Logo
Recenzje

Poezja na scenie

10.07.2026, 15:18 Wersja do druku

„Studies for an Ecce Homo” w chor. Shantíego Very z Cuatro X Cuatro w Meksyku na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Katarzyna Jarczak.

fot. Pagal Creative

Na zakończenie XXII Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania tancerz i choreograf Shantí Vera wykonał solowy spektakl Studies for an ecce homo. Specyficzny performance miał swoje źródło w poezji, a uzupełnieniem ruchu było wyświetlanie tekstu w tle za artystą. Wybór nie był przypadkowy, bo na ścianie pojawiła się poezja autorstwa Fernando Renjifo.

Ecce homo (łac. oto człowiek) to słowa wypowiedziane przez Piłata do tłumu, wskazujące na ubiczowanego Jezusa w koronie cierniowej. Od lat to nie tylko cytat biblijny, ale popularny motyw w sztuce czy symboliczny tytuł znanych dzieł. Nic dziwnego, że hiszpański poeta Fernando Renjifo również po niego sięgnął. Autor przekazał swój wiersz Shantiemu Verze i tym sposobem narodził się pomysł, aby stworzyć sceniczny wiersz, który będzie przeplatał słowa z ruchem.

Studies for an ecce homo rozpoczyna przeszywający dźwięk. Jest intensywny i natrętny. Przypomina trzaski. W tym czasie na scenie pojawia się tancerz i choreograf Shantí Vera. Jego ruchy początkowo są bardzo stonowane, to zaledwie poruszanie się łopatek, ale z czasem zaczyna się formować przed publicznością. Nie jest to przedstawienie Jezusa, ale tworzenie się zwyczajnego człowieka. Artysta stawia pierwsze kroki, nabiera pewności siebie i z czasem coraz więcej poszukuje. Zarówno w choreografii, jak i w zatrzymaniu się. Podczas spektaklu pojawiają się bowiem momenty, kiedy tancerz kładzie się w bezruchu na podłodze i po prostu trwa.

Przedstawienie nie opiera się wyłącznie na ruchu. Jego drugim fundamentem jest poezja Fernando Renjifo. Równocześnie obserwujemy choreografię, jak i czytamy teksty, które wyświetlają się w tle za artystą. Tworzy to osobliwy odbiór, w moim odczuciu nieco zaburzony, bo słowa wybijały mnie z rytmu spektaklu. Zawsze uważałam, że taniec wyraża więcej emocji niż słowa (i wciąż to zdanie podtrzymuję!), więc niekończące się linijki tekstu były dla mnie uciążliwe, a momentami wręcz zbędne. Nie ulega jednak wątpliwości, że był to zabieg ciekawy i wyróżniający się na tle festiwalu.

Wracając do warstwy muzycznej Studies for an ecce homo, wspominałam o intensywnych trzaskach na początku spektaklu. Wraz z rozwojem akcji muzyka jednak również ewoluowała, podobnie jak człowiek na scenie. Trzaski się zmieniały, momentami skojarzyły mi się nawet z wystrzałami, ale zaledwie kilka minut później pojawiła się klasyka oraz elektronika. Zmiany muzyczne były przemyślane i pasowały do ewolucji artysty. Sam Shantí Vera w rozmowie po przedstawieniu przyznał, że nie szukał muzyki – to ona go znalazła. I jak widać wyszło to naprawdę świetnie.

Studies for an ecce homo prezentuje powstawanie człowieka na dwóch płaszczyznach: fizycznej i mentalnej. W ciele artysty zdaje się zmieścić cała historia stworzenia. Shantí Vera swoimi gestami nieustannie wskazywał na cienką granicę między wiecznością a ulotnością. Dużo było w tym poruszających poszukiwań, które finalnie zakończyły się odnalezieniem tajemniczej mistycznej i duchowej siły. Tak jakby całość właśnie do tego zmierzała. Shantí Vera przez cały spektakl był niesamowicie skupiony, co można było doskonale dostrzec podczas rozmowy po pokazie – nagle jego twarz się rozluźniła i często pojawiał się na niej szczery uśmiech. Tym samym po raz kolejny mogliśmy zobaczyć, że taniec należy do sztuk, które potrafią całkowicie pochłonąć.   

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także