Anna Augustynowicz inscenizuje Moralność pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej. Premiera już 20 czerwca na Scenie przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego. „Salon państwa Dulskich jest kryjówką, ale także ringiem. Kolejne rundy, które rozgrywają bohaterowie komedii, układają się w serię rolek: dynamicznych, powtarzalnych zapisów scen z życia rodzinnego – mówi reżyserka. – Chcemy każdą z postaci dramatu pokazać jako człowieka, który nie jest pozbawiony pragnień, ale z powodu lęku nie potrafi wyjść z przestrzeni kryjówki”. Z Anna Augustynowicz rozmawia Monika Mokrzycka-Pokora.
Bierze Pani na warsztat Moralność pani Dulskiej, jednocześnie powracając do tego tytułu*. Dlaczego?
Dramat Zapolskiej jest o hipokryzji, o ogromnej potrzebie budowania własnego wizerunku i utrzymywania pozorów. Ten mechanizm nie należy wyłącznie do świata Galicji sprzed stu dwudziestu lat. Zmieniły się miejsca, w których się ujawnia, ale nadal rozgrywa się z ogromną intensywnością. Kiedyś mogła to być główna ulica Krakowa czy Lwowa**, dziś jest nią nowy salon i ulica jednocześnie: przestrzeń internetu, z jego konwencjami, trendami, tym, co jest widziane dobrze, a co odrzucane.
Nie interesuje nas zatem rekonstrukcja epoki. Pracujemy nad formą teatru poza konkretnym czasem i miejscem. Odrzucając historyczny kostium, możemy dokładniej przyjrzeć się psychologii postaci i zobaczyć w starym komediodramacie zaczyn współczesnego dramatu etycznego, a zarazem społeczno-politycznego.
Nie ma więc znaczenia, czy Felicjan Dulski będzie, wędrując po pokoju, szedł na Wysoki Zamek czy na Kopiec Kościuszki***?
Zupełnie.
Ten dramat rodzinny rozgrywa się w czterech ścianach. Do jakiego domu się przeniesiemy – to ostoja, bastion, miejsce, w którym można się schronić czy miejsce, z którego trzeba uciekać?
Dulskich łączy więź, która okazuje się uwięzią, a może nawet więzieniem. Szukając uniwersalnej nazwy dla tej przestrzeni, doszliśmy do słowa kryjówka. Z kryjówki wychodzimy po to, żeby popatrzeć na innych i pozwolić innym patrzeć na siebie. A jeśli ktoś zagląda do środka, przyjmujemy go w salonie, z dala od zakamarków, których nie chcemy pokazywać.
Salon państwa Dulskich jest więc kryjówką, ale także ringiem. Kolejne rundy, które rozgrywają bohaterowie komedii, układają się w serię rolek: dynamicznych, powtarzalnych zapisów scen z życia rodzinnego.
Co ujrzymy w tej rolce, czym jest współczesne kołtuństwo?
Współczesne kołtuństwo nie musi już nazywać się kołtuństwem. Dzisiaj rzadziej mówimy o filistrze, kołtunie czy mieszczuchu, częściej o hipokryzji, dysonansie poznawczym, może także o rodzinie do „przeterapeutyzowania”. Ale zmiana języka niewiele tu zmienia. W pewnym stopniu wszyscy jesteśmy uczestnikami korowodu ludzkiej komedii.
Chcemy dobrze wypaść na tle społeczności, do której należymy albo z którą się identyfikujemy. Chcemy wydać się opinii publicznej lepsi, niż jesteśmy. Czasem robimy to bezmyślnie, czasem z premedytacją. Krzywdzimy przy tym innych, a potem, co najgorsze, szukamy dla takiego postępowania usprawiedliwienia.
Łatwo jest się w tym zatracić.
Wiele zależy od tego, jaki wpływ na charakter naszych relacji z drugim człowiekiem miała rodzina. Kołtun polski – i nie tylko polski – nawet uczesany, w swojej mentalności pozostaje właściwie bez zmian.
W „rodzinnym kole” pozwalamy sobie na odsłonięcie maski, zdjęcie kostiumu. Wtedy wyłazi z nas to, co odziedziczyliśmy po przodkach, co próbujemy ukryć, czego czasem jeszcze się wstydzimy, a co dochodzi do głosu pod wpływem silnych emocji.
Ostatnio wyreżyserowała Pani Iwonę, księżniczkę Burgunda****. Czy można powiedzieć, że któraś z postaci ze sztuki Zapolskiej obnaża hipokryzję świata, w tym przypadku rodzinnego, podobnie jak tytułowa Iwona w dramacie Gombrowicza? Może służąca Hanka?
Hanka jest właściwie zadomowiona. Tadrachowa z kolei wchodzi dopiero w finale – po to, żeby „wyjąć” Hankę z miejsca, w którym została skrzywdzona, i zabezpieczyć jej los. Jest jednak jeszcze jedna ważna scena: spotkanie Anieli Dulskiej z Lokatorką. To dziwna scena, przypominająca klimat dramatów Strindberga. W realizacjach teatralnych bywa często pomijana. Może właśnie sąsiedztwo Iwony… sprawiło, że już na pierwszym etapie prób Lokatorka stała się obiektem naszej uwagi i uruchomiła nowe, subiektywne spojrzenie.
Pojawia się jako osoba z zewnątrz, jako Obca. I wyzwala w Dulskiej coś, co można by nazwać głęboko skrywanym lękiem. Może także respektem wobec odwagi kobiety, która – chcąc uwolnić się ze złotej klatki małżeństwa – próbowała targnąć się na własne życie. Karma wraca, los się dopełnia.
Lokatorka staje się leitmotivem naszego teatralnego języka. Zaciekawiło nas, dlaczego to właśnie ona jest jedyną osobą, której Dulska się boi. Czy chodzi o lęk przed szaleństwem, o wypieranie własnej śmiertelności? A może o lęk przed możliwością wyjścia z systemu, możliwością przekroczenia granicy, możliwością dysponowania własnym życiem?
Aniela jest niewątpliwie zniewolona przez system społeczny – oparty na patriarchacie i pieniądzach. Dramat powstał na przełomie XIX i XX wieku, w nowej kapitalistycznej rzeczywistości. Podobnie jak dzisiaj można w nim dostrzec zjawisko niedopełnionej emancypacji kobiet. Dramat Anieli Dulskiej jest więc być może także konsekwencją skrywanej zazdrości.
Pieniądze [zawsze] wszystko kryją – mówi Juliasiewiczowa.
I tych pieniędzy pożąda właściwie każda z postaci pojawiających się na scenie rodzinnej państwa Dulskich. W związku z Juliasiewiczową, która przecież jest z Dulskich, postawiliśmy pytanie, czy przypadkiem nie wchodzi do swojego domu, w którym kiedyś się wychowywała i być może została spłacona przez Anielę i Felicjana.
Jest w stanie zajrzeć w każdy kąt, także w niedostępne dla postronnych zakamarki tego mieszkania. Jest też siłą sprawczą – kimś, kto ma wgląd w to, co się dzieje, i w sytuacji kryzysu potrafi zaradzić, sprostać sytuacji. Interesownie oczywiście.
A Lokatorka jest bezwzględnie szczera.
Dotyka ona przestrzeni obecnej w każdym człowieku, choć nie każdy jest w stanie zdobyć się na odwagę, by jej doświadczyć. Odsłania Dulskiej wolność możliwą po tej drugiej stronie. Mówi tym samym, że istnieje coś poza teatrem życia codziennego, poza pieniędzmi, poza koniecznością przetrwania w systemie, którego podstawą jest kapitał.
Natomiast kobiety… Wiele się zmieniło, ale ciągle są wychowywane do podporządkowania mężczyznom, którzy w systemie, w którym funkcjonujemy – mimo deklaracji partnerstwa – nadal mają większe możliwości, lepiej zarabiają i nie zawsze myślą o tym, że kobieta może istnieć poza rodziną. Kobiety walczą o swoje prawa, jednak gros zadań – chociażby macierzyńskich – wciąż spoczywa właśnie na nich. Często, zwłaszcza jeśli nie pracują zawodowo, są skazane na pewnego rodzaju posłuszeństwo wobec pieniądza. I niejednym dramatem kończy się walka o niezależność.
Jak kształtują się relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami? Dulska mówi na przykład: „Zabijać się!… I dla kogo? Dla mężczyzny” / „Rozstaje się pani z mężem? Bardzo pani źle robi. To nowa publika i nikt pani racji nie przyzna”.
W przypadku państwa Dulskich trudno mówić o jakimkolwiek partnerstwie w związku. Trudno też chyba mówić o miłości. Dramat pojawia się tam, gdzie miłości brak. W tym systemie miłość zamienia się w transakcję. Wydaje się, że Felicjan jest podporządkowany Anieli. Kiedy jednak analizujemy tekst, odnosimy wrażenie, że on pozwala się podporządkować tylko w określonych obszarach. Można przypuszczać, że daje sobie wkładać do ręki dwie szóstki na kawę po to, by odegrać swoją zależność od „dobra rodzinnego”. Jego życie w jakimś stopniu pozostaje zagadką. Dramat Zapolskiej jest jednak dramatem Anieli Dulskiej.
Wydawałoby się, że to „kobieca” sztuka, napisana przez wyemancypowaną autorkę. Tymczasem Zapolska – z dużym uśmiechem – zajmuje się także tematami męskości i patriarchatu. Zarówno Felicjan, jak i Zbyszko są tutaj, paradoksalnie, postaciami od kobiet zależnymi. Od wieków matki i babki uczestniczą w wychowywaniu mężczyzn, którzy później funkcjonują w społeczeństwach patriarchalnych. Inaczej wychowuje się dziewczynki, inaczej chłopców. Inny jest stosunek Anieli Dulskiej do córek, a inny do Zbyszka – dorosłego syna, który jest jeszcze Dulskim na etapie buntu i nie ukrywa samoświadomości.
Gdyby zastanowić się, co jest przyczyną dramatu, myślę, że są nią pierwotne wzorce zachowań, które dziedziczymy. Być może – w bliższej lub dalszej perspektywie, przy założeniu chęci pracy nad sobą – można je zmienić. Dramat ma jednak to do siebie, że autorka przeprowadza odbiorcę przez zło, ukazując ciemną stronę śmieszności ludzkiej natury po to, by w niej nie utknąć. Ale czy natura ludzka, która zasadza się na pożądliwości, jest w ogóle uleczalna?
To ciekawe zadanie, przez które tekst staje się niezwykle atrakcyjny. Równie atrakcyjna jest materia aktorska. Moralność pani Dulskiej stanowi partyturę ludzkich melodii napisaną na postaci, które ze sobą współistnieją, grają ze sobą, walczą – i układają się w wesoły, a przez to bardzo smutny koncert.
Chcielibyśmy w naszym przedstawieniu odciążyć utwór Zapolskiej z tradycji grania Moralności pani Dulskiej. Próbujemy czytać tę partyturę tak, żeby w tych charakterach mogli się przejrzeć mieszkańcy kamienic, willi, bloków, a także ci, którzy wynajmują luksusowy loft. Chyba wszyscy jesteśmy w stanie po trosze odnaleźć się w znakomicie narysowanych przez Zapolską postaciach. I właśnie dlatego ten utwór wywołuje śmiech.
Tak, można się odnaleźć, nawet jeśli tak trudno się do tego przed sobą przyznać.
W przestrzeni internetu widać, że jakby mniej wstydzimy się hipokryzji. Ale ponieważ od dziecka uczeni jesteśmy „grzeczności w kole rodzinnym”, nie zawsze potrafimy wykonać pracę, która pozwoliłaby nam zrezygnować z kłamstwa.
Wspomniała Pani o melodii. Jak objawiają się – wpisane w ten utwór – muzyka, rytm?
Kiedy Dulska rutynowo, o poranku, uruchamia rodzinną maszynerię, można niemal dotknąć faktury brzmień żywego koncertu. Język – tylko na pozór anachroniczny – daje aktorom niemal doskonałe narzędzie do grania. Melodia każdej postaci pozwala się wygrać, a rytm daje poczucie bezpieczeństwa.
Ale pojawiają się pęknięcia, momenty, w których ci ludzie rozpaczliwie pragną się z tego wyrwać.
To jest sfera ich pragnień. Z domowej machiny chyba najbardziej chce się wyzwolić Zbyszko. Hesia i Mela także pragną wyzwolenia, wyswobodzenia się z klatki tak zwanego dobrego wychowania. Cała trójka dzieci Dulskich to osoby inteligentne, które potrafią nazywać rzeczy wprost. U nich ten tak zwany dysonans poznawczy jest bardzo silny i powoduje wewnętrzny konflikt. Rodzeństwo widzi, że rodzice w żaden sposób swoją postawą nie zaświadczają o wartościach, które głoszą.
Oczywiście dzieci także uczestniczą w przenoszonej drogą płciową komedii ludzkiej, ale pragnienie miłości, niezależności i wolności jest w nich niezwykle silne. Jednocześnie mają wpojone przez rodziców poczucie własnej lepszości wobec tych, którzy urodzili się poza murem rodzinnej kryjówki. Aniela Dulska – postać, która bierze na siebie całą odpowiedzialność za rodzinny mechanizm – w konsekwencji odpowiada także za to, że maszyneria funkcjonuje tak, a nie inaczej.
Ma stępioną wrażliwość?
Raczej rekompensuje swoją wrażliwość kontrolowaniem wszystkiego i wszystkich. W pracy nad utworem staramy się nie oceniać postaci przed ich konfrontacją z widzem.
Chcemy każdą z nich – a wydaje mi się, że materia literacka daje taką szansę – pokazać jako człowieka, który nie jest pozbawiony pragnień, ale z powodu lęku nie potrafi wyjść z przestrzeni kryjówki.
* Anna Augustynowicz zrealizowała Moralność pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej we Wrocławskim Teatrze Współczesnym im. Edmunda Wiercińskiego (1997; od 2021 – Wrocławski Teatr Współczesny im. Marii i Edmunda Wiercińskich) oraz w Teatrze Współczesnym w Szczecinie (2000).
** Prapremiera Moralności pani Dulskiej odbyła się 15 grudnia 1906 roku, w Teatrze Miejskim w Krakowie. Premiera lwowska odbyła się 16 stycznia 1907 roku w Teatrze Miejskim.
*** W spektaklu granym w Teatrze Miejskim w Krakowie w oryginale lwowskie realia zostały zamienione na krakowskie. Między innymi lwowski Wysoki Zamek, cel spacerów Dulskiego, zamieniono na podkrakowski Kopiec Kościuszki.
**** Premiera Iwony, księżniczki Burgunda Witolda Gombrowicza w reżyserii Anny Augustynowicz odbyła się 16 maja 2026 w Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie.