„bedziesz ze mna chodzic ?” Ewy Platt w reż. autorki w ramach konkursu SzekspirOFF 30. Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku. Pisze Wiesław Kowalski.
Ewa Platt po raz kolejny sięga po Szekspira, ale podobnie jak w ubiegłorocznym „Poskromieniu złośnicy” nie traktuje klasycznego tekstu jako zamkniętego dzieła, które należy jedynie przełożyć na język sceny. Szekspir staje się dla niej raczej narzędziem rozpoznawania współczesności – sposobem przyglądania się relacjom, w których bliskość miesza się z dominacją, a potrzeba miłości coraz częściej ujawnia swoją destrukcyjną stronę. Najnowszy spektakl „bedziesz ze mna chodzic ?”, przygotowany na 30. Festiwal Szekspirowski, wpisuje się bardzo konsekwentnie w tę linię poszukiwań. Platt buduje własny teatr światów pękniętych, w których bohaterowie próbują się do siebie zbliżyć, ale język, którym się posługują, zamiast budować więź często odsłania samotność i bezradność.
Od czasu „Zbombardowanych” Sarah Kane reżyserka pozostaje zainteresowana sytuacjami, w których człowiek zostaje zamknięty we własnym doświadczeniu bólu, potrzeby obecności drugiego człowieka i niemożności stworzenia relacji opartej na bezpieczeństwie. W tamtym spektaklu była to prywatna przestrzeń emocjonalnego spustoszenia, w „Felunim” – rozpadający się świat pamięci i rodzinnych zależności, w którym rzeczywistość przestawała mieć jednoznaczne granice. „Poskromienie złośnicy” przyniosło analizę relacji, w której uczucie stopniowo odsłania mechanizmy kontroli. „bedziesz ze mna chodzic ?” wydaje się kolejnym etapem tej drogi – tym razem Platt przygląda się temu, jak pragnienie bycia kochanym może zostać wykorzystane przeciwko drugiej osobie, a odpowiedzialność za wyrządzoną krzywdę rozpływa się wśród gestów, wiadomości i spojrzeń świadków.
Inspiracje „Snem nocy letniej” i „Straconymi zachodami miłości” nie prowadzą Platt w stronę komediowej gry z motywem miłosnej pomyłki. Szekspirowski las – tradycyjnie miejsce przemiany, chaosu, ale też odzyskania równowagi – zostaje tutaj przepisany jako przestrzeń zawieszenia zasad. To miejsce, gdzie można przekroczyć granice, a później próbować unieważnić własne działania tłumaczeniem, że był to impuls, przypadek, chwilowa utrata kontroli. Magia Puka zostaje przeniesiona w realia współczesnych usprawiedliwień: „nie pamiętam”, „nie chciałem”, „to nie byłem prawdziwy ja”. Najbardziej interesujące jest jednak to, że Platt nie skupia się na samym akcie przemocy, ale na mechanizmie jej normalizowania.
W tym sensie „bedziesz ze mna chodzic ?” pozostaje blisko „Poskromienia złośnicy”. W poprzednim spektaklu reżyserka badała proces powolnego odbierania drugiej osobie autonomii, tutaj interesuje ją moment wcześniejszy – chwila, w której deklaracja uczucia może stać się początkiem zawłaszczenia i upokorzenia. Tytułowe pytanie brzmi niemal niewinnie, jak zdanie z pierwszego doświadczenia miłosnego. W świecie przedstawionym przez Platt kryje jednak napięcie między potrzebą akceptacji a lękiem przed odrzuceniem. Miłość nie jest już bezpiecznym schronieniem, lecz miejscem, w którym można zostać zranionym.
Jednym z ciekawszych rozwiązań formalnych spektaklu jest sposób włączenia widowni w proces oglądania. Latarki przekazane publiczności nie są jedynie atrakcyjnym pomysłem inscenizacyjnym, lecz wpisują się w szersze pytanie obecne w teatrze Platt: gdzie znajduje się granica między obserwowaniem a uczestnictwem. Widzowie sami decydują, które fragmenty scenicznej rzeczywistości zostaną wydobyte z ciemności. Otrzymują możliwość patrzenia, ale również możliwość pozostawienia czegoś poza zasięgiem wzroku. Spektakl nie pozwala więc przyjąć wygodnej pozycji kogoś całkowicie zewnętrznego wobec przedstawianego świata.
Równie istotną rolę odgrywa warstwa dźwiękowa – powracający motyw szczekającego psa, obecny także w innych realizacjach Platt. Nie jest on prostym symbolem ani komentarzem do wydarzeń, lecz elementem budującym niepokój i poczucie ciągłego naruszenia spokoju. Dźwięk przypomina o czymś, czego bohaterowie nie chcą lub nie potrafią nazwać. Staje się śladem obecności przemocy, która nie zawsze jest widoczna, ale pozostaje stale obecna w tle.
Największe wątpliwości budzi jednak aktorska realizacja spektaklu, przede wszystkim sposób prowadzenia postaci Heleny. Strategia Ewy Platt opiera się na pewnym wycofaniu, na pokazaniu bohaterów funkcjonujących jakby w stanie emocjonalnego odłączenia, jednak momentami powoduje to osłabienie scenicznego napięcia. Napisy pojawiające się podczas przedstawienia pełnią nie tylko funkcję dodatkowej warstwy narracyjnej, ale chwilami stają się koniecznym wsparciem dla odbioru tekstu. Bez nich wiele kwestii wypowiadanych przez bohaterkę pozostaje trudnych do uchwycenia – nie dlatego, że zostały celowo pozostawione w sferze niedopowiedzenia, lecz dlatego, że brakuje im wyrazistej pracy nad artykulacją i rytmem wypowiedzi. W spektaklu, którego jednym z głównych tematów jest kryzys komunikacji, głos powinien być szczególnie precyzyjnym narzędziem.
Podobny problem dotyczy Lizandra, którego konstrukcja aktorska nie daje postaci wystarczającej autonomii. Pozostaje on bardziej elementem układu, który reżyserka chce odsłonić, niż pełnowymiarowym bohaterem z własnym dramatem. Można oczywiście odczytać ten zabieg jako świadome pokazanie emocjonalnego wyjałowienia współczesnych relacji, ale brak mocniejszego napięcia między postaciami sprawia, że część scen traci swoją siłę.
Mimo tych zastrzeżeń „bedziesz ze mna chodzic ?” pozostaje ważnym ogniwem w twórczości Ewy Platt. Jej siłą nie jest nieustanne poszukiwanie nowych tematów czy efektownych rozwiązań formalnych, lecz konsekwentne budowanie własnego języka. Od kilku lat reżyserka powraca do podobnych pytań: czym jest bliskość, kiedy troska zamienia się w przemoc i dlaczego tak łatwo pozostajemy obojętni wobec krzywdy drugiej osoby.
Platt nie tworzy spektakli wygodnych ani łatwych do jednoznacznego zamknięcia. Jej bohaterowie pozostają uwięzieni w światach, które sami współtworzą – pełnych lęku, samotności i niemożności prawdziwego spotkania. „bedziesz ze mna chodzic ?” jest kolejną odsłoną tego teatru: wymagającego, niepokojącego, ale coraz bardziej rozpoznawalnego. Widać w nim artystkę, która nie podąża za pojedynczymi modami, lecz cierpliwie rozwija własną opowieść o relacjach, w których pragnienie bliskości zderza się z brakiem odpowiedzialności za własne gesty i wybory.