Mediolan czeka. Podróżnych dojeżdżających do czołowej stacji Milano Centrale wita baner promujący nadchodzące zawody. Wzdłuż Via Manzoni, od samej bramy Porta Nuova, rozwieszone są napisy odwołujące się do haseł związanych z wydarzeniem. Wśród nich znajdziemy określenia „determinacja” i „integracja”. Na oddalonym daleko od centrum San Siro nie ma tym razem przygotowań do kolejnego meczu Inter Mediolan bądź AC Milan. Na stadionie „Stadio Giuseppego Meazzy” trwają próby do wielkiego spektaklu – ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich.
Innego rodzaju przedstawienia wystawiane są na scenach Piccolo Teatro di Milano. Założona w 1947 roku scena była pierwszym w kraju stałym teatrem repertuarowym finansowanym ze środków publicznych. Priorytetem programowym instytucji było stworzenie „teatru artystycznego dla wszystkich”, przez co rozumiano przede wszystkim nacisk na precyzyjny dobór repertuaru, bez ukierunkowania na zysk finansowy. Jednym z fundamentów tego myślenia była demokratyzacja publiczności, osiągnięta dzięki niskim cenom biletów. Te i inne cele ogłoszono na łamach nieistniejącego już czasopisma „Il Politecnico”.
Wśród założycieli Piccolo Teatro znaleźli się m.in. Paolo Grassi oraz doskonale znany nad Wisłą Giorgio Strehler, od którego nazwiska nazwano największą z trzech scen mediolańskiej placówki. W trakcie kilkudziesięciu lat swojego istnienia instytucja prezentowała głośne inscenizacje klasyki i dramaturgii współczesnej, stając się teatrem o międzynarodowej renomie, na co wskazuje posiadany od 1991 roku status Teatru Europy.
Zorientowanie na teksty współczesne widoczne jest w przedstawieniu „First Love”, wystawionym na deskach Teatro Studio Melato. Jest to eksperymentalna scena, której patronką została pochodząca z Mediolanu wybitna włoska aktorka Mariangela Melato, absolwentka tutejszej szkoły teatralnej.
Scenografię tworzy lśniąca, biała podłoga baletowa. Tył sceny wypełnia równie alabastrowy, rozłożysty horyzont. W tej ograniczonej do minimum przestrzeni swoją opowieść snuje Marco D’Agostin – tancerz i choreograf, który odbywał szkolenia u Nigela Charnocka i Yasmeen Godder. „First Love” jest efektem jego młodzieńczej fascynacji biegaczką narciarską Stefanią Belmondo, która w 2002 roku w Salt Lake City została mistrzynią olimpijską w biegu na 15 kilometrów. Po latach D’Agostin powrócił do tej historii, tworząc oparty na intensywnym ruchu performans.
Tematem „First Love” jest pamięć ożywiana za pomocą choreografii. Nieprzypadkowo przed wejściem każdy widz otrzymuje kolorową kopertę, w której znajduje stare zdjęcia Marco, przypinka czy naklejka. Sentymentalny charakter podkreśla dodatkowo odtworzenie piosenki Adele pod tym samym co spektakl tytułem. Tancerz powraca do relacji komentatora Franca Bragany i w trakcie ponad czterdziestominutowego występu odtwarza rajd Belmondo – rajd, w którym wcale nie była faworytką, wyraźnie ustępując koleżankom z kadry czy Rosjankom. D’Agostin rekonstruuje charakterystyczny ruch jazdy stylem łyżwowym, sprawdzając możliwości swojego ciała. Relacjonuje zmiany pozycji poszczególnych zawodniczek aż do szczęśliwego dla swojej idolki finału.
Taniec łączy się tu ze sportem, aktorstwo z życiem – „First Love” jest rodzajem zapisu przeżycia tu i teraz, przywołaniem przeszłości, a zarazem próbą zmierzenia się z młodzieńczymi wspomnieniami i pasją narciarską. Zachowuje przy tym intymność opowieści, co wyraźnie koresponduje z innymi przedstawieniami artysty: „Best Regards” czy „Gli anni”. D’Agostin kończy spektakl totalnie wyczerpany. Jego sukcesem jest jednak przywołanie na te kilkadziesiąt minut żywych emocji, okupionych ciężkim fizycznym wysiłkiem.
Naprzeciwko Studio Melato znajduje się największa scena Piccolo Teatro – Teatro Strehler. Na jej deskach odbył się pokaz „Slava’s Snowshow”. Spektakl miał premierę w 1993 roku i od tego czasu był grany tysiące razy na całym świecie – od Meksyku po Koreę. Jego twórca, Slava Polunin, jest mistrzem pantomimy, chętnie odwołującym się do tradycji Marcela Marceau czy Charlie Chaplina.
Główną oś przedstawienia tworzą perypetie Asisyai’a – melancholijnego, lirycznego klauna poszukującego swojego miejsca w życiu, inspirowanego smutnym błaznem Leonida Engibarova. Ubrany jest w charakterystyczny żółty skafander, ma wielki czerwony nos, równie jaskrawą perukę i mocny makijaż. Wchodzi w interakcje z innymi klaunami, kontrastowo odzianymi w zielone kombinezony, przypominające skrzydła czapki i długie, na kształt nart, buty.
„Slava’s Snowshow” przypomina wejście w oniryczny, baśniowy świat, w którym wszystko może się zdarzyć. Twórcy zapraszają widzów w szaloną podróż, w której każda scena stanowi osobną perełkę. Asisyai szuka przyjaciół i ich odrzuca. Uczy się od innych i ich poucza. Próbuje znów rozbawić innych, a zarazem bawić się życiem. Artyści sięgają po techniki pantomimy i zabiegi rodem z aren cyrkowych, wypełniając przestrzeń sceniczną świetnie wygranymi napięciami i sytuacjami.
Scenografia prezentuje świat pogrążony w śniegu, który za chwilę zmienia się w pryskające, niczym kolejne życiowe marzenia, bańki mydlane. Potężne zastawki okalające przestrzeń gry współgrają z aktorami, w jednej ze scen zamieniając się w falujący lodowiec. Poszczególne sekwencje budowane są na paradoksach, a komizm współgra z melancholią. Z jednej strony mamy finezyjną i zabawną choreografię do „Blue Canary”, z drugiej – piękną i smutną scenę pożegnania Asisyaia z… własnym płaszczem. W oprawie muzycznej Maurice Ravel i Ludwig van Beethoven łączą się z motywem z The Blues Brothers, co dodatkowo podkreśla podstawową zasadę konstrukcyjną spektaklu – paradoks, osobiście nazywany przez Slavę „ekspresyjnym idiotyzmem”.
„Slava’s Snowshow” to spektakl wybitny, stawiający na czystą teatralność i bezpretensjonalną sceniczną energię, wreszcie – na piękną teatralną magię, która w tym przypadku w żadnym razie nie jest wyświechtanym marketingowym sloganem. Żywe w przedstawieniu inspiracje rodem z commedii dell’arte wybrzmiewają wyjątkowo mocno w teatrze, na którego deskach odbyła się legendarna inscenizacja „Sługi dwóch panów” w reżyserii Strehlera. Choć sam Polunin nie występuje już na scenie z racji wieku, jego zespół znakomicie dźwiga formułę wymyśloną przez mistrza. To widowisko zachowujące idealny balans między treścią a formą, opowiadające o człowieku pełnym tęsknoty za własnym dzieciństwem oraz pragnącym miłości i towarzystwa, osadzone w zaskakującej konwencji wielkiego show.
Tymczasem na ulicach stolicy Lombardii trwa wciąż spektakl wielkiej metropolii, witającej gości i turystów z całego świata. Trwa piękny, pędzący Mediolan.