Artyści ciągle funkcjonują w szarej strefie. Skoro zgadzamy się z tym, że pomagamy rolnikom, przedsiębiorcom, wspieramy duchownych, służby mundurowe, studentów, nianie, to pragnę, abyśmy w ten sam sposób zgodzili się, że kultura również jest ważna - powiedziała PAP była szefowa MKiDN Hanna Wróblewska.
W maju rząd przyjął przygotowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny. Zakłada on, że artysta z niewielkim dochodem otrzyma dopłaty do składek ZUS; będzie mógł korzystać ze świadczeń chorobowych oraz urlopów macierzyńskich, a także z pomocy przy zmianie zawodu. Projekt ma włączać artystów do systemu ubezpieczeń społecznych w sposób adekwatny do ich pracy. Przepisy mają przede wszystkim charakter socjalny – ich głównym beneficjentami są artyści o najniższych i nieregularnych dochodach.
– Jest to projekt, nad którym bardzo różne środowiska – nie tylko artystyczne, ale także reprezentujące różne strony sceny politycznej – pracują od ponad 15 lat. Dla mnie to moment, w którym poszczególne ugrupowania polityczne stają w prawdzie przed światem kultury i nie tylko. Mamy szansę zamknąć lukę systemową, która funkcjonuje w naszym społeczeństwie od lat 90. Możemy zmierzyć się z problemem, który inne kraje Europy Zachodniej i Wschodniej już rozwiązały, uznając pracę artysty za pracę, i to szczególną, bo obarczoną cechą nieregularności - powiedziała PAP Wróblewska, która od czerwca jest pełnomocniczką ds. sztuki współczesnej na Zamku Królewskim na Wawelu.
Przypomniała, że przez ostatnie lata naprawialiśmy system. - Mówię tutaj nie tylko o kwestiach artystycznych, ale i pozaartystycznych. Jako społeczeństwo uszczelniliśmy kwestię umów-zleceń i umów o pracę. Włączyliśmy umowy zlecenia do stażu pracy. Umożliwiliśmy wejście do systemu marynarzom kontraktowym. Zauważyliśmy niedociągnięcia, z którymi borykaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Dla mnie zawód artysty jest profesją, która ciągle funkcjonuje w szarej strefie. Wciąż powtarza się, że artysta może działać jako przedsiębiorca i sam się ubezpieczyć, nie zauważając, że system w tym wypadku po prostu nie działa. Praca artystyczna jest bardzo specyficzna, nieregularna i w pewnym momencie wymaga włączenia w system świadczeń emerytalnych oraz ubezpieczeń zdrowotnych - zaznaczyła była ministra kultury.
– Ustawa została skonstruowana tak, aby włączać osoby, które pracują i płacą podatki, nie jest to więc kwestia wspierania tych, którzy jako artyści w ogóle nie zarabiają. Mówimy o osobach, które zarabiają nieregularnie i w związku z tym mają problem z wejściem w system ubezpieczeń społecznych, wymagający przecież regularności. To jest właśnie uszczelnianie systemu. Z drugiej strony projekt ustawy zakłada, że artyści uzyskujący już pewne dochody zostają w systemie i stają się również samodzielnymi płatnikami składek. Każde włączenie do systemu jest bardziej korzystne niż wykluczenie. Osoby, których do niego nie włączymy, stają się później beneficjentami opieki społecznej - zwróciła uwagę.
Dodała, że „jeżeli akceptujemy to, że rolnicy są objęci KRUS-em oraz że istnieje Fundusz Kościelny, to powinniśmy również zgodzić się z tym, że praca artystyczna to także praca”.
- Mówimy o ludziach, którzy pracują i płacą podatki – regulujemy po prostu ich obecność w systemie świadczeń społecznych. Zgadzamy się na to, aby pomagać przedsiębiorcom, którzy przez dwa lata płacą preferencyjny ZUS lub też mają tzw. wakacje składkowe. Nie dyskutujemy z tym, ponieważ wiemy, że przedsiębiorcy są ważni dla naszego ekosystemu. Chcę, abyśmy w ten sam sposób zgodzili się, że kultura również jest ważna – buduje naszą tożsamość społeczną, a artyści to ludzie, którzy ją tworzą. Nie mówiąc już o tym, że tworzy PKB – podkreśliła Wróblewska.
Była szefowa resortu kultury przyznała, że bardzo niepokoi ją fakt, iż projekt włączenia artystów w system ubezpieczeń społecznych, nad którym pracował obecny, ale także poprzednie rządy, „nagle wchodzi w rejestr kłamstw, pomówień i niedociągnięć”.
– Robi się z tego kwestię polaryzacyjną, a nie cywilizacyjną. Ci, którzy tworzą kulturę oraz naszą tożsamość i są ich częścią, nagle występują w roli „chłopców do bicia”. Uważam, że to bardzo niesprawiedliwe, szczególnie że wyciąga się tutaj jako argumenty osoby, które albo z tej ustawy nie będą korzystały, albo są w ogóle poza jej zakresem. Kultura to pole, nad którym powinniśmy się spotykać. Nawet jeżeli nie zawsze zgadzamy się co do konkretnych zjawisk czy artystów, każdy z nas szanuje kulturę. I to jest moment, w którym nie powinniśmy wykorzystywać jej do wywoływania polaryzacji - oceniła.
Dopytywana o to, jak walczyć z dezinformacją w tej sprawie, odpowiedziała: „myślę, że trzeba oddać głos tym, którzy przy tej ustawie pracowali, oraz ekonomistom, którzy są świadomi sytuacji artystów, ale także tego, w jaki sposób budowany jest system ubezpieczeń społecznych w Polsce oraz w Europie. Większość krajów europejskich – jak Francja, Niemcy czy Litwa – włączyła w ten czy inny sposób osoby wykonujące zawód artystyczny do systemu ubezpieczeń”.
Podkreśliła przy tym, że w projekcie nie tworzy się nowego systemu dla artystów, lecz proponuje się włączenie ich w już istniejący system ubezpieczeń społecznych.