Maja Kleczewska, która od początku września pełni funkcję dyrektorki Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie, reżyserka głośnych „Dziadów” i „Wesela”, które realizowała w Teatrze Słowackiego w Krakowie przenosi – tym razem na warszawską scenę – prozę jednej z najwybitniejszych polskich reporterek i pisarek XX i XXI wieku Hanny Krall.
Spektakl nosi tytuł najbardziej osobistej książki Hanny Krall „Sublokatorka”. Książka, która 40 lat temu została zatrzymana przez cenzurę, opowiada historię dwóch dziewczynek o odmiennym losie. Sama autorka kategoryzuje ją jako „powieść dokumentalną”. – Powieść, bo powieść. A dokumentalna, ponieważ wszystko się zdarzyło naprawdę – tłumaczyła Krall w rozmowie z portalem Onet Kultura.
– Zawsze jest taki tytuł, który się chce zrobić, który chodzi po głowie i czeka się na właściwy moment. Mam właśnie takie poczucie, że tak marzyłam właśnie, żeby otworzyć „Sublokatorką” Teatr Powszechny pod moją dyrekcją i to marzenie się teraz spełnia – powiedziała PAP Maja Kleczewska.
„Sublokatorka” to kolejna współpraca reżyserki z dramaturgiem Grzegorzem Niziołkiem. –Zaczęliśmy współpracować chyba w 2006 r. Robiliśmy „Sen nocy letniej”, potem nie pracowaliśmy razem przez wiele lat. Wróciliśmy do współpracy przy „Weselu” w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Oczywiście wiedziałam, że „Sublokatorkę” też musimy zrobić razem – zaznaczyła.
To w „Sublokatorce” Hanna Krall odsłania losy dziewczynki, ale w spektaklu Mai Kleczewskiej pojawiają się również ślady wielu innych tekstów Krall. Reżyserka podkreśliła, że adaptacja dzieł Hanny Krall wymagała ogromnej precyzji myślenia. – Mieliśmy do wyboru ponad tysiąc może kilka tysięcy stron i tysiące historii, z których trzeba było wybrać i nie ukrywam, że sama bym sobie bez Grzegorza tutaj nie poradziła – mówiła.
– Z literaturą Hanny Krall jest tak, że jak otworzy się jedno pudełko, to za chwilę jest drugie i następne. Pojawiają się kolejne postaci – Andrzej Czajkowski, Tomasz Blatt – o każdym chciałoby się opowiedzieć, za każdą postacią można podążać. Wymagało to pewnej dyscypliny i umiejętności powiedzenia sobie, że nie możemy po prostu podążać za wszystkimi bohaterami. Podjęliśmy taką decyzję, żeby skupić się i mówić przede wszystkim o tej dziewczynce, żeby cały czas wracać do dziecka, wracać do jej perspektywy, żeby próbować zobaczyć świat i wojnę jej oczami, więc to właściwie determinowało nasze wybory dramaturgiczne – dodała.
Reżyserka tłumaczyła również, że inaczej wystawia się napisaną dla teatru sztukę, a inaczej adaptację literatury, a zwłaszcza różnych dzieł, które „układają się jak mozaika”. – Wymaga to przede wszystkim precyzji od aktorów, ale też odwagi wypróbowywania takich rzeczy, których się wcześniej nie robiło (...). Za każdym razem trzeba odkryć jaka powinna być natura tej opowieści i jaka jest najlepsza dla niej forma.
– Wydaje mi się, że miało też dla mnie znaczenie, że bardzo dobrze znam ten zespół, jeszcze z czasów bydgoskich, potem pracowałam z nimi wiele razy również tutaj. Są to osoby, którym ufam właściwie bezgranicznie i możemy pracować „na skróty”, po prostu rozumiemy się czasem bez słów – przyznała. W obsadzie „Sublokatorki” znalazły się również gościnne nazwiska, m.in. Agnieszka Przepiórka. – To aktorka, z którą wielokrotnie pracowałam, zrobiłam z nią monodram i pracowałam też dwukrotnie w Teatrze Słowackiego w Krakowie, jest też Jerzy Walczak, aktor Teatru Żydowskiego, z którym też zrobiliśmy wspólnie bardzo wiele spektakli – przypomniała.
Jak tłumaczyła Maja Kleczewska, podczas przygotowań pojawiały się wątpliwości dotyczące tytułu spektaklu. – Rozważaliśmy różne wersje „Fantom bólu”, „Sublokatorka”, „Sublokatorka. Instrukcja przeżycia”. Mieliśmy dużo różnych myśli, ale zostaliśmy właśnie przy „Sublokatorce”, żeby zwrócić uwagę na pewien kontrakt sublokatorski, o którym pisze Hanna Krall. Wydaje mi się, że teraz na przykład Polacy wypowiadają kontrakt sublokatorski Ukraińcom, bo już ich przyjęliśmy, ugościliśmy, a teraz kontrakt się kończy. Dlatego myślę, że u Hanny Krall bardzo cenne jest to, co dzisiaj wydaje się dalej aktualne.
– Mam nadzieję, że to nakierowuje nas na myślenie o historii, przeszłości oraz o Warszawie, a także daje perspektywę do jakiegoś namysłu. Jednak to wszystko, te tajemnicze, dziwne, ogromne mieszkania, w których ukrywały się dzieci, to w większości różne adresy warszawskie. Tak jakby w mieście było ukryte jakieś miasto z przeszłości – dodała reżyserka.
Nowa dyrektorka Teatru Powszechnego zapowiedziała w nadchodzącym sezonie sześć premier. Pierwszą z nich będzie sobotnia premiera „Sublokatorki”. 14 marca na Dużej Scenie Teatru Powszechnego widzowie zobaczyć będą mogli „Trojanki” według Eurypidesa w reżyserii Aleksandry Bielewicz. Producent, raper, reżyser teatralny i scenarzysta Kamil Białaszek wyreżyseruje na Dużej Scenie „Hamleta” według Williama Szekspira. Premierę zaplanowano na 16 maja. Na przełomie maja i czerwca widzowie Teatru Powszechnego będą mogli obejrzeć spektakl pod roboczym tytułem „Adrenalina” w reżyserii Ewy Galicy i Anny Mazurek. Będzie to opowieść o warszawskiej Pradze, dzielnicy na styku mitów, lęków i marzeń, pulsującej hasłem „born to be free”. Na zakończenie sezonu, w czerwcu 2026 r., Krzysztof Garbaczewski przygotuje inscenizację „Złego” Leopolda Tyrmanda. Jak zapowiedział reżyser, motywem przewodnim przedstawienia będzie muzyka pulsująca jazzem.
Kleczewska zapowiedział, że w tym sezonie zajmie się też „Wyzwoleniem” Stanisława Wyspiańskiego w Teatrze Słowackiego w Krakowie, gdzie przygotowała „Dziady” Mickiewicza i „Wesele” Wyspiańskiego, a poza tym skupia się na Teatrze Powszechnym.