Logo
Recenzje

Tweets against holiness

1.11.2025, 11:59 Wersja do druku

„Un-packing” Mikity Iłynczyka w reż. Katarzyny Kalwat w Teatrze Dramatycznym im. Gustawa Holoubka w Warszawie we współpracy z Wrocławskim Teatrem Współczesnym. Pisze Szymon Białobrzeski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Karolina Jóźwiak / mat. teatru

Kilka lat temu rozmawiałem z wujem o świętych. Wuj wierzył w potrzebę upamiętniania wielkich czynów. Nawet św. Aleksy – tak abstrakcyjny dla współczesnego katolika – był dla niego symbolem wytrwałości w Bogu. Podziwiałem to, ale w tle słyszałem płacz żony świętego, tej, którą zostawił dzień po ślubie.

Dzięki Bogu Aleksy żył tak dawno, że nie musimy być kategoryczni. Inaczej wygląda sprawa z bohaterami narodowymi, którzy budowali III Rzeczpospolitą zaledwie chwilę temu.
Dlatego bardzo cieszę się, że największą siłą spektaklu Un-packing jest konfrontacja z lokalnymi „świętymi” – zarówno burżuazyjnej „lewicy”, jak i zawistnej „prawicy”.

Kalwat wprowadza na scenę groteskową prezenterkę telewizyjną, warszawską polityczkę lewicową, cynicznego reprezentanta generacji Z, sfrustrowanego kamerzystę i konserwatywnego mieszkańca Podlasia. Każdy z nich reprezentuje inną wizję polskości, ale wszyscy egzystują w tej samej rzeczywistości – przesyconej politycznym i społecznym lękiem. Kiedy pojawiają się białoruscy imigranci, ideowe deklaracje bohaterów zderzają się z ich realnym stosunkiem do „obcego”. Nad wszystkim unosi się historia – konkretnie masowe zbrodnie Polaków na społeczności prawosławnej. Polskie „świętości” zderzają się z winami przeszłości.

Najmocniejsze są sceny, gdy głos otrzymują ci, których dotknęła tragedia – aktorzy umiejętnie balansują na granicy aktorstwa i performansu, uwypuklając własną perspektywę. Warto szczególnie podkreślić fragment, w którym sfrustrowany Autor, grany przez Kiryła Mashekę, recytuje wszystkie białoruskie określenia smutku. To moment odsłonięcia bólu wpisanego w naród – moment wstrząsający. Nie mniej przejmujące jest oglądanie symulowanego najazdu na prawosławną chatę – zderzenie podlaskiej buty z białoruskim milczeniem uderza w widownię, a Mariusz Drężek dopełnia tę scenę znakomitym aktorstwem.

Wbrew pozorom, wątek białoruski nie jest jednak osią spektaklu. Jego moc ginie w „twitterowej otoczce”, jednozdaniowych gagach uderzających w środowiska polityczne i medialne. Tak, partie lewicowe bywają bliższe zamożnym liberałom niż ludziom pracy, dziennikarstwo ociera się o interesowność i egocentryzm, a polubienia w mediach są dziś walutą polityczną – czy wręcz wojenną. Ale czy naprawdę trzeba powtarzać nagłówki z gazet? Czy naprawdę potrzebna nam kolejna porcja powierzchownego dydaktyzmu?

Wystarczy wyjrzeć za okno – rzeczywistość stała się tak karykaturalna, że nie wymaga już populistycznej satyry, a jedynie czujnej obserwacji. Tej spektaklowi brakuje – nawet mimo pojedynczych zabaw technicznych, które próbują w kreatywny sposób pokazać dualizm między światem mediów a rzeczywistością. Szkoda.

To polski „Eddington” – dzieło zrealizowane z dużym rozmachem i jeszcze większymi ambicjami, chętne rozwiązać zagadki współczesności, ogarnąć chaos i zamknąć go w kartonowym pudełku. To zgubne ambicje. Kalwat znacznie lepiej radzi sobie z otwieraniem tego, co latami było przemilczane – z rozliczaniem historycznych traum – niż z próbą uchwycenia lękliwej teraźniejszości.

Tytuł oryginalny

Tweets against holiness

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Szymon Białobrzeski

Data publikacji oryginału:

01.10.2025

Sprawdź także