12.07.2021, 15:55 Wersja do druku

widz_trembicki(nie)poleca: REQUIEM

"Requiem" Wolfganga Amadeusza Mozarta, koncertowe wykonanie pod dyrekcją Grzegorza Nowaka z Polskiej Opery Królewskiej w Kościele Seminaryjnym w Warszawie w ramach IV Festiwalu Polskiej Opery Królewskiej - Mozart. Pisze Robert Trębicki w Teatrze dla Wszystkich.

fot. mat. teatru

„Requiem” to dzieło Mozarta owiane tajemnicą, mrokiem i wieloma niedopowiedzeniami. Krążą legendy, że autor „Czarodziejskiego fletu” pisał je na tajemnicze zamówienie, inni twierdzą, że z powodu zbliżającej się śmierci, ale utwór dokończył ktoś inny, korzystając ze szkiców i notatek autora.

Zawsze, kiedy tylko nadarzy się okazja, idę wysłuchać tego niezwykłego utworu, albowiem jego walory są nieprzemijające. Po wczorajszym koncercie zacząłem się mocno zastanawiać, kto z dyrekcji Polskiej Opery Królewskiej postanowił, by dzieło Mozarta zaprezentować w Kościele seminaryjnym przy Krakowskim Przedmieściu, zamiast w sali koncertowej czy tradycyjnie w Teatrze Łazienkowskim. Co zmusiło dyrekcję do podjęcia takiego kroku, czy tylko chodziło o wykonanie „Mszy żałobnej” w kościele?  Na widowni nie zasiedli ani przedstawiciele naszego sejmu, ani żaden z purpuratów kościelnych, których obecność być może z jakichś powodów by taką decyzję uzasadniała.  W ławkach zajęli miejsca przede wszystkim zwykli ludzie, którzy chcieli posłuchać genialnej muzyki. Od razu powiem, że nic nie mam do samych wykonawców, którzy podeszli do koncertu i dzieła z pełnym pietyzmem i zaangażowaniem  – to było widać, ale niestety nie przenosiło się na jakość dźwięku, który z powodu akustycznych możliwości przestrzennych dochodził zniekształcony do uszu melomanów. W dźwiękowej masie znikały zupełnie smyczki i ich wszystkie smaczki, nawet chór miał problem z przebiciem się przez partię kotłów. Jaki jest sens słuchania na żywo dzieła Mozarta, gdy w „Kyrie eleison” nie słychać tych misternych pasaży, tylko prześlizgiwanie się po strunach,  w „Dies irae” zaciera się dialog między chórem a trąbkami staccato;  w „Tuba mirum” nie słychać tenora, mimo że ten akurat fragment właściwie wykonują tylko soliści, w „Rex tremendae majestatis” przejmujące dźwięki umykają gdzieś pośród świętych figurek i kościelnych naw, a w „Benedictus” zaledwie widać solistów poruszających bezdźwięcznie ustami… To bardzo przykre wrażenie. I takich niedoskonałości wynikających z akustyki było znacznie więcej…

Nie wiem, czy troje moich znajomych, których na koncert udało mi się namówić, zechce jeszcze przyjść kiedykolwiek na prezentacje proponowane przez Polską Operę Królewską, przynajmniej te, które będą zapowiadane w warszawskich kościołach. Obawiam się, że ponownie ich namówić na uczestnictwo w takim koncercie będzie już dużo trudniej.

Czy była owacja na stojąco? – można by zapytać z przekąsem, wobec tego już powszechnie pojawiającego się procederu. Tym razem też  kilkanaście osób wstało, choć byli w zdecydowanej mniejszości. Z każdego obcowania z kulturą można jednak wynieść jakąś naukę na przyszłość. Dzisiaj już wiem, że na wykonania dzieł Mozarta w sali koncertowej czy w teatrze, trzeba pójść i to koniecznie. Natomiast koncerty w kościołach będę, niestety, omijał szerokim łukiem, szkoda bowiem  uszu i zawiedzionych nadziei na wspaniały wieczór z muzyką.

Mozartowskie „Requiem” będzie prezentowane jeszcze raz na finał Festiwalu Mozart 2021, ale ja już się na to wykonanie nie wybiorę.

Tytuł oryginalny

widz_trembicki(nie)poleca: REQUIEM

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Robert Trębicki

Data:

12.07.2021