Logo
Magazyn

Przygoda w osiedlowej dżungli

27.05.2026, 15:55 Wersja do druku

Na Scenie na Piekarach Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy praca wre bez wytchnienia. 13 czerwca zobaczymy premierę Nowej Księgi dżungli, przygotowywanej przez młody zespół twórczy pod kierunkiem reżyserki i autorki scenariusza – Katarzyny Hory. Kierownik literacki Teatru – Robert Urbański spotkał się z artystką, żeby porozmawiać o powstającym spektaklu i nie tylko...

fot. Tomasz Biegalski/mat.teatru

Robert Urbański: Czy jako dziecko marzyłaś o tym, żeby uciec z domu i żyć w lesie jako zwierzę?

Katarzyna Hora: Wielokrotnie! Wyobrażałam sobie, że jestem syreną albo duchem lasu, a pewnego pięknego dnia nawet spakowałam taki filmowy tobołek. Co prawda doszłam tylko do sieni i tam się zatrzymałam, ale ucieczka z domu została podjęta.

Czyli Księga dżungli to nie jest dla ciebie wybór przypadkowy.

Nie, Księga dżungli nie jest wyborem przypadkowym, natomiast dużym pytaniem dla mnie było, czym dzisiaj może być dżungla? Jakie jest środowisko naturalne, w którym się dzisiaj dzieciaki wychowują i intuicyjnie świetnie poruszają? Bo śmiem twierdzić, że to już nie jest las i podwórko. Wydaje mi się, że tej dżungli możemy szukać dzisiaj w innych przestrzeniach niż tylko las i natura.

Statystyki są tutaj niemiłosierne i dość przerażające. To, co jest sednem twojego pomysłu, czyli dżungla internetowa, to dziś rzeczywistość coraz większej liczby dzieci. Czy uważasz, że teatr może zmienić tę sytuację?

Nie jestem fanką moralizowania wprost, które mówi: „Wyjdźmy z internetu”. Słyszymy to wszędzie, ale ta technologia jest już częścią naszej rzeczywistości, czy nam się to podoba, czy nie, i już się nie wycofa, już z nami będzie. Myślę, że najważniejsze to znaleźć w tym jakąś równowagę. Kiedy sama słyszałam ciągle „Nie siedź tyle przed komputerem”, to mnie nie ruszało. Zakazy często działają odwrotnie. Myślę, że ważniejsze jest uświadomienie, że czas spędzony w internecie, w grach może też być wartościowy. Dżungla, o której opowiadam, jest syntezą technologii w ogóle, nie tylko internetem. Możemy w niej przeżywać jakieś przygody i spędzać czas, ale potrzebujemy też swojej wioski ludzi. Czyli wracamy do tematu równowagi. Tak naprawdę możemy wyciągać dla siebie to, co jest najważniejsze w obu światach. W oryginalnej Księdze dżungli Mowgli w zasadzie pozostaje w zawieszeniu pomiędzy światem dżungli a światem ludzi, bo wybiera swoją własną drogę. W moim spektaklu też miałam na myśli taką puentę, że możemy czerpać, co dla nas najlepsze, z obu światów i tym samym wytyczyć sobie własną drogę.

Jakimi środkami teatralnymi chcesz o tym wszystkim opowiedzieć?

Ta dżungla technologiczna jest dosyć niedookreślona. Korzysta ze środków wizualnych, z projekcji, neonów, pikseli, z czegoś, co jest bardzo sugestywne, ale nie dosłowne. Wierzę w metaforę w teatrze i bardzo bym chciała, żeby teatr pozostał ostoją metafory, gdzie rzeczy nie są nazwane wprost. Dosłowności mamy i tak bardzo, bardzo dużo; zwłaszcza dzieciaki mają mało miejsc, gdzie mogą się mierzyć z metaforą. Korzystamy więc z takich środków, które nam taką dżunglę technologiczną sugerują, ale nie nazywamy jej wprost. Mamy bogatą sferę wizualną, multimedialną i świetlną, ale też wprowadzamy teatr lalek, co jest w zasadzie nowością na legnickiej scenie. Muszę powiedzieć, że razem z zespołem wypracowaliśmy dość współczesny język tej formy. Nie jest to wcale klasyczna animacja teatru lalek. Znów idąc tropem metafory, animujemy formą, ale też tworzymy relację pomiędzy animatorem a lalką. Mam poczucie, że dzięki temu sensy tworzą się na wielu płaszczyznach.

Czyli będzie to spektakl interesujący także dla dorosłego odbiorcy?

Na pewno. Ja w ogóle wierzę w to, że opowieści bogate w znaczenia oferują odbiorcom w każdym wieku coś zupełnie innego. Myślę, że młodsze dzieci pójdą bardziej tropem przygody, zagrożenia, wyzwania łączącego się z postacią Tygrysa, który poluje na Mowgliego. Starsze dzieci i być może też odbiorcy dorośli odkryją wiele pogłębionych dodatków, które sprawiają, że ta opowieść jest wielowymiarowa.

A czy nieoczywista, nietradycyjna przestrzeń Sceny na Piekarach jest tutaj wyzwaniem, inspiracją? A może kłopotem?

Inspiracją, zdecydowanie inspiracją, dlatego że Mowgli też jest dzieciakiem z osiedla. Jest to dla tej opowieści środowisko wręcz immersyjne, bo gdy on z tej dżungli wychodzi, to w zasadzie wraca na osiedle. Mamy więc małe osiedle na scenie na osiedlu. Mam poczucie, że ta przestrzeń po prostu temu sprzyja, że to wciągające, bliskie temu, co na zewnątrz. Podbija to dodatkowo sens bycia blisko ludzi. Ta Nowa Księga dżungli dzieje się tu i teraz, a nie w wiosce w Indiach, nie w jakiejś czasoprzestrzeni wymyślonej i fantastycznej. Zakładam też inną opcję: być może młodsze dzieci pójdą takim tropem, że dżungla jest tylko wyobrażonym światem Mowgliego, że to jest jego pokój i przygoda, którą on przeżywa w swojej głowie. Natomiast elementem spójnym łączącym oba te światy jest tygrys Shere Khan, który jest cieniem Mowgliego, lękiem Mowgliego, jego brakiem pewności siebie. Jest tymi emocjami, które potocznie nazywamy negatywnymi. W momencie gdy przed nimi uciekamy albo próbujemy je na siłę zwalczać – przejmują kontrolę. Myślę, że ta relacja z tygrysem jest odświeżonym podejściem do oryginalnej Księgi dżungli. W tej interpretacji tygrys po prostu stanowi część Mowgliego, a skoro tak, to on nie może przed nim uciec ani go pokonać, tylko musi go zaakceptować i przyjąć do siebie. Na tym chciałabym postawić akcent. Chciałabym, żeby najmłodsze dzieci po obejrzeniu tego spektaklu doszły do refleksji, że to, co wydaje nam się w pierwszej chwili bardzo straszne, zmienia się, kiedy spojrzymy temu strachowi prosto w oczy i nie damy mu się pochłonąć. Wtedy okazuje się, że to tylko mały kotek, a nie wielki tygrys, tak jak nam się wcześniej wydawało.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także