakacje

Urodziłam się w Wilnie. Tu jest prawie cała moja rodzina. Kiedy - jak co roku - wybieramy się latem na Litwę, to mamy w perspektywie wspaniałe rodzinne wakacje, ale też jest to bardzo mój czas. Bo zamiast mówić, że jadę na Litwę na urlop, powinnam raczej powiedzieć, że wracam do siebie do domu - - mówi Joanna Moro w Sieci.

Wilno nie jest wielkim miastem. Dużo w nim zieleni, wszędzie jest bardzo urokliwie i blisko do natury. Kiedy tam przyjeżdżam, pracuję trochę w ogródku z mamą, koszę trawę, ale też chodzimy z dziećmi na łąkę, nad rzekę, do lasu, na miejską plażę... Tak sobie tu sielsko żyjemy.

Coroczną rodzinna tradycją jest też wyjazd do Pałangi, gdzie spędzamy wakacje w szerszym gronie. Pałanga to miasteczko nad Morzem Bałtyckim. Jesteśmy w nim każdego lata - z babcią, mamą, siostrą, ciotkami... ogromna familia. W tym roku dołączyła jeszcze rodzina męża, więc było mnóstwo dzieci, ale też dorosłych bliskich, z którymi chętnie spędzamy czas. To tradycja, którą z radością kultywujemy.

Pałangę uwielbiam nie tylko za rodzinne spotkania, jakość plaż i szeroki piękny horyzont (miasteczko jest położone nad otwartym morzem), ale też - zwłaszcza w ostatnich latach - za anonimowość. Tu jestem jedną z wielu plażowiczek. Nikt nie patrzy i nie ocenia, z kim przyszłam, jak jestem ubrana i co robię na plaży czy w wodzie. Zupełnie inaczej niż w Trójmieście, które bardzo lubię i w którym bywam dwa-trzy razy w roku.

Nad polskim morzem mam wielu przyjaciół. Chętnie przyjeżdżam do Gdyni, Gdańska i Sopotu, choć w tym ostatnim miejscu jest wyjątkowo dużo paparazzich. Zdarza się też, że zwykli ludzie wrzucają moje zdjęcia z plaży czy molo na Facebooka lub Instagrama.

W Trójmieście z jednej strony mam morze, a właściwie Zatokę Gdańską, z drugiej mogę czerpać z dobrodziejstw kultury. Chodzę do muzeów, teatrów, na wystawy. Za każdym razem, gdy odwiedzam Gdynię, idę na spektakl Teatru Miejskiego. W czasie wakacji oglądam przedstawienia na Scenie Letniej tegoż teatru, a w nich m.in. Szymona Cendrowskiego, mojego partnera z serialu „Anna German", który też ma trójkę dzieci.

Cieszę się, że kupiliśmy większy samochód (zdecydowaliśmy się z mężem na siedmioosobowy), bo nasza pięcioosobowa rodzina, zwłaszcza z bagażami, nie mieściła się już w poprzednim. Teraz komfort jazdy jest nieporównywalny. Sprawdziliśmy to w drodze do Wilna i coraz bardziej realne staje się marzenie o wycieczce do Włoch - przez Austrię i Szwajcarię. Wspaniale byłoby móc zatrzymywać się codziennie w innym urokliwym miejscu, żeby doświadczyć alpejskiego klimatu.

Myśląc o wyprawie do Włoch, nie planowałam odwiedzenia San Remo, gdzie Anna German w 1967 r. zachwyciła słuchaczy, ale może uda się tam dotrzeć. Byłam niedaleko San Remo jeszcze przed pandemią, kiedy pojechaliśmy z mężem do Francji, na Lazurowe Wybrzeże, tuż obok Monako, by świętować rocznicę ślubu.

Jeśli wybierzemy się do Włoch, to jesienią lub wiosną. Lato spędzamy w naszych klimatach - w Polsce i na Litwie. Obyśmy nie musieli już rezygnować z podróży z powodu pandemii.

Wszystkim czytelnikom życzę dużo zdrowia i uśmiechu. I serdecznie pozdrawiam.



Tytuł oryginalny

Wielkie rodzinne wakacje

Źródło:

Sieci nr 32/09.08