Jubilatka pochodzi z Żar. Scena stała się dla niej ratunkiem przed miernymi ocenami z języka rosyjskiego. Do łódzkiej „Filmówki” zdawała jednak nie z przekonania, a dlatego, że w klasie maturalnej wszyscy jej przyjaciele tak robili. – Ja jak ten przysłowiowy Cygan, który dla towarzystwa dał się powiesić, poszłam w ich ślady. Nikt się z nas nie dostał, ja doszłam do trzeciego etapu – opowiadała mi kiedyś.
Zamiast przysiąść do nauki…
Zamiast do „Filmówki” zaczęła studiować pedagogikę kulturalno-oświatową w Zielone Górze. Zamiast się uczyć, wpadła w wir artystyczny. Trafiłam do chóru, z którym jeździłam z tournée m.in. po Francji. – Dla mnie był to zupełnie nowy świat. Gdy wracaliśmy, zamiast przysiąść do nauki, wolałam iść do Studenckiego Klubu „Gęba” (stamtąd wywodzi się np. zespół Raz Dwa Trzy). Od czasu do czasu szłam na zajęcia i mimo wszystko nieźle mi szło. Taki stan trwał dwa lata, ale potem stwierdziłam, że muszę iść do szkoły, w której będę się tylko uczyć, a nie robić wszystko inne – wspominała.
A że talent wokalny był jej wizytówką postawiła na Studium Wokalno-Aktorskie im. Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Jeszcze jako studentka zagrała w takich musicalach jak „Skrzypek na dachu” czy „Nędznicy”, a także w spektaklach wyreżyserowanych prze Jerzego Stuhra i Macieja Wojtyszkę.
Wysokie, złote schody
Na ostatnim roku studiów przy okazji kręcenia serialu „Boża podszewka” Izabelli Cywińskiej Chołuj spotkała Henryka Talara, ówczesnego dyrektora Teatru im. Adama Mickiewicza. On szybko zaproponował jej etat. Jeszcze będąc studentką, dostała angaż i trafiła do Częstochowy. Był 16 lutego 1996 r. Do zespołu dołączyła już w trakcie sezonu. Zaczęła rolą w spektaklu „Usta przewrotne” z Emilią Krakowską w roli głównej. – Henryk Talar stawiał mi ciekawe wyzwania. Nie każdy młody aktor może od razu dostać monodram, rolę Antygony albo możliwość zagrania z Emilią Krakowską. Niektórzy muszą nosić tzw. halabardy, pół roku, rok, a nawet dłużej. Ja nigdy nie stałam z halabardą. Henryk Talar stawiał przede mną wysokie, złote schody, żebym miała po czym się wspinać – mówiła.
W pierwszym roku w „Mickiewiczu” dostała rolę Basi w „Pamiętniku narkomanki” (według książki Barbary Rosiek). Zagrała ją – jak wylicza – ponad 200 razy (czasem i trzy razy dziennie). – Ten niezwykle trudny tekst kosztował mnie bardzo dużo. Mało tego – choć może wydawać się to śmieszne, gdy co chwilę powtarzasz w pierwszej osobie, do upadłego jestem chora, bolą mnie kości, mam brzydką cerę - zaczyna się to dziać! Nie chciałabym już wrócić do tych emocji – zaznacza.
Trud ten doceniła nie tylko publiczność (na ten tytuł tłumnie przychodziła zwłaszcza młodzież), bo ta kreacja przyniosła jej nominację do Złotej Maski.
Śniło mi się, że gram
Uwielbiała grać za to w „Antygonie” w reżyserii Tadeusza Kijańskiego (premiera w 1997 r.). – Z kosmiczną scenografią, kostiumami jak z „Matriksa", choć wtedy nikt nie wiedział jeszcze o tym filmie. To był niesamowity spektakl, w którym śpiewałam piosenki O.N.A. „Antygonę" zagraliśmy tylko kilkanaście razy. To straszne uczucie, gdy aktor nie może wygrać się, po nocach śniło mi się, że gram. Młodzież wstawała i klaskała jak na koncercie, potem przychodziła do nas i mówiła, że od tej pory będzie chodziła nie do kina, a do teatru. Wiem, że jak aktor napracuje się nad rolą, to musi ją zagrać co najmniej 50 razy, żeby to poczuć, żeby się tym nawet znudzić – opowiadała, gdy rozmawiałyśmy przy okazji jej „20-stki”.
Końcówka lat 90. przynosiła jej szereg artystycznych możliwości. Razem z „Moralnością pani Dulskiej” (z Krakowską w roli tytułowej) jako Hanka pojechała do Chicago (tam udało jej się zagubić, przeżyć sporo przygód, ale to już osobna opowieść). Reżyserem tego spektaklu był wielki Ignacy Gogolewski, ale nie tylko z nim miała przyjemność wówczas współpracować. W Częstochowie reżyserowali wtedy m.in. Adam Hanuszkiewicz, Wojciech Pokora, Marek Mokrowiecki, Krystyna Janda czy Jerzy Bończak.
Śpiewając Cave’a
Iwona Chołuj występowała również w realizacjach, które wyszły spod ręki następcy Talara na stanowisku dyrektora – Marka Perepeczki. Szczególnie polubiła Anielę z „Dam i huzarów” według Aleksandra Fredry (to tam kochała się w bohaterze granym przez Adama Hutyrę, zresztą sceniczną parą byli razem wielokrotnie).
Za czasów „Perepeczki” sama zajęła się też reżyserią – wspólnie z Arkadiuszem Głogowskim. I to „Ballad morderców”. Wszystko w ramach tzw. sceny inicjatyw, powołanej przez szefa teatru.
– Każdy mógł zgłosić swoje propozycje. Już sam tytuł go przeraził. Powiedzieliśmy: Panie dyrektorze, my pana zabierzemy do Wrocławia, gdzie grają ten spektakl. Zgodził się. Wsadził nas do tej swojej słynnej czerwonej hondy. Sam był postawnym człowiekiem, Arek jest bardzo wysoki, więc z tyłu nie było dla mnie w ogóle miejsca. Tak pół siedziałam, pół leżałam z nogami na szybie. Ale dojechaliśmy do Wrocławia. Wchodzimy do teatru i okazuje się, że spektakl odwołano z powodu choroby aktorki. Mimo to dyrektor się zgodził, tak nieco w ciemno – mówiła.
Spektakl wypełniony piosenkami Nicka Cave’a, grany z udziałem zespołu Jura, do dziś wspominany jest przez częstochowską publiczność. W ubiegłym roku, przy okazji Festiwalu Kultury Alternatywnej eFKA Iwona Chołuj wróciła do piosenek, które legendarny bard nagrał z The Bad Seeds. Nie ukrywała przy tym, że chętnie reaktywowałaby ten tytuł. I wiem, że nie tylko ja chciałabym go zobaczyć.
Scenariusz dla…
Z Arkadiuszem Głogowskim (i Robertem Rutkowskim zresztą również) artystka spotkała się też w „Scenariuszu dla trzech aktorów” Bogusława Schaeffera w reżyserii Bogusława Semotiuka. I nazwiska obu Bogusławów są ważne dla drogi zawodowej Iwony Chołuj. Wkrótce w warszawskim Teatrze Syrena zaczęła występować (jako Pie) w „Scenariuszu dla trzech aktorek”. Razem z Anną Modrzejewską (Dru) i Dorotą Gorjainow (Cze) gra w nim do tej pory.
Sukces tego spektaklu to jedno, ale w Częstochowie aktorka też nie narzekała na nudę. Początek XXI w. to role choćby w „Iwonie, księżniczce Burgunda”, „Pamięci wody”, „Pod niebem Paryża”, „Lękach porannych”, „Opowieściach Gargantuicznych”, „Kramie z piosenkami” czy „Walentynkach” (za rolę młodej Katii również nominowano ją do Złotej Maski). W podobnym czasie rozpoczęła również współpracę z Gabrielem Gietzkym, którą szczególnie sobie ceniła. Zagrała w jego „Ożenku”, „Wariacjach bernhardowskich”, „Igraszkach z diabłem”, „Być jak Kazimierz Deyna”, a ostatnio - w „Karierze Nikodema Dyzmy” (gdzie gra Minister Jaszuńską, to taka innowacja wobec tego, co przed laty napisał Tadeusz Dołęga-Mostowicz).
Ona zagra nawet i Mur!
Ważnym dla jej drogi zawodowej było także spotkanie z innym wizjonerem teatru - Andre Hübnerem-Ochodlo. Była więc Maszą w „Wilkach”, Elą w „Do dna”, Larysą w „Procy” i Kat w „Fałszu” (to rola uhonorowana Nagrodą Teatralną Prezydenta Miasta Częstochowy). I choć były to role bardzo poruszające, aktorka lubi nie tylko wzruszać, ale i bawić. Także najmłodszych, o czym mogli się przekonać widzowie „Gałganiarza i Patyczka”, „Trzech świnek”, „Roszpunki”, „Czerwonego Kapturka”, a dziś przede wszystkim „Niesamowitych przygód skarpetek”.
A co ze śpiewaniem? Chołuj jest do tego stworzona. Robi to regularnie, zarówno w bardziej kameralnych recitalach, kabaretach (współtworzy Fabrykę Humoru), koncertach okolicznościowych, jak i dużych spektaklach muzycznych. Śpiewała m.in. w „Hemarze w chmurach. Kabaret”, „Pożarze w sercu”, „Skandalu w rodzinie”, ale też „Uroku likwidacji” i w „Zemście” (bo Iwona potrafi zagrać nawet Mur, a właściwie „l'amour”) oraz w najnowszym spektaklu częstochowskiego teatru – „W rytmie pomyłek. Kabarecie muzycznym”.
Obecnie jubilatka przygotowuje się do kolejnej premiery w „Mickiewiczu”, czyli spektaklu „Medea” Eurypidesa w adaptacji i reżyserii Adama Nalepy (wciela się w IO).
Impro i nie tylko
Aktorka współtworzy też nową Grupę Impro TAdaM!, która zadebiutowała w „Mickiewiczu” - z powodzeniem i przy pełnej sali – na początku lutego, a kolejny pokaz planuje 19 marca.
Iwona Chołuj szuka wyzwań także poza macierzystą instytucją. Od pięciu lat współpracuje z Teatrem Nowym w Częstochowie (można ją tam oglądać w „Cebuli”, „Umrzeć ze śmiechu” i „PorozmawiajMy o…”). Natomiast jesienią 2025 r. dołączyła do obsady jednej z najbardziej kultowych komedii teatralnych w Polsce – „Klimakterium i już”. Twórczyni tego hitu Elżbieta Jodłowska powierzyła jej rolę Krychy, którą przed laty grała sama Krystyna Sienkiewicz. Aktorka odwiedziła już z tym uwielbianym przez publiczność spektaklem różne miejsca Polski, wystąpiła także w swoim mieście, którym nazywa Częstochowę (i ten debiut z „Klimakterium i już” okazał się bardzo udany).
Ale wspomnijmy jeszcze o kinie i telewizji, bo na wspomnianej „Bożej Podszewce” ta przygoda z ekranem się nie zakończyła. Chołuj zagrała bowiem w „Darmozjadzie polskim”, ale też np. „Klanie”, „Na Wspólnej”, „Pierwszej miłości”, „Galerii”, „Na dobre i na złe”, „Ojcu Mateuszu” czy „Leśniczówce”.
Pora na jubileusz
Sporo jak na „30-stkę”, prawda? A jubileusz uczci w Walentynki, w sobotę, 14 lutego o godz. 20.00. Będzie Agnieszką z „W rytmie pomyłek” (i założy m.in. strój pszczółki Mai). Tytuł ten grany będzie również dzień później o godz. 16.00 i 19.30 (a także 6 marca – tuż przed urodzinami jubilatki).
W lutym aktorka wystąpi też przed najmłodszymi widzami „Niesamowitych przygód skarpetek”, a w marcu w „Karierze Nikodema Dyzmy” oraz wspomnianej premierowej „Medei".