Logo
Recenzje

Teatr jako brakująca strona

12.07.2026, 09:59 Wersja do druku
„No Yogurt for the Dead” w reż. Tiago Rodriguesa z NT Gent na 46. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Michiel Devijver

Ocena recenzenta/tki:(7/10) – dobry

Tiago Rodrigues przyjechał na Warszawskie Spotkania Teatralne ze spektaklem, który wyrasta z bardzo osobistego doświadczenia, ale nie zamienia go w intymne wyznanie. „No Yogurt for the Dead” zaczyna się od gestu prostego i zarazem niemożliwego: próby dopisania tekstu, którego nigdy nie napisano.

Po śmierci ojca Rodrigues znajduje notatnik. Zamiast ostatniego artykułu pozostają w nim jedynie ślady pisania – kreski, kropki, bazgroły. Właśnie z tej pustki Rodrigues buduje przedstawienie. Nie rekonstruuje rzeczywistości i nie próbuje odtworzyć ostatnich dni Rogéria Rodriguesa. Interesuje go raczej przestrzeń pomiędzy tym, co zostało utracone, a tym, co można jeszcze sobie wyobrazić.

Strategia portugalskiego twórcy wydaje się charakterystyczna dla całego jego teatru. Pamięć nie jest tutaj archiwum, do którego można zajrzeć, aby odzyskać przeszłość. Jest procesem nieustannego wytwarzania znaczeń. To, co minione, istnieje jedynie poprzez opowieść. Dlatego przedstawienie rozwija się jako ciąg kolejnych narracji, dygresji, wspomnień i wyobrażeń. Jedna historia rodzi następną. Ojciec przypomina sobie aktorkę, aktorka prowadzi do kolejnej opowieści, a ta otwiera następny obraz. Teatr Rodriguesa nie podąża za fabułą. Bardziej przypomina pracę pamięci, która nigdy nie porusza się liniowo.

Szczególnie interesujące jest to, jak reżyser nieustannie ujawnia teatralność własnego przedsięwzięcia. Aktorki pozostają jednocześnie postaciami i narratorami. Wchodzą w role, po czym z nich wychodzą. Komentują wydarzenia, które właśnie rozgrywają się na scenie. Przypominają widzom, że uczestniczą w procesie wyobrażania sobie czyjegoś życia. Nie chodzi tu o stworzenie iluzji prawdy, ale o wspólne konstruowanie opowieści.

W jednym z pierwszych obrazów aktorki bardzo umownie rozdzielają między siebie role ojca i syna. Wystarczy doczepiona broda, kilka zdań komentarza i odrobina scenicznej umowy, by uruchomić cały świat przedstawienia. Rodrigues po raz kolejny pokazuje, że interesuje go teatr oparty nie na iluzji, lecz na wyobraźni widza. To charakterystyczne dla jego pracy z aktorami: nie ukrywać mechanizmu tworzenia fikcji, ale uczynić go jednym z tematów spektaklu.

Rodrigues nieustannie balansuje pomiędzy dokumentem i fikcją. W punkcie wyjścia znajduje się przecież realna historia ojca. Jednak bardzo szybko zostaje ona poddana działaniu wyobraźni. Reżyser nie ukrywa tego mechanizmu. Wręcz przeciwnie – eksponuje go jako podstawowe narzędzie teatru. Spektakl staje się opowieścią o tym, że nie możemy już odzyskać zmarłych, ale możemy tworzyć kolejne wersje ich obecności.

Bardzo wyraźnie widać to w scenach, które przywołują wspomnienia ojca. Nie wiadomo do końca, gdzie przebiega granica między faktem a projekcją syna. Rodrigues nie próbuje jej wyznaczać. Interesuje go właśnie ta niepewność. Bohaterowie wielokrotnie sugerują, że oglądane wydarzenia są efektem wyobraźni, próbą dopowiedzenia tego, czego nie da się już sprawdzić. Dzięki temu spektakl nie staje się rodzinnym wspomnieniem, ale opowieścią o samym mechanizmie pamiętania.

Scenografia również podporządkowana jest tej logice. Szpitalne łóżka nie służą realistycznemu odtworzeniu miejsca. Funkcjonują jako ruchome znaki pamięci. Są niczym elementy snu, który nieustannie zmienia swoje znaczenia. W jednym momencie przywołują doświadczenie choroby, w innym stają się niemal abstrakcyjnym obrazem dryfowania. Rodrigues buduje świat, który pozostaje zawieszony między konkretem a metaforą.

Powracające obrazy śmierci również nie mają w sobie nic ostatecznego. Ojciec umiera tu więcej niż raz. Każde kolejne odejście zostaje wpisane w inny kontekst, inną opowieść, inną emocję. Reżyser nie traktuje śmierci jako pojedynczego wydarzenia, lecz jako proces, który trwa także po odejściu człowieka, w pamięci tych, którzy zostają. To jeden z najbardziej przejmujących motywów spektaklu, choć podany bez patosu i sentymentalizmu.

Najsilniejszym spoiwem przedstawienia okazuje się muzyka. Nie pełni funkcji ilustracyjnej. Jest równorzędnym językiem spektaklu. Tam, gdzie opowieść dochodzi do granic możliwości, pojawia się pieśń. Muzyczne fragmenty nie zatrzymują narracji, lecz ją rozwijają. Szczególnie zapadają w pamięć wykonania wokalne Manueli Azevedo i Beatriz Brás. Ich głosy wprowadzają do spektaklu czułość i melancholię, których nie sposób wyrazić samymi słowami. Nad całością muzycznej warstwy czuwa obecny niemal przez cały wieczór Hélder Gonçalves, grający na gitarze z usytuowanego ponad sceną szpitalnego łóżka – osobliwej estrady zawieszonej pomiędzy wspomnieniem a opowieścią.

To właśnie muzyka buduje emocjonalny rytm wieczoru. Portugalskie pieśni, utwory zakorzenione w tradycji fado, ale także francuska chanson Jacques’a Brela tworzą osobną warstwę narracji. Nie służą wzmacnianiu wzruszenia za wszelką cenę. Działają raczej jak dodatkowa przestrzeń pamięci, w której zapisane są doświadczenia, historie i emocje niewyrażalne wprost. Muzyka pozwala spektaklowi przekraczać granice między prywatnym wspomnieniem a zbiorową pamięcią kulturową. Nawet jeśli pod koniec przedstawienie chwilami zbliża się do granicy nadmiaru melancholii, trudno nie ulec sile tych wykonań. Krystalicznie czyste głosy Manueli Azevedo i Beatriz Brás oraz dyskretna, lecz nieustannie obecna gitara Héldera Gonçalvesa należą do najmocniejszych elementów tego wieczoru.

Rodrigues od lat interesuje się sytuacją, w której teatr staje się miejscem przechowywania pamięci. Nie pamięci historycznej w monumentalnym sensie, ale tej najbardziej kruchej, prywatnej, związanej z pojedynczym ludzkim losem. W „No Yogurt for the Dead” ten temat powraca ze szczególną siłą. Nie dlatego, że spektakl opowiada o śmierci ojca. Raczej dlatego, że pokazuje, jak opowieść próbuje poradzić sobie z nieobecnością.

Dlatego najbardziej interesujące wydaje się tutaj nie samo wspomnienie zmarłego, lecz mechanizm jego przywoływania. Rodrigues nie proponuje ceremonii pożegnania. Tworzy teatralną maszynę do produkowania kolejnych wspomnień, obrazów i możliwych wersji przeszłości. Nie pyta, jak było naprawdę. Pyta raczej, co teatr może zrobić z tym, czego już nie ma.

I właśnie w tym miejscu „No Yogurt for the Dead” najpełniej odsłania swoją naturę. To spektakl nie tyle o śmierci, ile o wyobraźni. O jej zdolności do wypełniania pustych miejsc, dopisywania brakujących stron i podtrzymywania rozmowy, która wydawała się już zakończona.

Tytuł oryginalny

Teatr jako brakująca strona

Źródło:

Teatr dla Wszystkich
teatrdlawszystkich.pl
Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

12.06.2026

Sprawdź także