Logo
Recenzje

Uniwersalna „Antygona” w gorzowskim teatrze

19.09.2025, 15:04 Wersja do druku

„Antygona” Sofoklesa w reż. Błażeja Peszka w Teatrze im. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim. Pisze Hanna Kaup w portalu e-gorzowska.

fot. Ewa Kunicka/ mat. teatru

Scena. Zniszczone wojną kolumny starogreckie z wystającymi prętami zbrojeniowymi. Proscenium. Metalowe rusztowanie z chórem, który wygrzewając się w blasku rzadko tak pięknie wschodzącego słońca, komentuje rzeczywistość. Leniwie wypluwa pestki słonecznika. To pierwsze obrazy, które docierają do widza w adaptacji „Antygony” Sofoklesa, której premiera rozpoczęła sezon teatralny 2025-26 w gorzowskim Teatrze im. J. Osterwy.

Najpopularniejsza tragedia antyczna, na podstawie której nastolatki uczą się w szkole, na czym polega konflikt tragiczny, odwołująca się do historii przeklętego rodu Edypa, opowiada ostatni akt życiowej tragedii jego dzieci. Żadna z sytuacji związanych z przepowiedzianym przez wyrocznię losem Lajosa, czyli ojca Edypa oraz jego samego jako syna-zabójcy jest nie tylko niezrozumiała z powodu przyczyn, ale wyjątkowo trudna do udźwignięcia, a każda próba uniknięcia spełnienia przepowiedni, ciągnie za sobą kolejne tragiczne konsekwencje. Bo przecież los jest ślepy.

Ostatecznie więc słowa wyroczni się sprawdzają. Uratowany i wychowany w obcej rodzinie Edyp, zabija nieznanego mu prawdziwego ojca, potem – rozwikławszy zagadkę Sfinksa – otrzymuje po nim królestwo i poślubia jego żonę – własną matkę. Gdy po latach jego kraj zaczyna pustoszyć zaraza, okazuje się, że to kara za ojcobójstwo i kazirodztwo. A gdy Edyp dowiaduje się, że sprawcą tego gniewu bogów jest on sam, wyłupia sobie oczy i odchodzi na wygnanie. Żona-matka odbiera sobie życie. Zostaje czwórka dzieci. Dwójka z nich: Polinejkes i Eteokles wchodzi w konflikt na tle władzy i w zbrojnym starciu ginie u wrót miasta. Ich wuj, Kreon, uznaje Eteokla za bohatera, broniącego Teb przed zbrojnym Polinejkiem, traktując jako zdrajcę, choć przybył po władzę, której brat – zgodnie z umową – nie chciał mu przekazać. Pierwszego nakazuje pochować z honorami, a ciało drugiego pozostawić na pohańbienie przez ptaki i zwierzęta. Zakazuje jakiejkolwiek żałoby po nim.

Zastraszony lud drży, milczy i nie waży się złamać rozkazu nowego króla (w tej roli Dominik Jakubczak), tylko wojownicza Antygona (Marta Karmowska) nie godzi się z jego decyzją i nawet pod groźbą śmierci łamie królewski zakaz. Prosi wcześniej siostrę Ismenę (Magdalena Kasperowicz), by pomogła jej uczynić to, co nakazują bogowie i pogrzebać ciało Polinika, ale zostaje sama. Kreon głuchy na jej i jej narzeczonego, jednocześnie własnego syna Hajmona (Mikołaj Kwiatkowski) prośby, głuchy na jakiekolwiek argumenty, głuchy na głos ludu, który nie podziela tak surowego wyroku na siostrze, trwa w pysze. Ostatecznie każe dziewczynę zakopać żywcem w jaskini – z jakimiś resztkami jedzenia – by nie sprowadzić na siebie gniewu bogów. Nie rozumie jednak, że nie ten gniew będzie największym nieszczęściem, ale gniew i rozpacz jemu najbliższych: syna i żony Eurydyki (Magdalena Dwurzyńska), którzy odbierają sobie życie. Tragedia się dopełnia. Kreon zostaje sam na zgliszczach swojej krótkiej władzy.

Spektakl w reżyserii Błażeja Peszka, z nowym przekładem Jacka Kaduczaka, świetną scenografią i kostiumami Joanny Sapkowskiej oraz takim układem scenicznym Bartosza Bandury, trwa ok. 90 minut. I przez ten czas zatrzymuje uwagę widza. Od początku spina antyk ze współczesnością teatralnymi środkami wyrazu, a odwołując się do znanych nam skądinąd realiów, podkreśla ponadczasowość dramatu Sofoklesa, szczególnie w wymiarze władzy totalnej. Gorzowscy bohaterowie antycznego dramatu pokazują to, co w człowieku niezmienne: lęk i strach przed sprzeciwem władzy, maskowanie emocji w celu zachowania własnego status quo, radość i ulgę, gdy uda się nie ponieść konsekwencji gniewu króla, nawet gdyby ktoś inny miał za niego zapłacić głową. A sam Kreon to znany każdemu żyjącemu w każdym czasie władca absolutny, cyniczny i nieznający pokory. To w swoim mniemaniu ktoś, komu nie wolno słuchać plebsu, bo to może świadczyć o jego słabości.

Lubię i cenię teatr Błażeja Peszka. Lubię i cenię „Antygonę” Sofoklesa, która lata temu zapadła mi w pamięć, wówczas uczennicy liceum, bo bezduszność króla-ojca burzyła mi krew w młodych żyłach. Wtedy przede wszystkim chciałam wołać o łaskę dla dziewczyny. Ale dramat Sofoklesa to przecież także, a może głównie, historia władzy. Lekcja, która już wieki temu mówiła, jak niebezpiecznie jest nie słuchać innych, jakie konsekwencje może przynieść cichy gniew najbliższych, którzy tylko pozornie zgadzają się z ojcem-królem, przytakują mu, powtarzając wielokrotnie usłyszane frazy o posłuszeństwie. I ta scena między Kreonem i Hajmonem, scena, w której zachowując stoicki spokój, dyskutują, rozgrywając jednocześnie grę w golfa, która kończy się synowsko-ojcowską awanturą, jest tu kluczowa. A ciąg dalszy dramatu dopełnia przegranej króla. Przegranej nie tylko osobistej. Bo ten sam król, widząc gniew syna, nie zatrzymuje swoich rozkazów. Brnie w uporze także wtedy, gdy na scenie pojawia się wielki wróżbita tebański, Tejrezjasz spętany kaftanem bezpieczeństwa jak niepoczytalny świr, który przepowiada nadchodzące nieszczęście. Oczywiście król nic sobie z tego „wariata” nie robi. A rola Jana Mierzyńskiego znów zostaje przeniesiona w nasze czasy, wciąż uniwersalna, zagrana tak, że pozostaje jednym z silniejszych akcentów spektaklu, za co należą się osobne brawa. Podobnie na szczególną uwagę zasługuje jedyna w swoim rodzaju postać grana przez Bartosza Bandurę. Jedyna, bo niema, powracająca jak wyrzut sumienia, w osobie nieżyjącego Polinejkesa.

Gorzowska premiera nowego sezonu zasługuje na duże brawa. Wszystko ma w niej swoje miejsce, kolejność i rytm. Mogą przeszkadzać pewne drobiazgi – jak choćby wątroba Eurydyki, której sceniczna oczywistość powoduje zmieszane odczucia, a nawet tu i ówdzie śmiech. Poza tym to rzecz wartościowa i przede wszystkim skierowana do nastoletniego widza. Do tych młodzieńców i panienek, którzy wchodzą w życie w świecie tylko pozornie odległym od tego, w którym rządził antyczny Kreon, a o czym z pewnością wkrótce się przekonają.

Brawo! Brawo! Brawo! I tylko szkoda, że w Roku Kultury na premierę sezonu kwiaty „przyszły” same, a dyr. Jan Tomaszewicz dziękował za nie ze sceny nieobecnej władzy.

Tytuł oryginalny

Uniwersalna „Antygona” w gorzowskim teatrze

Źródło:

https://www.egorzowska.pl
Link do źródła

Autor:

Hanna Kaup

Data publikacji oryginału:

07.09.2025

Sprawdź także