Ta katastrofa w ogólnym rozrachunku pretekstem do zatrzymania się, wymusza zatrzymanie u tych bohaterów, którzy są uwikłani w pęd życia - mówi PAP Julia Nowak, reżyserka „Bardzo długiej i powolnej katastrofy tramwaju nr 26”. Premiera w TR Warszawa - w piątek.
- Nasza opowieść rozgrywa się w tramwaju, czy też raczej zaczyna się i kończy w tramwaju, bo tytułowa katastrofa jest swego rodzaju pretekstem do zatrzymania się i przyjrzenia z bliska historiom i perspektywom pasażerów, którzy akurat znajdowali się wewnątrz tego środka komunikacji zbiorowej - wyjaśniła Julia Nowak, dodając, że nad całą podróżą czuwa motorniczy – narrator i przewodnik, który przeprowadza widzów przez historie pasażerów, zmieniając role i perspektywy.
Reżyserka zaznaczyła, że w spektaklu pojawiają się współczesne realia. - W tramwaju spotykają się dostawca jedzenia, opiekunka dziecka, u nas w scenariuszu nazywana również hipochondryczką, laska bez telefonu oraz projektariusz i motorniczy - powiedziała Julia Nowak, dodając, że w jednej z historii pojawia się też postać dilera, błazna i filozofa. - On jest swego rodzaju taką efemeryczną osobistością, która ujawnia kolejny wymiar tej nieuregulowanej pracy, być może takiej trochę na marginesie, w szarej strefie - powiedziała twórczyni spektaklu.
- Postać motorniczego na scenie jest pewnego rodzaju „nadobecnością”, jakimś rodzajem wyższej siły, która steruje tramwajem - wyjaśniła Julia Nowak.
Reżyserka i autorka scenariusza zaznaczyła, że przedstawienie jest mocno zakorzenione w tematyce społecznej i obraca się wokół tematu pracy odmienianej przez wszystkie przypadki. - To znaczy, że pokazuje zarówno tę formę pracy kojarzonej jako korporacyjna, z siedzeniem od dziewiątej do piątej w biurze, poprzez takie zawody jak dostawca jedzenia, który jeździ sam na jakiejś umowie z partnerem flotowym, aż po opiekunkę do dziecka, która wykonuje pracę emocjonalną, która często w ogóle nie jest postrzegana jako praca czy też projektariusza, czyli freelancera, żyjącego od projektu do projektu - tłumaczyła. - I warunki tej pracy i ci ludzie w nie uwikłani są tym, co napędza nam tak naprawdę całą tę historię, pomimo że tramwaj chwilowo stoi - zaznaczyła twórczyni przedstawienia.
Pytana, czym jest tytułowa katastrofa, Julia Nowak powiedziała: - Ta katastrofa w takim ogólnym powiedziałabym rozrachunku jest pewnego rodzaju pretekstem do zatrzymania się. To znaczy wymusza zatrzymanie u tych bohaterów, którzy są uwikłani w pęd życia. U nas jest to przeprowadzona w sposób bardzo choreograficzny - wyjaśniła.
- Bardzo dużo korzystamy w spektaklu z pracy z ciałem, które również w jakiś sposób podbija nam ten temat eksploatacji tego ciała jako maszyny; ciała zaprzężonego w różne tryby i zmuszonego do ciągłego produkowania jakiejś treści - tłumaczyła reżyserka.
Na scenie widać plątaninę rur i metalowych elementów, a w tle umieszczono drzwi do tramwaju. - Za scenografię odpowiedzialna jest Antonina Kalita. - Kiedy wymyślałyśmy ten projekt, to wychodziłyśmy od tego, że tramwaj jest właśnie taką gęstą fakturą rur, których można się trzymać w trakcie jazdy, ale ta katastrofa, która nam się tutaj wkrada, prowadzi do pewnego rodzaju dekonstrukcji - powiedziała Julia Nowak, dodając, że scenografia może też kojarzyć się z placem zabaw dla dzieci lub urządzeniami z rurek do ćwiczeń na świeżym powietrzu.
- Mamy też gumy do ćwiczeń zamiast uchwytów tramwajowych, które też jakby trochę przywołują skojarzenia z wiecznym rytmem optymalizacji pracy i wykorzystywaniem każdej wolnej chwili do pracy nad sobą - wyjaśniła Julia Nowak.
Tekst i reżyseria - Julia Nowak. Dramaturgia - Karolina Szczypek. Choreografię opracowała Ana Kuszarecka. Muzyka - Maksymilian Zieliński. Za scenografię i reżyserię światła odpowiada Antonina Kalita. Kostiumy zaprojektowała Zuzanna Bąk.
Występują: Izabella Dudziak, Michał Jan Meller (gościnnie), Aleksandra Popławska, Filip Zaręba i Mirosław Zbrojewicz.
Premiera - 11 września o godz. 19 w TR Warszawa. Kolejne przedstawienia - 12-13 września.