Logo
Recenzje

widz_trębicki(nie)poleca: „Sekta miłowania polszczyzny – impro z ax.polski”

10.08.2026, 15:38 Wersja do druku

„Sekta miłowania polszczyzny – impro z ax.polski”, spektakl improwizowany w Klubie Komediowym w Warszawie. Pisze Robert Trębicki.

fot. mat. Klubu Komediowego

„Sekta miłowania polszczyzny – impro z ax.polski” w Klubie Komediowym to absolutny hit letniego sezonu. Niestety – jednorazowy… Zaproszona gościni Sofia Lebedieva, czyli @ax.polski, oraz Michał Sufin, Mateusz Lewandowski, Karolina Norkiewicz i Kinga Kosik-Burzyńska stworzyli niesamowicie śmieszne, pogodne, improwizowane widowisko o zawiłościach i dwuznacznościach naszego kochanego, szeleszczącego języka.

To nie jest nudna lekcja gramatyki z panią od polskiego, po której człowiek ma ochotę rzucić zeszytem w kąt. To opowieść o miłości – takiej bez pamięci, z przymrużeniem oka i trochę z boku, bo patrzącej na naszą mowę oczami osoby, dla której polski jest dopiero drugim językiem.

Przeurocza Sofia Lebedieva rzucała ze sceny codzienne i niecodzienne słówka, dziwne pojęcia, etymologiczne zagwozdki i własne, urocze próby zmierzenia się z tą naszą narodową językową logiką. A z tych okruchów rodziły się opowieści o nas samych: o tym, jak gubimy się we własnych zwrotach, jak narzekamy, kochamy i jak bardzo potrzebujemy w życiu zwrotu „tak że tego”. O możliwościach określania świata słowem „normalnie”, o przydługich, prawdziwie polskich, niemających końca pożegnaniach, o zadziwiających wariacjach na temat słów z „nie” na początku.

To teatr o polszczyźnie jako przygodzie, a nie katordze z regułami gramatyki czy ortografii w tle. Teatr, który przed laty pokochałem właśnie za językową zabawę i zadziwiające słowotwórstwo.

Sofia była absolutnym, czułym centrum wszechświata. Z tym swoim spokojnym, erotycznym wręcz szeptem, rozbrajającym uśmiechem i inteligencją potrafiła jednym zdaniem rozładować napięcie i zwrócić uwagę na rzeczy, których na co dzień nie dostrzegamy.

Ale to, co wyprawiali na scenie artyści Klubu Komediowego, budzi po prostu szczery podziw. Ich wyobraźnia nie ma hamulców, a wsteczny bieg chyba w ogóle nie został tam zamontowany. Budowali sytuacje tak absurdalne, że człowiek, na pełnej śmiechu widowni, łapał się za głowę i myślał: „Jak oni to zrobili w tej sekundzie?”.

Karolina Norkiewicz sypała pomysłami jak z rękawa, Kinga Kosik-Burzyńska dodawała całości niesamowitej plastyczności i wdzięku, Mateusz Lewandowski windował komizm chwili na pułapy niemal filozoficzne, a Michał Sufin, doskonały kapitan tego improwizowanego statku, trzymał wodze fantazji twardą, choć roześmianą ręką.

Zagrali tak, że „dramatyczni” aktorzy mogliby przychodzić do nich na korepetycje z wolności scenicznej. Śmiem twierdzić, że ta czwórka to absolutny geniusz teatru improwizowanego i na tę chwilę nie widzę nikogo, kto mógłby im w tym temacie choćby zagrozić. Widzicie te nazwiska na afiszu – idźcie! Gwarantują dobrą zabawę.

Recepta wydaje się prosta: bierze się trochę żywego słowa, dodaje iskrę internetowej wrażliwości Sofii, miesza z doświadczeniem wyjadaczy z Nowowiejskiej i voilà! Scenografia? Kilka krzeseł, inwencja gościni, czasem wyobraźnia widowni, która w impro staje się mimowolnym współautorem wieczoru.

Reżyserii brak – bo jak reżyserować okamgnienie? – ale za to kompozycja całości kleiła się sama, dzięki organicznemu rytmowi, żartom wynikającym z sytuacji i genialnemu wyczuciu partnera na scenie. Nikt nikogo nie zagłuszał, każdy podawał piłeczkę dalej, a z małego skojarzenia wokół „inspirującego” słowa wyrastały całe, porywające miniatury dramatyczne.

To jest teatr czystej radości. I moim grzechem było odpuszczenie częstych wizyt przy Nowowiejskiej 1. Trochę tę dawną miłość zakłóciły sceniczne polityczne dywagacje czy negatywny stosunek do widowni niektórych z grających. Mam nadzieję, że to już dawne dzieje, a ja z radością wrócę na niewygodne krzesełka tej najlepszej sceny komediowej w Warszawie.

Polecam!

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także