Logo
Recenzje

W szponach namiętności

1.09.2026, 12:21 Wersja do druku
„The Car Man” w reż. Matthew Bourne'a z New Adventures, pokazy w Sadlers Wells w Londynie. Pisze Benjamin Paschalski na swojej stronie.

fot. Johan Persson / Facebook Matthew Bourne's New Adventures

Zarówno w moich wyborach podróżniczych jak i relacjach recenzyjnych niezwykle ważne miejsce zajmuje Mathew Bourne. Ten – jak wielokrotnie można przeczytać w jego biogramie i ocenach pracy – najbardziej popularny i obsypany sukcesami brytyjski choreograf i reżyser jest szczególną postacią na mapie współczesnego tańca. Nie tylko dlatego, że do niego należy przedstawienie, które najdłużej współcześnie pozostaje w repertuarze jednego zespołu, ale przede wszystkim, że wykorzystując bliskie nam sposoby komunikacji przybliżył balet szerokiej społeczności odbiorców. Tworząc głównie dla swojej formacji, a także czasem dla West Endu i Broadwayu, zredefiniował podejście do baletowej formy, ale także posiada moc ożywiania musicali stających się atrakcyjnym i komunikatywnym produktem naszych czasów. Jego zespół New Adventures posiada obecnie w repertuarze trzynaście pełnych spektakli i jeden wieczór baletowy. Wszystkie z nich są autorstwa Bourne’a, który niczym stempel na zalakowanym liście odciska siłę artystycznego powodzenia, a także wartość pokazywanych prac. W kilku ostatnich latach udało mi się zobaczyć siedem jego produkcji i za każdym razem, oczywiście z różną skalą rażenia, pozostaje pod olbrzymim wrażeniem jego spektakli. Ich siła tkwi w pomyśle i wielokrotnie w reinterpretacji znanej klasyki tak aby stała się atrakcyjna dla nowego widza. O czym już kiedyś wspominałem Brytyjczyk tworzy nowy wzorzec tanecznych opowieści przypominających swoim zamysłem baletowy musical. Ma niesamowitą moc i umiejętność równoważenia ekspresji ruchu z wartką akcją, której klarowność przypomina sprawny film obyczajowy.

Treść płynie szybko, nie ma zbędnych sekwencji, zatrzymań, nieznośnej pantomimy. Umiejętność operowania skrótem, niekiedy tylko snopem światła rzuconym na daną postać, spojrzeniem przypomina montaż filmowy, gdy prosty gest może powiedzieć więcej niż rozbudowana sekwencja dialogowa. Dodatkowym komponentem owych przedstawień jest widowiskowość mająca siłę spektakularnego oczarowania widzów. To niezwykła umiejętność przenikania się scen kameralnych (choć czasem całe widowisko utrzymane jest w takim nastroju – The Midnight Bell) z popisami zespołowymi. Fenomenem pozostaje również forma organizacyjna kompanii i przedstawień. Choć wydaje się, że mamy mnogość postaci to wykonuje je maksymalnie trzydziestoosobowy zespół. Tancerze są maksymalnie wszechstronni, ale należy pamiętać, że technika Bourne’a nie jest wymagająca choć urzekająca. Wielokrotnie sama obecność artystów na scenie wystarcza dla skonkludowania scen czy też dopełnienia głównego wątku akcji.

Niezaprzeczalnym hitem formacji, którego premiera miała miejsce dwadzieścia sześć lat temu, jest The Car Man. Powodów owego powodzenia jest kilka. Jak mówi Bourne, w programie do spektaklu, jednym z nich to atrakcyjność, odmienność układu, który daje szansę tancerzom odnalezienia się w nowej stylistyce ruchu. Ale przede wszystkim to wielkie zainteresowanie wśród widowni. Bowiem owa gra słów tytułu jednoznacznie kieruje uwagę do opery Georgesa Bizeta wywiedzionej z noweli Prospera Mérimée – Carmen. Tylko różnica polega na tym, że choreograf i reżyser, w jednej osobie, jedynie czerpie inspirację z owego źródła zmieniając całkowicie opowieść – jej sens, czas, miejsce i znaczenie. Powiązaniem pozostaje muzyka kompozytora choć nie jej oryginał, ale znana Suita Rodiona Szczedrina, a także specjalnie skomponowane fragmenty Terry Davisa. To co je łączy to wykorzystanie w partyturze jedynie instrumentów smyczkowych oraz perkusyjnych. Dla owego spektaklu podkład wykonywany jest na żywo przez niezwykle kameralny zespół, który bez nagłośnienia niknąłby w przestrzeni londyńskiej Sadlers Wells. Niestety, choć świetnie współgra on z akcją sceniczną, co jest zasługą dyrygenta Timothy Henty, precyzyjnie akcentującego dźwięki w kulminacyjnych fragmentach opowieści, to wykorzystanie aparatury do zwiększenia natężenia muzyki jest mocnym niewypałem. Nie brzmi ona dobrze, ma wyraz matowy, blady, a nie porywający jak znana, urzekająca, oryginalna muzyka Francuza. Ale to faktycznie jedyny mankament owego niesamowitego widowiska tańca.

W owej opowieści widać niezwykłą fascynację Bourne kinematografią amerykańską. Istotnym jest, że produkcja powstała lekko ponad ćwierć wieku temu, a wówczas na ekranach pojawiło się kilka – już dziś kultowych – filmów, które można uznać za inspirację dla stworzenia owej wciągającej, kryminalnej opowieści. Niedopowiedzenie Zgubionej autostrady Davida Lyncha przepełnione zagmatwaniem i niejasnością morderstwa. Film drogi Thelma i Louise, w którym zbrodnia definiuje ucieczkę dwóch kobiet. Pulp Fiction Quentina Tarantino będące kryminalną groteską, pełną przejaskrawionych postaci, gdzie śmiech miesza się z przerażeniem. Ale także, choć z 2005 roku - Tajemnica Brokeback Mountain, będąca historią namiętności dwojga mężczyzn, która będąc chwilowym epizodem staje się doświadczeniem na całe życie. Na swój sposób Bourne wyprzedza ów film, ale porusza wątek przemilczany, odizolowany – miłości gejowskiej w męskim świecie kowbojów, ale także homofobicznego społeczeństwa. Choreograf mocno czerpie z owej twórczości i wcale się tego nie wstydzi, gdyż konwencja owego przedstawienia przypomina świetny obraz kinematograficzny, gdzie sprawny montaż, skrót, a przede wszystkim sprawność opowieści budują urzekającą i pełną niesamowitych zwrotów akcji historię, którą śledzi się z zapartym tchem.

Miejsce owej tanecznej przygody to wymyślone amerykańskie miasteczko – Harmony. Bourne tworzy klamrę obrazu filmowego poprzez projekcję wprowadzającą i wieńczącą – przywitania i pożegnania z owym miejscem. Sama lokalizacja to mniej niż czterystu mieszkańców, z pochodzenia Włochów co imitują charakterystyczne częste okrzyki, żyjących marazmem codzienności pisanych pracą w warsztacie samochodowym, a odpoczynkiem w lokalnym dinerze. Praktycznie całe miasto należy do satyrycznego Dino Alfonso (Danny Reubens), męża Lany (Ashley Shaw). Egzystują oni w komitywie z jej siostrą Ritą (Kurumi Kamayachi). I może nie jest to związek idealny, ale wpisany w krajobraz miejscowej rzeczywistości. Tu panuje swoisty luz, ale przede wszystkim ład, harmonia, egzystencja i może swoisty senny, ciepły spokój. Obiektem kpin jest zniewieściały Angelo (Harry Ondrak-Wright), który mimo przyjaźni z Ritą raczej poszukuje chłopaka jako drugiej połówki serca. W ową krainę mikro-wspólnoty wkrada się nowy bohater, przybysz. Widząc ogłoszenie o pracy w warsztacie samochodowym należącym do Dino i zatrudnia się w nim. To Luca (Will Bozier). Odmieniec, który siłą i charyzmą przyciąga mieszkańców miasta, ale przede wszystkim to flirt z Laną, a także intymny związek z Angelo. Owa miłosna gra, pełna pozorów, ale i namiętności, szybkiego seksu, który ma być szansą na nowe życie, przeradza się w tragedię. Dotychczas spokojne miasto zaczyna pulsować nowym rytmem, z owej harmonii wyłaniają się skrywane zwady i niespełnienia. Dino odkrywa romans żony z przybyszem. Ale wcześniej usuwa z pracy Angelo. Luca morduje męża swojej kochanki, ale zbiegiem okoliczności za zbrodnię zostaje oskarżony niewinny chłopak – ślepo zakochany w przybyłym młodzieńcu. Jasne motywy utraty pracy nie dają mu żadnego usprawiedliwienia. Trafia do więzienia, choć w jego niewinność wierzy tylko Rita, znając jego orientację jest wierną przyjaciółką na dobre i na złe. Światy aresztu – przemocy i zła, przenikają się z dostatnim życiem wdowy Lany i Luca, który zapomnienia szuka w kieliszku i prostym życiu z kobietami. Angelo ucieka z więzienia zbierając pistolet. Żądny zemsty pojawia się w domu rzeczywistych morderców. Dochodzi do ostatecznego starcia pomiędzy mężczyznami. Walka na pięści ukazuje dorastanie młodego, doświadczonego losem chłopaka, dla którego prawda, a może raczej zawiedzione uczucie ma wartość najwyższą. Luca – silniejszy, mocniejszy, nieustępliwy jest potencjalnie wygranym w owej rozgrywce. Ale ową bitkę przerywa strzał. To Lana zabija swojego kochanka przerywając pasmo przemocy i opętania, które naszło na spokojne miasteczko. Czy pojednanie jest możliwe? Czy nastanie pokój w owej wspólnocie? Na te pytania nie ma już odpowiedzi. Wieńcząca plansza żegna widzów z Harmony, miastem na swój sposób rozdartym pomiędzy spokój a przekleństwo.

W czwórce głównych bohaterów Bourne widzi postaci wywiedzione z opery Bizeta. Luca i Lana to niewątpliwie Carmen – oboje ponętni, uwodzący, zdradzieccy, żądni wrażeń oraz nowych doświadczeń życiowych. On – przybysz znikąd, nie znamy jego wcześniejszych losów, jak niczym bohater filmu drogi wpadający z miejsca do miejsca, a nigdzie nie pozostający na dłużej. Jego kochanka – znudzona życiem z podstarzałym mężem pracująca jako kelnerka w dinerze przepełniona monotonią codzienności. Angelo to niczym Don Jose – wierzący w prawdziwą miłość, oszukany i zdradzony, pragnący zemsty jako jedynej nadziei rewanżu za oskarżenia i krzywdę. Rita to odbicie Micaeli, nieszczęśliwie zakochanej w niewłaściwym mężczyźnie, dla którego jest w stanie zrobić wszystko, choć zdaje sobie sprawę z niepowodzenia własnego uczucia. Ten gąszcz emocjonalny, niedopasowania, przypadkowości jest nie tylko rysem miłosnych charakterów, ale również ukazuje pewną wspólnotę, której życie zostaje zburzone losami piątki bohaterów.

Ów tytułowy Car Man – to oczywiście Luca. Przybysz, burzyciel, demaskator. Człowiek o wielkiej charyzmie i sercu, dla którego relacja z kobietą czy mężczyzną nie ma większego znaczenia. Rozkochuje i niszczy, idzie dalej jak traper w drodze po kolejną zdobycz, wyzwanie, szczyt. Bourne kształtuje ów taneczny świat w sposób przemyślany i logiczny. Obraz sennego miasteczka ociekającego gorącą, pełną potu atmosferą pożądania zostaje przebity realną aktywnością i budzącym się uczuciem. Wspólnotę zastępują jednostki. Z obrazka rodzajowego tworzy się dramat namiętności podszyty thrillerem z wartko płynącą akcją pełną zwrotów i nieoczywistym zakończeniem. To co jest siłą przedstawienia to jego konstrukcja – gdy zjawiskowe, choć nieskomplikowane ruchowo, sceny grupowe ustępują wyciszonym duetom i popisom solowym. Technika choreografa jest współczesna, akrobatyczna i służąca jednemu – oczarowaniu widzów, którzy z zapartym tchem śledzą owe taneczne losy wyimaginowanej amerykańskiej społeczności. Dobrze współgra z owym światem scenografia Lez Brotherston, gdzie realizm przetyka symbolika amerykańskiej popkultury.

Siłą owego londyńskiego pokazu, który za chwilę rusza w objazd po całej Wielkiej Brytanii, jest zespołowość i pomysłowość opowieści. Kolejny, oryginalny koncept Bourne urzeka i zachwyca. I jak już zauważono – tu nie chodzi o technikę tańca, ale o komunikatywność i sprawność narracji, która dociera do szerokiego grona odbiorców. Ten zamysł i koncept twórczy przyciąga tłumy widzów żądnych kolejnych wzruszeń niczym siedząc w fotelu przed ekranem telewizyjnym. The Car Man jest właśnie takim widowiskiem mającym w początkowych sekwencjach czar musicalowego West Side Story przeradzającego się w poetykę filmową stylu noir, z igrającymi ze sobą dobrem i złem – zbrodnią i pożądaniem. To mistrzostwo opowieści baletowej, które rzadko można spotkać na scenie. Nie nudzi, a oczarowuje.

Matthew Bourne dokonuje tego co wydaje się niemożliwe. Przez ostatnich kilkadziesiąt lat redefiniuje sztukę tańca, aby była ona bliżej widza. Wydaje się, że dzięki swojemu zamysłowi przyciąga kolejne pokolenia odbiorców do sal teatralnych. Zabieg wydaje się prosty – komunikatywność i korespondowanie ze współczesnością. Ale trzeba mieć wielką umiejętność aby tego dokonać. I Brytyjczyk ją posiada. Tak było z Jeziorem łabędzim w męskim wykonaniu ptaków i miłości księcia do drugiego mężczyzny, osadzonej w szpitalu psychiatrycznym Romeo i Julii czy widzianej jako gotycka opowieść Śpiącej królewnie. Wiele można by wymieniać, bo pomysłowość artystyczna choreografa jest nieograniczona. Ale The Car Man pozostanie ikoną – czymś co unifikuje sztukę filmową, taniec, przeżycie i wielkie emocje w jednym miejscu – baletowej przestrzeni prezentacji. Zatem to niezwykle udana inauguracja sezonu 2026/27.

The Car Man, Terry Davies, Rodion Szczedrin, pomysł, choreografia i reżyseria: Matthew Bourne, New Adventures, pokazy w Sadlers Wells w Londynie, sierpień 2026

Tytuł oryginalny

W szponach namiętności

Źródło:

Materiał nadesłany
benjaminpaschalski.pl

Link do źródła

Autor:

Benjamin Paschalski

Data publikacji oryginału:

01.09.2026

Wątki tematyczne

Sprawdź także