„TAOS – The Age of Shiver” w reż. i w chor. Agaty Życzkowskiej z HOTELOKO Company w Warszawie. Pisze Julia Hoczyk.
Kolektywna czułość
Od 15 lat HOTELOKO Company (HC) zdaje się snuć na scenie tę samą opowieść, rozpisaną na różne etapy, rozgałęziającą się w kierunku nieco innych wątków. Powracają tu również niektóre motywy. Stałe są także elementy dramaturgiczne w spektaklach zespołu – choreografie zbiorowe, sola, duety, filmowe projekcje, muzyczne pocztówki (jak nazywają je sami artyści), storytellingi, praca z obiektem niczym z partnerem, interakcja z publicznością. Nie oznacza to jednak nużącej powtarzalności, a trudny do podrobienia, za to bardzo już klarowny i rozpoznawalny styl, doceniany też na zagranicznych festiwalach tanecznych i teatralnych. Gdy idziemy na spektakl zespołu, możemy mieć pewność, że będzie kolorowo, muzycznie i że artyści spróbują nas wciągnąć do gry lub zaproszą na scenę. Struktura przedstawień wraz z „klockami” do dowolnego przestawiania, którymi operują wykonawcy, wykształciła się jeszcze podczas współpracy twórczyni zespołu Agaty Życzkowskiej z Magdaleną Przybysz. Wtedy również charakterystyczny stał się czwórkowy skład tych spektakli grupy, które stanowią trzon jej działalności. Pomiędzy nimi pojawiać się mogą prace solowe i duety – w zależności od pomysłów i indywidualnych potrzeb członkiń i członków HOTELOKO.
HC to jeden z niewielu stałych zespołów tanecznych działających w Polsce. Jak przyznaje Agata Życzkowska, jego działalność opiera się na konkretnych osobach, które obecnie mieszkają w Warszawie, ale w każdej chwili może się to zmienić. Są też bardzo aktywne zawodowo i performatywnie, jednak nawet gdy spotykają się po przerwie, nie mają wrażenia zerwania, zaczynania współpracy od początku. Aby to osiągnąć, Życzkowska postanowiła zastosować metodę wykorzystaną w spektaklu Solarpunk w jego pierwszej, edukacyjnej wersji zrealizowanej z tancerzami amatorami Zespół spotyka się regularnie na sali i prowadzi rozmowy w kręgu o swoich pomysłach, inspiracjach, a także, zwyczajnie, o życiu. W ich trakcie zdarzają się ruchowe improwizacje, niekiedy podchwytywane przez inne osoby. Jako liderka grupy Życzkowska zapisuje te pomysły i gdy coś się z nich wyłania, proponuje pracę nad spektaklem. Zespół jest bardzo konsekwentny w budowaniu swojego repertuaru i stroni od kompromisów – gotowe koncepcje mogą czekać nawet kilka lat na urzeczywistnienie, które najczęściej warunkowane jest otrzymaniem dofinansowania. HOTELOKO nie jest jednak kolektywem, nie pracuje w oparciu o reguły w pełni demokratyczne, ponieważ to Agata Życzkowska jest „osobą liderską”. Stara się pełnić swoją rolę z „kolektywną czułością”: na każdym etapie pracy produkcyjnej inni artyści z zespołu mogą do niej przychodzić ze storytellingami, muzycznymi pocztówkami, propozycjami wizualizacji wideo etc. Każdy więc ma swój wkład w efekt końcowy – indywidualne głosy są ważne i mają warunki, by wybrzmieć. Zdarza się też tak, że w trakcie pracy nad spektaklem jako reżyserka zauważa, że czegoś brakuje, np. konkretna osoba jest za mało widoczna i wtedy prosi ją, aby na kolejne spotkanie coś przyniosła (najczęściej wskazuje już na konkretny „klocek” dramaturgicznej układanki).
Remedium na dygot i rushmageddon
Najnowszym spektaklem HOTELOKO zrealizowanym w konstelacji czwórkowej jest TAOS – the Age of Shiver (2025), który łączy wielobarwność kostiumów i światła oraz lekkość z refleksyjnością i oswajaniem społecznych lęków. Życzkowska, aktorka z doświadczeniem teatralnym z czasów, gdy na polskich scenach dominował nowy brutalizm, postawiła sobie za cel wypracowanie radykalnie odmiennego języka scenicznego. Zamiast mroku poszukiwała jasności; zabawy, absurdu i poczucia humoru – nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy podejmuje trudne i przytłaczające tematy, jak prawa kobiet, dyskryminacja, nieheteronormatywność czy różnorodność płci.
TAOS należy do krótszych spektakli zespołu, trwa bowiem niewiele ponad pół godziny. Jego forma jest więc skondensowana, ale gęsta od treści i znaczeń. Tytuł przywodzi na myśl miasto w Stanach Zjednoczonych, które od początku ubiegłego wieku przyciągało artystów i wizjonerów, ludzi nietuzinkowych i poszukujących. Nawiązuje też do taoistycznej zasady organizującej porządek świata, zwanej drogą – „tao”. Drugi człon tytułu odnosi się do drżenia, dygotu charakterystycznego dla czasów, w których żyjemy. Jednocześnie ekscytujących, budzących dreszcz emocji, i przerażających, wywołujących lęk, a nawet strach. Kojarzy mi się też z filmem Drżące ciało Pedra Almodóvara, ale i z filozoficznym traktatem Bojaźń i drżenie Sørena Kierkegaarda. Jednak nie jest to egzystencjalny esej sceniczny, a barwna wyprawa poprzez przeżycia, marzenia, fantazje i fascynacje, ale również trudne doświadczenia scenicznych bohaterów, których można utożsamić z wykonawcami.
Patronem spektaklu jest, nie pierwszy już raz w przypadku HOTELOKO, Freddie Mercury. To on zaprasza nas na TAOS w zapowiedzi Agaty Życzkowskiej i poprzez swój wizerunek wkomponowany w grupę ze Śniadania na trawie Maneta. Przede wszystkim jednak w malarskim teledysku do Made in Heaven trawestującym kultowy film Metropolis Fritza Langa sprzed ponad wieku (uważany za pierwszy obraz sci-fi w światowym kinie), w środku spektaklu do teledysku It’s a Hard Life: rozbuchanej wizji w dworsko-queerowym anturażu nawiązującym do opery Pajace Leoncavalla, a w finale z Breakthru w grupowym tripie na wesołej pociągowej platformie – a to wszystko w przygotowanych przez Karinę Szutko filmowych wideoscenografiach. Operowa konwencja pojawia się również w scenie Mirka Woźniaka – tancerza i solisty – który wykonuje arię czerpiącą ze stworzonego wspólnie wiersza. W chabrowym kombinezonie à la suknia wieczorowa ze srebrnymi wykończeniami przyjmuje władcze, emocjonalne i majestatyczne pozy, przypieczętowane koroną, którą wkładają mu na głowę pozostali. Tworzą dla niego również zielone, migoczące tło (niebo? wodę?), nad którym połyskuje złoty księżyc w pełni, przypominający również aureolę. Nie ma więc wątpliwości, że jesteśmy w teatrze. Tu rządzi umowność, a nie klasyczna zasada odpowiedniości (decorum).
W zbiorowym otwarciu spektaklu wszyscy wbiegają na scenę przy dźwiękach Breakthru i krążąc po scenie, formują grupę – jak muzyczny band na teledyskach i okładkach płyt (jest nawet wizualny cytat z języka scenicznego Freddiego). Znikają i wbiegają jeszcze raz, powtarzając swoje ruchy z niewielkimi modyfikacjami, charakterystyczne jest oczywiście drżenie. Czy w toku spektaklu postacie znajdą wytchnienie?
Po dynamicznym początku następuje chwila refleksji, gdy Agata Życzkowska łagodnie recytuje wiersz, stworzony wcześniej wspólnie na próbach w spontanicznym i kreatywnym procesie na żywo. Towarzyszą jej Karina Szutko, Maciej Feliga i Mirek Woźniak, którzy zastygają w niewygodnym ułożeniu na bok z wyciągniętymi rękami, rolują się po scenie, rozczapierzają dłonie, wykonują obroty. Wyróżnikiem HOTELOKO jest bowiem wzajemne towarzyszenie sobie artystów w poszczególnych scenach o dominancie solowej. Utwór przywołuje działanie pięciu zmysłów, pojawia się więc wzrok („widzę siebie i ciebie”), smak (refreniczne pierogi z jagodami), dotyk (struktura pościeli z kory wywołująca drżenie ciała, trawa), węch (zapach mięty i lawendy), słuch („słucham rytmu strumieni twych myśli”), wszystkie o ładunku metaforycznym, najsilniej przemawiającym do wyobraźni we frazie „dotykam ustami srebrnego księżyca”, która stanowi także inspirację dla późniejszej arii operowej. Poetyckich obrazów jest jednak znacznie więcej. Żywiołem Życzkowskiej jest słowo i kostiumy, Woźniaka – ruch i śpiew, Feligi – ruch, Szutko – ruch i warstwa wizualna. Stałą zasadą tworzenia spektakli jest stworzenie takiej twórczej platformy, aby kompetencje każdej z osób współtworzących HOTELOKO mogły należycie wybrzmieć. Czuwa nad tym Życzkowska.
Punktem wyjścia dla kolejnej sceny staje się poetycki „smak słońca zamknięty w otwartym słoiku”. I rzeczywiście – widzimy Życzkowską i Feligę na tle lekko falującego morza, którzy kołyszą się do dźwięków So Nice Summer Samba Bebel Gilberto. Podobny pokoleniowy dialog cechuje właściwie wszystkie spektakle zespołu. Nie dajmy się jednak zmylić – to subtelne wprowadzenie ma nam pomóc lepiej znieść opowieść Feligi. Spędził on świetny dzień w plenerze z dziećmi, z którymi pracował warsztatowo, ale gdy wracali do budynku centrum kultury na kontynuację, pojawił się mężczyzna, który chciał je nauczyć strzelać. Okazało się jednak, że sam ma broń i jest niebezpieczny. Mimo że wszedł na teren placówki, dzięki zimnej krwi Macieja (choć przeszedł go dreszcz) i osłonięciu przez niego dzieci, nic się stało. A jego determinacja spowodowała, że wspominały ten dzień jako jeden z najbardziej udanych, a rodzice nie bali się przyprowadzać swoich latorośli na zajęcia. Choć w momencie, kiedy chronił dzieci, Feliga myślał tylko o nich, dopuszczając własną śmierć w wieku 22 lat – już wiele przeżył, był zagranicą, dokonał coming outu. Choć brzmi to naiwnie, jego drżące ciało-umysł działało pod wpływem adrenaliny. Dał radę. Czy pomogło mu w tym praktykowanie tańca? A jak ważne było dla dzieci? Sprawdza się więc może już trywialna, lecz nigdy nietracąca na aktualności fraza z Piny Bausch – „Tańczmy, tańczmy, inaczej będziemy zgubieni”.
Zazwyczaj u HOTELOKO po sekwencji narracyjnej następuje scena taneczna, tym razem również w wykonaniu Macieja, który zdawał się dziękować niewidocznej sile za to, że po prostu jest i wciąż może tańczyć. Podczas jego opowieści Życzkowska okryła Feligę futrzaną peleryną z quasi-rękawami, która później malowniczo łopotała podczas ruchu. Co ważne – w przypadku kostiumów Życzkowska stosuje zasadę recyklingu i ponownego wykorzystania –wraz z elementami scenografii lub ich częściami pojawiającymi się w wielu spektaklach. To również buduje ciągłość przekazu i spójność stylistyczną twórczości HOTELOKO. W tym przypadku kostium Feligi – futrzane okrycie wzbogacone o cekiny i połyskujące aplikacje – pojawił się już w pracy Extinction. W spektaklu TAOS funkcjonuje jako swoisty talizman. Skóra pantery i lśniące detale nadają mu świetlisty, niemal rytualny wymiar: magiczny charakter dodatkowej skóry – ochrony na czas wstrząsów społecznych.
Solo Macieja przeobraża się w czuły i delikatny duet z Kariną, podczas którego ich kostiumy stają się druga skórą i mogą być subtelnie dotykane. Nie brakuje jednak bardziej dynamicznego tańca wypełnionego obrotami. Powraca też lekkość dźwięków samby. Gdy na ekranie pojawia się błękitne jezioro, na scenę wkracza Mirek Woźniak, jak gdyby chodził po wodzie. Specjalnie dla nas wykonuje przywołaną już królewską arię o księżycu. Otacza go arystokratyczny błękit (jezioro znika, ekran rozświetla się barwami). Monochromatyczność stopniowo przełamuje róż, obecny także w szalu boa (wcześniej towarzyszącym Maciejowi w jego opowieści). Tym razem również w środku spektaklu, a nie tylko na początku i na końcu, pojawia się filmowy kolaż – widzimy operowy Queen i sceny z Pożegnania z Afryką oraz obraz postimpresjonisty Paula Gaugaina inspirowany tahitańską kulturą – Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?. Zielona połyskliwa materia z operowej sceny, wykorzystana jako tło, przemienia się w obrus, na którym Życzkowska szykuje herbatę. Do wspólnej celebracji z artystami zasiada trójka widzów. Ja również miałam okazję znaleźć się w tym gronie i jest coś niezwykle ujmującego w delikatności, z jaką wykonawcy prowadzą nas na scenę i z niej wyprowadzają – oślepionych światłami. Podczas towarzyszenia artystom w finale można poczuć się dobrze (choć zupełnie nie widzi się widowni, którą się opuściło) i na swoim miejscu, jest przepływ energii i życzliwość. Jest afirmacja tu i teraz. Jest akceptacja – jak w opowieści Kariny (mającej słabość do smoków) o smoku Śmiechonurze, przeklętym przez wiedźmę w taki sposób, by nigdy nie przestać się śmiać. Wyruszył on w pełną wyzwań podróż na górę, gdzie owoce kasztanowca miały mu pomóc zdjąć czar. W dość przewrotny sposób to się udało (z pomocą, a jakże, herbaty i pierogów z jagodami), ale żeby było możliwe, musiał nastąpić akt zniszczenia. „Tak właśnie stworzony jest świat – ze śmiechu i płaczu, bo nie odczulibyśmy radości bez goryczy, ciepła bez zimna, ying bez yang. Gdyby czerń z bielą się nie przeplatały, stalibyśmy w miejscu. Dlatego pozwólmy im się przeplatać, nie zapominając, że to właśnie między czarnym a białym znajdują się wszystkie kolory życia”.
To przypomnienie prostej, być może nawet banalnej prawdy działa jednak w spektaklach HOTELOKO oczyszczająco i sprawia, że mogą je oglądać zarówno dorośli, jak i starsze dzieci oraz młodzież. Na prace zespołu nie idziemy, żeby się zamęczyć, lecz upewnić się, że w swojej niełatwej drodze przez życie, w swoich lękach i traumach, nie jesteśmy sami.
Raz jeszcze powracają słowa ze zbiorowego wiersza – tym razem w formie napisów na czarnym ekranie. Płynnie przechodzą w tekst piosenki Mayday Imagine Dragons, w przejmujący sposób ukazującej zagubienie, presję, wołanie o pomoc, ale też siłę tańca. Za chwilę na filmowym kolażu widzimy sceny bitewne lub poprzedzające walkę – z Potopu, Gwiezdnych wojen, Władcy pierścieni… Przewrotny jest więc właściwy finał, w którym artyści ponownie wbiegają na scenę, tym razem przy radosnych dźwiękach Walking on Sunshine Katriny and the Waves. Trzymają w dłoniach filiżanki. Mijają się w pośpiechu, ale rozweseleni. Niczym Queen z Breakthru, który widzimy na końcu. Jedni na tej samej platformie, inni – pijący ze swoich filiżanek, a jakby z tej samej. Bo przecież wszyscy jedziemy na jednym wózku (czy też pijemy z jednej filiżanki).
***
Choć TAOS – the Age of Shiver jest bardziej kameralny scenicznie niż większość czwórkowych prac HOTELOKO Company, zachowuje spójność stylistyczną z wcześniejszymi i bardziej rozbudowanymi spektaklami zespołu. Swoim przekazem nawiązuje też do innych przedstawień grupy – najważniejsze zdaje się tu bycie razem, stwarzanie sobie wspierającej przestrzeni do wysłuchania i bycia wysłuchanym (nawet gdy odbywa się ono poprzez ruch). Wtedy z pewnością łatwiej jest poruszać się między wszystkimi odcieniami szarości, które skrywa dla nas życie.
„TAOS-The Age of Shiver”/ Hoteloko Company
Reżyseria, dramaturgia, choreografia: Agata Życzkowska
Współpraca choreograficzna: Mirek Woźniak, Karina Szutko, Maciej Feliga
Scenografia, kostiumy, opracowanie muzyczne: Agata Życzkowska
Projekcje wideo: Agata Życzkowska, Karina Szutko
Wykonanie: Agata Życzkowska, Mirek Woźniak, Karina Szutko, Maciej Feliga
Produkcja: Fundacja Rozwoju Teatru 'NOWA FALA'
Partnerzy: Centrum Promocji Kultury Praga-Południe / Ośrodek Kultury Ochoty OKO
Premiera 4.10.2025
Powstanie premiery spektaklu dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Narodowego Centrum Kultury Kultura Interwencje – Edycja 2025 oraz ze środków m.st. Warszawy.