Dziesiąty dzień XX Międzynarodowego Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek „Anima” w Olsztynie. Pisze Zuzanna Kluszczyńska.
Największy atut spektakli ulicznych jest też ich najtrudniejszym elementem. Granie w przestrzeni miejskiej, bez limitu miejsc i biletów, wyciąga teatr do widza i pozwala na spotkania z tymi, którzy może inaczej nie mieliby do tego okazji. Jednakże zbudowanie publiczności w takich nie oczywistych miejscach jest dodatkowym zadaniem spoczywającym na twórcach. Zaangażowanie widowni pośród życia miasta i zatrzymanie przypadkowych przechodniów wymaga odpowiedniego podejścia i pracy.
Podczas spektaklu Zieleń nie zieleń, Hanna Banasiak, aktorka Olsztyńskiego Teatru Lalek wykonała to zadanie znakomicie. Przedstawienie rozpoczęła wchodząc w tłum czekających na spektakl dzieci, a podczas niego często angażowała je, jak i ich rodziców. Dzięki interakcji z widownią, a nawet służbami miejskimi, udało się utrzymać uwagę młodszej i starszej publiczności. Na korzyść działała również kolorowa, przyciągająca wzrok scenografia oraz nie za małe lalki, także w żywych kolorach. Należy również docenić zaplecze techniczne. Wszystko było dobrze i wyraźnie słychać, co umożliwiało zaangażowanie w historię nawet tym, który stali daleko od sceny.
Historia małego skrzata Bimbamburka, który ucieka przed strasznym Rambolinim, pragnącym zabrać tylko dla siebie wszystko, co jest zielone, czyli w jego ulubionym kolorze, jest zabawną opowieścią, wypełnioną piosenkami. Oprócz śmiechu, autorki przedstawienia mówią o tym, że warto dzielić się tym co lubimy, bo dzięki temu świat może być dla każdego piękny i różnorodny, tak jak tęcza na niebie. Prostota tego przesłania doradza młodym widzom pewne zachowania, a przy tym jest przystępna dla wielu grup wiekowych oraz, mimo wielu innych bodźców wokół letniej sceny, jest zrozumiała.
Ale największym komplementem będzie nie moje zdanie, a to, jak reagowały dzieci. Odważnie podchodziły pod samą scenę, odpowiadały głośno na pytania, śmiały się, dziwiły i żywo reagowały na każdy postęp historii. Spektakl więc stał się świetnym elementem miejskiego krajobrazu, ubarwiając na chwilę, dla mieszkańców pewnie czasem monotonne, życie starówki.
Myślę, że to też jest ważna rola festiwalu. ANIMA nie tylko pozwala spotkać się osobom „z branży” a ożywia codzienne przestrzenie. Zapewnia coś nie tylko gościom festiwalu, ale też tym, którzy mieszkają tu na co dzień. ANIMA jest w przestrzeni centrum miasta widoczna, nie tylko dzięki uśmiechającym się plakatom, oraz torbom i przypinkom ale zapraszaniu najmłodszych do świata teatru.
Piszę i patrzę na wodę. Dzisiaj pojechałam po raz pierwszy nad olsztyńskie jezioro. Jako osoba z miasta bez większego dostępu do wody (pomimo mylącej nazwy) doceniam luksusy połączenia przeżyć estetycznych natury wodnej jak i teatralnej i ładuje baterie na ostatni festiwalowy, nieco przedłużony, weekend.
Do zobaczenia!