Logo
Recenzje

Wczoraj byłaś zła na zielono

19.12.2025, 14:07 Wersja do druku

„Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej w reż. Anny Augustynowicz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie na Festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Pisze Kamil Pycia na blogu Teatralna Kicia.

fot. Karolina Jóźwiak

Czy mam zaległości w czytaniu książek nominowanych do nagrody Nike? Jak najbardziej – TikTok wyżarł mi dziurę w mózgu i nie mogę się skupić na dłużej niż 3 minuty, więc czytanie z taką przypadłością jest ciężkim wyzwaniem. “Wczoraj byłaś zła na zielono” była na mojej czytelniczej wishliście, ale wiem, że po zobaczeniu realizacji z Teatru Dramatycznego raczej po nią nie sięgnę w najbliższym czasie. Ale na spokojnie, zaraz wszystko wyjaśnię.

Proza Elizy Kąckiej wybrzmiewa na scenie Dramatycznego z prędkością karabinu maszynowego. Historia matki i córki (Rudej) osacza nas od samego startu tego spektaklu. Zaczyna się od kakofonii głosów, przygniatającej intensywności, wielości dźwięków i bodźców. Czy tak w oczach osoby z autyzmem może wyglądać świat wyjęty z utartych ram przyzwyczajenia? Czy właśnie takim sensorycznym piekłem się staje?

Anna Augustynowicz prowadzi aktorów bardzo konsekwentnie i z ogromną dyscypliną, konstruując koncert na cztery głosy, jedne skrzypce i dwa życia – wspomnianych wcześniej matki i córki. Śledzimy ich losy od momentu pierwszych USG w czasie ciąży do chwil wchodzenia Rudej niemalże w wiek nastoletni. Takie spektrum czasowe pozwala dokładniej przyjrzeć się relacji, jaka tworzy się pomiędzy nimi, ale też narastającym obawom i strachowi. Spektakl pokazuje, jak mocno sytuacja wymaga nagle od kobiety podporządkowania się warunkom stawianym przez córkę i jej chorobę, ale jednocześnie zderza ją z rzeczywistością: jak wygląda życie z atypową córką w społeczeństwie – ciągłe niewygodne pytania innych dzieci, spojrzenia innych matek, ale również ciężkie rozmowy z terapeutami, którzy na przemian obarczają matkę winą i tę winę z niej zdejmują, nie będąc w stanie być zgodnymi co do tego, czy dało się coś zrobić z Rudą, czy też rozpoczęcie terapii nie zmieniłoby nic. W takim rozerwaniu i rozedrganiu matka zaczyna dostrzegać w zachowaniu córki swoje własne dziwactwa wieku dziecięcego i zaczyna odrobinę obarczać się winą.

“Wczoraj byłaś zła na zielono” stara się być też opowieścią o wzajemnym uczeniu się siebie i rozumieniu odmienności w sposób najbardziej ludzki i przyziemny. Są też chwile walki z rozczarowaniem i swoimi oczekiwaniami – jak to, pierwsze słowo dziecka to nie “MAMA”? Ciekawa jest to lekcja na temat oczekiwań względem dzieci i tego jak bardzo mogą się one rozjechać z rzeczywistością. Subtelne kreślenie tego, że potomek będąc osobnym człowiekiem nie ma obowiązku wpisywać się w ramy oczekiwań rodzica, bez względu na przyczynę.

Ważne jest jednak podkreślenie z mojej strony, że sama ta opowieść, pozbawiona formy, którą obrała Augustynowicz, zupełnie by nie zażarła. Według mnie ładunek emocjonalny i sama treść nie są wystarczające, aby przykuć uwagę na prawie 90 minut. Podziw budzi ciężka praca, którą wykonują aktorzy na scenie w tym misternie utkanym polifonicznie spektaklu. Są niezwykle spójni i zgrani, i to budzi szacunek, bo najmniejsze potknięcie z ich strony może przy tak obranej formie położyć całe przedstawienie w jednej chwili.

Ogromne brawa dla całej czwórki (Anna Moskal, Marianna Linde, Karol Wróblewski, Mirosław Guzowski), bo nie sposób ich rozbić tutaj na osobne postacie. Stają się na scenie jednym organizmem, nie tylko dlatego, że ciągną tę melodyjność razem, ale też z powodu braku jasnego podziału na role. Opowieść przepływa przez całą czwórkę i zwielokrotniona tworzy mozaikę słów, która z większej odległości daje się jasno rozczytać w całości.

Jak zwykle bywa w teatrze Anny Augustynowicz, przestrzeń zostaje ogołocona do koniecznego minimum. Tutaj mamy jedynie pulpity do nut, cztery półprzezroczyste tafle i cienki materiał odgradzający nas od aktorów. Jesteśmy tak naprawdę zostawieni z kunsztem ich pracy sam na sam. Scenografia (za nią odpowiada Marek Braun) staje się tutaj niemalże niewidocznym skrawkiem i jest jedynie pretekstem do większego skupienia się na pracy aktorów.

Finalnie “Wczoraj byłaś zła na zielono” jest według mnie triumfem formy nad materią literacką. Augustynowicz wybornie pokazała, że nadal jest konsekwentna w obranym przez siebie stylu teatralnym. Dawno nie miałem okazji oglądać czegoś, co wyszło spod jej ręki i spektakl Teatru Dramatycznego przypomniał mi, jak bardzo łaknę tak mocno precyzyjnego formalnie teatru.

Źródło:

Teatralna Kicia
Link do źródła

Autor:

Kamil Pycia

Data publikacji oryginału:

16.12.2025

Sprawdź także