„Folwark zwierzęcy” George'a Orwella Teatru Wilde&Vogel z Lipska na festiwalu LasFest w Solnikach. Pisze Marek Waszkiel na swoim blogu.
Zajmujący spektakl na otwarcie najnowszej edycji festiwalu LasFest w podlaskich Solnikach 44 pokazał wczoraj wieczorem zespół Wilde&Vogel z Lipska, który przy realizacji Folwarku zwierzęcego Orwella zaprosił do współpracy przyjaciół-artystów uprawiających rozmaite gatunki artystyczne. Wśród nich są od dawna współpracujący z Voglem Samira i Stefan Wenzlowie, jest Mechtild Nienaber oraz świeża absolwentka białostockiej Akademii Teatralnej Aleksandra Gosławska. No i jest wspaniały band, tworzony jak zwykle przez znakomitą Charlottę Wilde, niezrównanego Johannesa Frischa, kompozytora, wspaniałego kontrabasistę, którego zapamiętałem z salto.lamento Franka Soehnle, pyszna Aline Patschke, wszechstronny Philipp Scholz, do których dołączają też aktorzy.
Powstał spektakl oddychający czystą energią współczesnej sztuki teatralnej. Mamy tu aktorów, muzyków, wokalistów, lalki, maski, obiekty, rozmaite animanty, ogromne instrumentarium muzyczne, mnóstwo tkanin, niemal przypadkowych przedmiotów zagracających przestrzeń gry, drobne mechanizmy obecne w większości spektakli Vogla, kilka krzeseł, wielki stół zbudowany z dwóch podniesionych podestów teatralnych. Wszystko jest widoczne, trochę bałaganiarskie, obsługiwane bezpośrednio, bo nigdy nie wiadomo, co może się przydać na scenie. Można nawet przypuszczać, że to rodzaj próby teatralnej rozpoczynającej pracę nad nowym projektem.
Zresztą, początek jest taką teatralną próbą. Wszyscy siedzą wokół wielkiego stołu, Vogel-reżyser rozpoczyna lekturę scenariusza, czyta bodaj trzy jego rozdziały, trwa to ogromnie długo, chyba za długo, ale stopniowo w sposób płynny, kiedy reżyser opuszcza scenę, każdy z uczestników przystępuje do własnych działań. I one rosną, pojawiają się rozmaite postaci, które wchodzą w relacje między sobą, budują akcję, a z nią napięcie dramatyczne. W czasie trwania spektaklu kolejni aktorzy co jakiś czas odczytują dalsze rozdziały scenariusza i rozwijają je w niekiedy zachwycające obrazy teatralne. Michael Vogel jest tu wprawdzie reżyserem, ale współtwórcami przedstawienia są wszyscy występujący artyści. I to także cecha współczesnego teatru.
Działaniom aktorsko-animacyjnym towarzyszy cały czas muzyka grana na żywo, będąca niezwykle silnym elementem spektaklu. Co i raz pojawiają się piosenki, wykonywane solowo lub chóralnie przez wszystkich uczestników zdarzenia, co nadaje spektaklowi chwilami charakter musicalu. To rodzaj komentarzy, chyba własnych, poza tekstem Orwella, pointujących poszczególne sceny, podkreślających nieustanną aktualność mechanizmów totalitarnych opisanych ponad osiem dekad temu przez George'a Orwella.
Najciekawszy jest dla mnie styl współczesnej sztuki teatralnej, który tu jawi się w pełnej okazałości. Nie ma on nic wspólnego z konwencjami teatralnymi znanymi (i wciąż przecież obecnymi na scenach) z przeszłości. To rodzaj nieustannej improwizacji, przechodzenia aktorów z "roli" do "roli", asocjacyjnego łączenia rozmaitych wątków, zmiany rytmów, sięganie po zaskakujące przedmioty, czasem rekwizyty wykorzystywane dla scharakteryzowania konkretnej postaci. Tu np. jeden chodak w kształcie końskiego kopyta włożony na nogę Stefana Wenzla buduje "rolę" konia, a sposób poruszania się aktora ekspresyjnie tworzy postać obrazującą los bohatera, w finale starej szkapy nikomu niepotrzebnej. Ale współczesny teatr ożywionej materii potrafi nadać takiej scenie zupełnie inny wymiar. W kilku obrazach aktor (a czasem kilkoro aktorów) uzupełnia postać o dodatkowe nieożywione elementy. Wencel, w bujnej czarnej peruce-grzywie trzyma w dłoniach kij, do którego przymocowany jest, skomponowany z grubych pozwijanych rurek, koński łeb osadzony na długiej szyi. Tworzy się graficzno-hybrydowy kształt, niezwykle plastyczny i zarazem atrakcyjny. To wizualna uczta. Jednocześnie widzimy, jak te formy powstają i jakie dają efekty. Nieokiełznana wyobraźnia! Wspaniale wypada scena w kurniku, zamienionym niejako w fabrykę, gdzie na taśmie produkcyjnej suną kolejne opakowania wypełnione jajkami.
To ciekawe, jak w antyiluzyjnym współczesnym teatrze tworzy się magnetyczna rzeczywistość. Poddajemy się jej i ją chłoniemy, kto wie czy nie silniej niż w formach tradycyjnych. Chyba bardziej odpowiada ona naszemu slapsticowemu postrzeganiu, przebodźcowanej wrażliwości.
Michael Vogel, jak przystało na artystę najwyższej próby, potrafi zbudować napięcie, skupić uwagę widza, rozpalić emocje i sprawić, że choć Folwark zwierzęcy jest miejscami przydługi, równie dobrze mógłby dalej trwać. Po niemal czterech godzinach i w środku nocy wracałem do domu pełen energii i poczucia dobrze spędzonego czasu. Wielkie dzięki całemu teamowi - Folwarku i LasFestu.