03.11.2020, 14:53 Wersja do druku

Teatr w czasach zarazy, czyli wyznania nałogowca

Nie ukrywajmy, jesteśmy nałogowcami. I to zarówno ci, którzy uwielbiają rozsiąść się na widowni i czekać, aż zgaśnie światło, by zanurzyć się w stworzone przez artystów światy, jak i ci, dla których życie bez sceny i oklasków traci wszelki smak. W czasie lockdownu czuliśmy się wszyscy jak na głodzie.

Kiedy więc tylko zniesiono obostrzenia, aktorzy rzucili się do pracy, którą przerwała parę miesięcy wcześniej pandemia, a widzowie, jeszcze nieśmiało, ale jednak, wybierali się na pierwsze premiery w Teatrze Ludowym (Solaris) i Teatrze Barakah (Inni ludzie). Ich wysyp nastąpił jednak po wakacjach.

Przyjrzyjmy się, jak wygląda sztuka sceniczna w czasach zarazy.

Zmieniło się sporo, do czego przyczynił się obowiązujący w instytucjach kultury reżim sanitarny. Już nie wbiegamy beztrosko do teatrów, by rzucić w szatni płaszcz i witać się ze znajomymi. Teraz szczelnie zamaskowani i zdezynfekowani podpisujemy oświadczenia, zapewniając, że nie mamy objawów choroby, i nastawiamy czoło, by zmierzono nam temperaturę. Co tu kryć, nastrój trochę siada, tym bardziej że nie możemy już na widowni wymienić z sąsiadem uwag na temat oglądanego spektaklu (a są tacy, którzy to lubili), bo siedzimy co drugi fotel (trzymanie się za rękę też w tej sytuacji nie wchodzi w grę). Na szczęście pozostaje sama czysta sztuka i niespotykana energia, jaka płynie ze wszystkich bez wyjątku scen krakowskich teatrów i od stęsknionych za graniem aktorów. I to jest pozytywny aspekt sytuacji, w której obecnie się znaleźliśmy.

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr w czasach zarazy, czyli wyznania nałogowca

Źródło:

Kraków Nr 11/11-20