„Wyobraźnia” Julii Szmyt w reż. autorki z Teatru Lalka w Warszawie na 58. Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Kontrapunkt. Pisze Daniel Źródlewski na blogu Teksty Źródłowe.
Dostałem „żurawia szczęścia”! Wspaniale! Szkoda, że nie ma go także Donald Trump, Владимир Владимирович Путин, 习近平, 김정은 albo בנימין נתניהו. Gdyby mieli, to oznaczałoby, że obejrzeli „Wyobraźnię” według tekstu i w reżyserii Julii Szmyt. A gdyby obejrzeli, to wizja ich „nowych wspaniałych światów” byłaby odległa od tego co możemy obecnie z trwogą obserwować. Gdyby posłuchali bohaterów spektaklu stołecznego Teatru Lalka, to Aldous Huxley pośmiertnie (sic!) musiałby napisać kolejną erratę* do dzieła swojego życia. Tylko wtedy ów „Nowy Wspaniały Świat” byłby naprawdę WSPANIAŁY!
* Huxley po II wojnie światowej napisał osobliwy i osobisty esej „Nowy wspaniały świat 30 lat później. Raport rozbieżności”, będący zgodnie z tytułem krytyczną polemiką z własnym wcześniejszym dziełem.
Huxley’owskie albo Orwell’owskie tworzenie nowych porządków świata jak topór wisiało nad spektaklem „Wyobraźnia”, o zgrozo (sic!) adresowanego do dzieci od 4 roku życia. Albo na szczęście! Wrażliwość, wiedza i spryt Julii Szmyt, autorki tekstu i jednocześnie reżyserki spektaklu, pozwoliły na stworzenie mądrego i niesłychanie czułego poematu. Obok SŁOWA i OBRAZU, głównym bohaterem jej pracy jest oczywiście tytułowa WYOBRAŹNIA, ale także EMPATIA. Szmyt udało się wyjaśnić czym jest to podstawowe, lecz trudne do jednoznacznego uchwycenia, pojęcie. Mało tego, wyjaśniła to kilkuletnim dzieciakom! Zrozumieli? Ich absolutnie rozczulające zachowania w interakcyjnych scenach są na to niezbitym dowodem. Dla nich ten spektakl jest o czymś zupełnie innym, choć w przyszłości będzie mógł procentować dobrymi, EMPATYCZNYMI postawami. Kto wie czy na widowni nie siedzieli albo nie zasiądą przyszli Wielcy Tego Świata.
Wszyscy twórcy sztuki dla dzieci starają się w swoich dziełach przemycać „dorosłe” treści albo ukryte (sic!) przesłania. To by troszkę podkręcić swoje ego, albo by dać „pożywkę” rodzicom zazwyczaj towarzyszącym dzieciom. Tym razem zobaczyłem coś tak absolutnie szczerego i prawdziwego, że opadła mi tzw. (przysłowiowa) kopara. Albo inaczej: mi na tym spektaklu, choć mocno zawyżałem oczekiwany wiek adresatów, było po prostu dobrze. Kurczę, jak ja bym chciał, żyć w świecie pełnym empatii, zrozumienia, szacunku, w którym jeszcze tytułowa wyobraźnia jest tak ważna, poważna i… poważana (!).
Spektakl zaczyna się od… niczego. Dosłownie. Bo cały dotychczasowy świat zniknął. Nie ma nic. I tu chcąc nie chcąc muszę sięgnąć do tekstu Starego Testamentu, ale chcę ten cytat potraktować świecko. Proszę mnie źle nie zrozumieć, lecz nie ma potrzeby mieszać jakiekolwiek religii ani w ten tekst, ani w ten spektakl. Zresztą omawiane treści są na tyle uniwersalne, że z łatwością zmieszczą się w każdym światopoglądzie albo religijnym uniwersum. Tym cytatem jest oczywiście: „na początku było SŁOWO”. W Biblii z tego SŁOWA powstało wszystko, bo SŁOWEM okazał się sam Bóg. W „Wyobraźni” do stworzenia nowego świata zaproszony jest jeszcze OBRAZ. To drugi bohater opowieści Julii Szmyt.
Dalej nie ma nic, co by sugerowało jakakolwiek religię albo doktryny, któregoś z wyznań. Chociaż dobro i szczęście są podwalina każdego z wierzeń.
Poznajemy personifikacje SŁOWA i OBRAZU. SŁOWO jest oczywiście rozgadany, przemądrzały, a wizualnie przypomina plansze do Scrabble albo krzyżówkę. Nie sposób nie uciakać do skojarzeń z typograficznymi pracami Stanisława Dróżdża, ale pytanie czy to nie powinno być już domeną drugiego z bohaterów? No właśnie OBRAZ. Ta jest niema (przynajmniej na początku), a jej atrybutem jest pokaźna kryza, znana z wielkich dzieł Rembrandta, tylko w formie kusej spódniczki, a nie kołnierza. Tak, to nie błąd OBRAZ jest tu rodzaju żeńskiego.
Pierwsze kilkanaście minut spektaklu zajmuje ustalenie co się w ogóle stało. Dlaczego świat zniknął. Znakomite są te sceny, w których SŁOWO i OBRAZ próbują nie tylko się poznać, ale przede wszystkim ogarnąć problem. Gdy OBRAZ ilustruje jakieś zjawisko, SŁOWO je nazywa. A czyni to fachowym językiem, będącym kontrapunktem do pozawerbalnego, prostego (nainwego?) określenia go przez OBRAZ. Pyszne!
Świetny jest pierwszy konflikt i pytanie o ważność i sprawczość SŁOWA i OBRAZU. Rozczulająca jest teoria białych plam na mapie, które znikają, bo gdy są poznane to przestają być białymi plamami. Ot poznawcze błędne koło… Szczerze bawiły gry słowne, także te wykorzystujące popularne motywy. Najwyrazistszym była „rywalizacja” greckiej Bogini Zwycięstwa z marką odzieży i butów sportowych. Tak, tak… mowa o Nike. Celne!
Jeszcze ciekawiej się robi, gdy bohaterowie odkrywają, że istotą świata jest… WYOBRAŹNIA. Próby jej określenia i wyjaśnienia młodym widzom są nie tylko urzekające, ale przede wszystkim mądre. Kilka scen później okaże się, że świat to zbiór takich osobistych WYOBRAŹNI, ale połączonych ze sobą dzięki mocy EMPATII. Być może powyższe brzmi dość zawile, ale proszę mi wierzyć aktorzy opowiadają o tym dzieciakom w taki sposób, że najtrudniejsze pojęcia okazują się przystępne. Służą temu interakcje z młodymi widzami, których głos ma z kolei wpływ na kształt spektaklu. Mało tego, by wyjaśnić pewne psychologiczne aspekty związane z wyobraźnią twórcy spektaklu przemycają wiele praktycznych i ważnych informacji. Mówią o WYOBRAŹNI nie tylko w kontekście fantastycznym czy bajkowym, ale przede wszystkim bardzo pragmatycznym. Przecież by bezpiecznie przejść przez pasy na jezdni, trzeba użyć wyobraźni, prawda? Patrzenie w telefon może być groźne. Jeszcze bardziej sugestywne było wyjaśnienie ekologicznej katastrofy i roli w niej pojedynczego człowieka – co się wydarzy jeśli milion ludzi na świecie wyrzuci na ziemię papierek po cukierku? Tak! Trzeba mieć WYOBRAŹNIĘ, czyli umieć przewidzieć skutki swoich czynów! Brawo!
Proces tworzenia „nowego wspaniałego świata” bardzo szybko pozwolił wydobyć z bohaterów także złe cechy albo POKUSY. Rządza władzy, dominacji i zysku okazuje się ludzką naturą. Zespół „Wyobraźni” wspaniale poradził sobie z obnażeniem tego mechanizmu i sprowadzaniu żądnych władzy na margines. Zadziałała także wspomniana EMPATIA, bo w scenie, gdy młodzi widzowie mogli „ukarać” takie zapędy szybko pojawiła się refleksja i próba zatrzymania procesu karnego przez jedną z młodych widzek („Przestańcie już!”). To bardzo ciekawe doświadczenie, daleko wykraczające po za świat teatru. Tak samo ważne są kolejne rozmowy z dzieciakami i próba wyciągnięcia od nich ich POV na temat starego świata i nowego, tego tworzonego w strukturach przedstawienia. Tu raz jeszcze żałuję, że tzw. wielcy decydenci nie mogą usłyszeć tych dzieciaków, by sprostać ich oczekiwaniom i marzeniom. Ciekawym byłaby także obserwacja tych reakcji przez dziecięcych psychologów. To gotowy materiał badawczy niemożliwy do powtórzenia w innych warunkach czy sytuacjach. Chciałbym żyć w takim na nowo wymyślonym beztroskim świecie… Ale! Szmyt by nie stworzyć niemożliwej idylli, wprowadza weń także negatywne pojęcia, wskazując na ich bardzo ważną rolę. Doświadczamy szczęścia, piękna, dobra, ale tylko pod warunkiem, że znamy ich kontrapunkty.
Autorka i reżyserka przedstawienia znalazła niezwykłe porozumienie ze swoimi aktorami. Zaufanie jakim się wzajemnie obdarzyli musiało być absolutnie bezgraniczne. To czuć w każdej sekwencji, w każdej scenie, w każdym geście. To trudna do określenia czy nazwania (sic!) synergia intencji. Także tych teatralnych, bo formalność „Wyobraźni” jest kluczem do jej zrozumienia. Swoboda i lekkość wszystkiego co się wydarza na scenie jest dowodem na owe zespolenie. Należy jeszcze dodać do tego szczerość i... EMPATIĘ oraz WYOBRAŹNIE! To pełny obraz tego niezwykłego spektaklu. Serio, nie trzeba więcej dywagować, dopowiadać czy analizować. Andrzej Perzyna (Słowo) oraz Olga Ryl-Krystianowska (Obraz) stworzyli kreacje wręcz brawurowe. Powyższe pozwoliło im nie tylko na spełnienie aktorskie, ale ewidentną radość tworzenia i udziału w tym przedstawieniu. Brylant!
Scenografia oraz kostiumy Ewy Gdowiok to klejnot o tożsamej wartości. Po pierwsze udało jej się pokazać coś czego teoretycznie nie ma… Jej zadaniem było przecież zilustrowanie świata, który zniknął. Udało jej się to znakomicie. To transparentna biel, którą można dowolnie „barwić” światłami oraz najważniejsze – sięgnięcie po sztukę orgiami. Ta stara japońska technika składnia papieru to cicha praktyka uważności, przemiany i harmonii. W jej tle pobrzmiewają idee zaczerpnięte z buddyjskiej filozofii, gdzie prostota i skupienie są drogą do głębszego rozumienia świata. Papier w origami to czysta, niezapisana forma — coś na kształt „pustki”, a każde zgięcie jest decyzją, śladem działania, ale też ograniczeniem: raz wykonany ruch zmienia wszystko, co nastąpi później. „Wyobraźnia” tworzy swój nowy wspaniały świat właśnie metodą origami.
Całość subtelnie dopełnia muzyka oraz dźwięki mooryca (Maurycego Zimmermanna).
W finale przedstawienia każdy z widzów otrzymuje w prezencie malutkiego „żurawia szczęścia” wykonanego techniką origami. Możemy go oczywiście zabrać do domu. Jednak wyniosłem z „Wyobraźni” coś znacznie cenniejszego niż papierowy amulet. To nadzieja, że „Nowy Wspaniały Świat” można budować inaczej. Pod jednym warunkiem, że dzisiejsze dzieciaki, do których będzie należą przyszłość poznają siłę WYOBRAŹNI i EMPATII. A by tak się stało, to nasza, dorosłych, rola albo wręcz misja.