10.08.2021, 17:16 Wersja do druku

Literatura i dramat okiem tłumaczki

- Dramaturgia polska jest zbyt skoncentrowana na wątkach polskich: stereotypach, kompleksach, wewnętrznych problemach oraz historii. Brakuje jej uniwersalności- z filolożką i tłumaczką literatury polskiej Iriną Kisielową rozmawia Agnieszka Lubomira Piotrowska w Biuletynie Teatralnym ZAiKS-u.

- Nagroda dla tłumacza jest zawsze dla niego zaskoczeniem: nie jesteśmy zbyt często doceniani, czy wręcz zauważani. Też masz takie poczucie?

Tak, ale tłumacze sami zazwyczaj wybierają sobie ten zawód, więc powinno w nas samych „siedzieć” coś takiego, że wolimy pozostać w cieniu. To z jednej strony. Z drugiej strony, kiedy dopiero zaczynałam tłumaczyć, ciągle spotykałam się ze stwierdzeniem, że tłumacz w żadnym wypadku w trakcie tłumaczenia nie powinien wykazywać swojej indywidualności, powinien podążać za autorem jako cień, być szarą eminencją, ale pozostać niewidzialnym. Najważniejsze jest dokładne przekazanie oryginalności myśli i stylu oryginału. Wtedy można stworzyć takie tłumaczenie, że tekst zyska większą popularność niż w języku oryginału (weźmy na przykład dzieła Salingera, Faulknera albo Vonneguta w tłumaczeniu z angielskiego na rosyjski wielkiej Rity Rajt-Kowalowej). Teraz, w czasach Google Translate, kiedy dowolny tekst można przetłumaczyć w kilka sekund, jestem przekonana, że sztuka tłumaczenia tekstów artystycznych i dramaturgicznych stanie się absolutnie elitarna, podobnie jak sam zawód tłumacza literackiego.

- Studiowałaś filologię rosyjską, ale zajmowałaś się Mickiewiczem. Potem przeprowadziłaś się do Polski. Na ten wybór miało wpływ pochodzenie, fakt, że Twoja mama jest Polką, kresowianką?

Studiowałam filologię rosyjską na uniwersytecie państwowym w Kaliningradzie, ale fakt, że moja mama faktycznie jest Polką i pochodzi z Kresów, a konkretnie z obwodu wileńskiego, a mój dziadek zawsze marzył o tym, żeby przynajmniej jedno z jego czworga wnucząt nauczyło się polskiego, miał duży wpływ na to, że bardzo chciałam studiować nie tylko filologię rosyjską, lecz również uczyć się języka polskiego. Więc na drugim roku studiów, kiedy miałam roczny kurs języka polskiego za sobą, wykorzystałam tę możliwość maksymalnie, a potem już na piątym roku studiów kontynuowałam naukę języka polskiego na uniwersytecie w Getyndze. Po studiach już jeździłam do Warszawy, Lublina i Krakowa na różne kursy języka polskiego. Wszystkie moje prace naukowe były związane z tak zwaną komparatystyką – badałam najpierw tłumaczenia wierszy Adama Mickiewicza na język rosyjski, potem tłumaczenia poezji Achmatowej na język polski, a później sama zaczęłam tłumaczyć.

- Kiedy zainteresowałaś się przekładem literackim i postanowiłaś związać swoje życie z tą działalnością?

Właśnie badając i porównując tłumaczenia zrobione przez kogoś innego w XIX lub XX wieku. Zaczęłam się wtedy zastanawiać: czy potrafiłabym sama to przetłumaczyć, co zmieniłabym, jakiego słowa użyłabym i dlaczego. I wtedy przeczytałam Manifest translatologiczny Stanisława Barańczaka, który wywarł na mnie olbrzymie wrażenie, był w pewnym sensie objawieniem. Dowiedziałam się, że ten tekst nigdy nie był przetłumaczony na język rosyjski, więc postanowiłam sama to zrobić. Pamiętam, że napisałam wtedy do Barańczaka, a on odpowiedział i poprosił mnie, żeby traktować tekst jako człowieka, inną osobę, czyli z szacunkiem i godnością. Wtedy zrozumiałam, że chciałabym zajmować się przekładem literackim przez całe moje życie.

- Czy przekładu literackiego można się nauczyć? Czy to jest „dar”, talent, czy wyuczona umiejętność?

Myślę, że przekład to jest pasja, taka sama jak muzyka, sztuka, literatura czy teatr. Oczywiście można pójść na studia, nauczyć się posługiwać się pewnymi narzędziami, poznać historię fachu, ale jeśli się nie ma pasji, jeśli nie jesteś zakochany/zakochana w języku, na który lub z którego tłumaczysz, jeśli nie jesteś przekonany/przekonana, że ten tekst musi być przetłumaczony, to będzie to tylko wyuczona umiejętność. Jeśli chodzi o „dar”, to faktycznie spotkałam w życiu dwoje tłumaczy z polskiego na rosyjski, o których można powiedzieć, że byli genialni. To Asar Eppel i Ksenia Starosielska. Asar Eppel, oprócz tego, że sam był wybitnym pisarzem i poetą, absolutnie fenomenalnie przetłumaczył na język polski Sklepy cynamonowe Schulza, a także wiersze Staffa, Tuwima i Szymborskiej. Ksenia Starosielska tłumaczyła głównie prozę XX wieku: Gombrowicza, Witkiewicza, Iwaszkiewicza, Mrożka, Andrzejewskiego, Konwickiego, Głowackiego, Chwina, Pilcha, Krall i wielu innych, ale jak fenomenalnie władała językiem rosyjskim i jak mistrzowsko potrafiła przekazywać intonacje oryginału! Wraz z Asarem Eppelem przetłumaczyła w latach osiemdziesiątych Trylogię Sienkiewicza. Pod jej redakcją w polskiej serii wydanej przez wydawnictwo NLO ukazało się kilkadziesiąt książek współczesnej literatury polskiej, m.in. felietony Pilcha, Głowackiego, prozy Tokarczuk, Vargi, Chwina, Huelle, Libery, Stasiuka, Chutnik, Witkowskiego, Kuczoka, Szczygła. Od początku lat 2000 prowadziła warsztaty dla młodych tłumaczy przy Instytucie Polskim w Moskwie, w których brałam udział. Mogę więc powiedzieć, że Ksenia Starosielska wychowała nowe pokolenie tłumaczy literatury polskiej, do których zaliczam siebie.

- Przeszłyśmy podobną drogę od przekładu wybitnej prozy do przekładu dramaturgii. Debiutowałaś esejem Barańczaka, ja esejem Nabokova, ale nagle napłynęła fala nowej dramaturgii w obu krajach, która nas całkowicie pochłonęła. Lepiej się czujesz w przekładzie dramatu? Odczuwasz różnicę w pracy nad prozą i dramaturgią?

Dziękuję za te ciekawe pytania. Pięknie to ujęłaś – faktycznie „lepiej się czuję” w przekładzie dramatu, bo tekst dramatu pozwala mi na więcej. Fakt, że mam do czynienia nie z samym tekstem pisemnym, lecz z tym, jak ludzie rozmawiają między sobą, jakich słów używają, daje mi większą paletę możliwości, większe pole do popisu. Zdecydowanie odczuwam różnicę w pracy nad prozą i dramaturgią. Tekst dramatu jest tekstem mówionym, cały czas musisz myśleć o autorze, jak ten tekst brzmiał w jego głowie. Tłumacz powinien dobrze oddać nie tylko znaczenia konkretnych słów, lecz cały czas myśleć o tym, jak oddać intonację oryginału (lub po prostu jej nie zgubić). Tłumaczyłaś Czechowa i sama dobrze wiesz, jakim to jest wyzwaniem.

- To prawda. Tłumaczyłaś scenariusze spektakli do wyświetlana na tablicy podczas pokazów na festiwalach w Rosji. Czy ten rodzaj przekładu wymaga innych umiejętności od tłumacza? Dla mnie to trochę taka praca, jak przy tłumaczeniu libretta operowego do wyświetlania, nie sądzisz?

W gruncie rzeczy nie wymaga to jakichś specjalnych dodatkowych umiejętności od tłumacza. Owszem, napisy upraszczają trochę tekst tłumaczenia, musisz dobierać krótsze wyrazy. W wypadku takiego typu tłumaczenia mniej chodzi o stronę estetyczną języka, jednak ta praca również powinna być wykonana w najwyższym stopniu profesjonalnie. Ja sama będąc widzem, nie znoszę, kiedy podczas czytania napisów widzę literówki, błędy czy niedokończone zdania.

- Od lat obserwujesz polską scenę teatralną, widzisz rozwój polskiej dramaturgii. Od kilkunastu lat mieszkasz w Wiedniu i śledzisz też scenę austriacką, tłumaczyłaś też sporo dramaturgii austriackiej na rosyjski. Jak oceniasz naszą dramaturgię i jej możliwości sceniczne za granicą? Zauważasz znaczące zmiany w jej rozwoju? Jak oceniasz jej możliwości sukcesu na rosyjskich scenach w porównaniu z dramaturgią austriacką?

Nadal uważam, że polski teatr jest najbardziej progresywnym i ciekawym teatrem w Europie.

Ale wydaje mi się, że to jest przede wszystkim zasługa reżyserów, a nie dramatopisarzy. Dramaturgia polska jest zbyt skoncentrowana na wątkach polskich: stereotypach, kompleksach, wewnętrznych problemach oraz historii. Brakuje jej uniwersalności. Na przykład bardzo częstym tematem współczesnych sztuk austriackich jest związek mężczyzny i kobiety, ich relacje, tak zwana samotność we dwoje. Ponadto Austriacy są bardziej zaniepokojeni tematami społecznymi, takimi jak miejsce człowieka w społeczeństwie, przyszłość społeczeństwa, pozycja kobiety we współczesnym świecie itp. Jednak w Rosji w porównaniu z dramaturgią austriacką polska dramaturgia cieszy się zdecydowanie większą popularnością (sztuki Andrzeja Saramonowicza, Krzysztofa Bizio, Doroty Masłowskiej, Michała Walczaka itd.). Niewiarygodnym sukcesem cieszyła się w ostatnich latach komedia Andrzeja Saromonowicza Testosteron. Grano ją w ponad 40 teatrach od Kaliningradu po Daleki Wschód. Teksty Modzelewskiego, Sali, Rudzkiej, Pałygi, Wojcieszka wciąż czekają na swoje produkcje w Rosji.

- Niesamowite, nie wiem, czy w Polsce Testosteron miał aż tyle realizacji. Muszę Cię zapytać o jeszcze jedną sprawę. Tłumaczę na polski, ale mieszkam w Polsce, więc dyrektorzy teatrów i reżyserzy są ze mną w kontakcie, oglądam premiery z moimi przekładami. Wiem, co się dzieje z moimi tekstami, znam swoje wpływy z tantiem dzięki ZAIKS. A jak wygląda sytuacja tłumacza w Rosji?

Sytuacja tłumacza dramaturgii w Rosji wygląda niestety fatalnie. Оdpowiednikiem ZAIKSu jest w Rosji RАО (Российское авторское агентство), którе naprawdę robi tak mało, że szkoda słów. Od 15 lat współpracuję z tą agencją (RAO nie ma żadnych konkurentów), ale nigdy nie mogłam uzyskać konkretnych odpowiedzi na moje pytania. Bardzo często nie dostawałam żadnych odpowiedzi. Polskie sztuki w moim tłumaczeniu grano w całej Rosji, ale nieprzezroczystość działań RAO, absolutny brak zainteresowania tym, czy tłumacz dostanie tantiemy, czy jego nazwisko pojawi się na afiszach, brak jakiegokolwiek wsparcia zniechęcają tłumaczy bardzo. Dyrektorzy teatrów i reżyserzy kontaktują się z tłumaczem tylko wtedy, gdy chcą namówić tłumacza do zgody na bezpłatne korzystanie z tłumaczenia (zwykle odbywa się to już po premierze w celu uniknięcia ewentualnych kar). Nigdy reżyserzy lub dyrektorzy teatrów nie skontaktowali się ze mną bezpośrednio, chcąc zrealizować tekst w moim tłumaczeniu. Od kolegów też tego nie słyszałam. Jest to prawdopodobnie możliwe, jeśli tłumacz pracuje w teatrze, jest zaznajomiony z administracją teatru, może zostać poproszony o przetłumaczenie czegoś. O honorariach tłumaczy tekstów artystycznych i utworów dramatycznych w ogóle nie chcę mówić, to grosze. I naprawdę tylko osoba zakochana w swojej pasji może być zaangażowana w tłumaczenie. Życie i zarabianie dzięki tłumaczeniu w Rosji jest całkowicie niemożliwe. Szczerze byłam zaskoczona wsparciem, jakie daje polskim twórcom ZAIKS (mówię o wsparciu prawnym, o domach pracy twórczej, o nagrodach, o świadomości członków ZAIKS i nie tylko). Myślę, że ZAIKS zasłużenie można uznać za przykład organizacji broniącej interesów ludzi kultury i mam nadzieję, że taka organizacja kiedyś pojawi się w Rosji.

Źródło:

Biuletyn Teatralny ZAiKS nr 23

Wątki tematyczne