O U:NEW Dance Wave Festival na tle innych warszawskich festiwali pisze Julia Hoczyk.
Festiwalizacja życia tanecznego w Polsce nie jest już tak intensywna, jak przed laty. Oznacza to jego większą profesjonalizację poprzez wpisywanie tańca w ramy programowe większych podmiotów. W stolicy coraz częściej spektakle można oglądać w teatrach (m.in. Nowym Teatrze), centrach kulturalnych (jak Mazowiecki Instytut Kultury) i miejscach ulokowanych na ich przecięciu, jak niezawodna Komuna Warszawa – społeczna instytucja kultury, która co roku proponuje kilka premier i pokazów gościnnych z tego obszaru. Niebawem swoją działalność rozpocznie Pawilon tańca i innych sztuk performatywnych. Jednak mimo to oczekiwanie cały rok na kolejną edycję ulubionego festiwalu ma inny wymiar, który, co ważne, nie traci swojej mocy mimo coraz większej liczby dostępnych wydarzeń. Dlaczego tak się dzieje? W oparciu o własne obserwacje i prywatne rozmowy pokusiłabym się o hipotezę, że stołeczna publiczność jest coraz bardziej wymagająca, polubiła też taniec i ma w sobie wiele ciekawości wobec nowych nurtów w sztuce. Jest również wielopokoleniowa – od dzieci i nastolatków, poprzez studentów i osoby w średnim wieku, aż po seniorów – w tym osoby w podeszłym wieku, mające swoją sporą reprezentację. Co tak ujętej publiczności oferują warszawskie festiwale tańca? Wszystkie mają charakter kuratorski, bazują także na wieloletnich kontaktach i wymianach artystycznych, korzystają ze wsparcia narodowych instytutów kultury i umożliwiają spotkanie z zespołami zagranicznymi, które inaczej pewnie nie zostałyby do Polski zaproszone.
Festiwal, korzystając z dotacji (rocznych lub trzyletnich, w zależności od rodzaju wsparcia), może realizować unikalny program impresaryjny. Robią to już od ponad 20 lat Międzynarodowy Festiwal Tańca i Sztuk Performatywnych Ciało/Umysł, Międzynarodowy Festiwal Tańca Zawirowania, Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych Rozdroże i Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu, od 7 lat Butohpolis – Międzynarodowy Festiwal Sztuki Butoh, a od 16 lat – Międzynarodowy Festiwal Tańca Warsaw CI Flow. W 2021 roku dołączył do nich U:NEW Dance Wave Festival. Jak wpisał się w stołeczny pejzaż tańca?
Wydarzenie organizuje Fundacja Rozwoju Teatru ‘NOWA FALA’, której prezeską jest Agata Życzkowska, jednocześnie kuratorka festiwalu. Kilkanaście lat temu założyła kolektyw twórczy HOTELOKO o interdyscyplinarnym charakterze. Teatr, taniec, projekcje wideo i charakterystyczne kolaże dźwiękowe stały się wyróżnikami grupy, do której od początku należą również nieheteronormatywni artyści. To bardzo ważny aspekt, wprost podejmowany w spektaklach zespołu i twórczo tematyzowany. Grupa ta jest wyjątkowa w skali Polski i – poprzez konstrukcję programową U:NEW – stanowi punkt odniesienia dla innych zapraszanych zespołów.
Od początku istnienia festiwalu jego struktura pozostaje niezmienna. Podczas wydarzenia można obejrzeć wybrane spektakle gospodarzy, czyli HOTELOKO, przedstawienia zagraniczne, odbywa się też wielogodzinna Noc Tańca/ Fala Tańca poprzedzona naborem spektakli i krótkich prac wideo (choć podczas niej pokazywane są także spektakle spoza naboru). Dzięki temu festiwal staje się drugim miejscem – po Warszawskim Konkursie Choreograficznym – prezentacji prac niezależnych artystów, także młodych twórców i debiutantów. Tak jak Festiwal Ciało/Umysł preferuje choreografię konceptualną i eksperymentalną oraz uznanych twórców tańca współczesnego, Festiwal Zawirowania – polskie zespoły i (głównie) artystów z południa Europy działających w nurcie teatru tańca, Rozdroże skupia się na kameralnych i widowiskowych pracach artystów reprezentujących mieszane estetyki tańca, Butohpolis chce ukazywać różnorodność obecnej sztuki butoh, a Warsaw CI Flow skupia się na praktykowaniu improwizacji kontaktowej, na wybrane wydarzenia, głównie w formule site-specific, zapraszając widzów, tak U:NEW stawia na dialog między teatrem, tańcem, nową choreografią i poszukiwaniami performatywnymi, wymykającymi się jasno określonym klasyfikacjom gatunkowym. Z perspektywy 5. edycji można zauważyć, że był to trafny kierunek. Uformowała się już stała publiczność, choć z pewnością widać różnicę między dwiema festiwalowymi lokalizacjami. Pierwsza i podstawowa z nich to Centrum Promocji Kultury Praga-Południe – tu najczęściej w wydarzeniach uczestniczą osoby starsze, sąsiedzi, rodziny z dziećmi. Panuje swobodna, bez mała familiarna atmosfera. Druga to Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego – tu częściej spotkamy publiczność branżową, związaną z teatrem i tańcem, ale widzowie spoza środowiska też się pojawiają. Na mapie festiwalu zdarzają się również inne miejsca – w 2021 r. festiwal dodatkowo gościł w alternatywnym Teatrze BAZA na Dolnym Mokotowie, w 2022 r. – w Terminalu Kultury Gocław, w 2024 r. – w Białołęckim Ośrodku Kultury, a w 2023 r. i 2025 r. październikowy prolog wydarzenia – w Sali Widowiskowej Ośrodka Kultury Ochoty OKO.
Formuła i rozwój festiwalu
Zanim powstał festiwal, Agata Życzkowska jako prezeska Fundacji Rozwoju Teatru ‘NOWA FALA’ była związana z projektem Centrum Sztuki Tańca w Warszawie – w edycji pilotażowej 2016 odpowiadała za program prezentacji spektakli, w latach 2017–2019 współprowadziła go wspólnie z Pauliną Święcańską i jej Fundacją Artystyczną PERFORM we współpracy z kilkunastoma organizacjami pozarządowymi działającymi w Warszawie na rzecz tańca i ruchu. W ramach działań Centrum w roku 2017 zaproponowała programy prezentacji Morze możliwości i Oko cyklonu. W pierwszym z nich zapraszała artystów z różnym podejściem do technik tańca współczesnego, w tym debiutujących w dziedzinie tańca i performansu, a także spektakle opierające się na międzypokoleniowym dialogu między twórcami i wymianie doświadczeń. W Oku cyklonu pojawiały się różnorodne formy performatywne, także z pogranicza instalacji i wielu dziedzin sztuki, jak taniec w różnych stylach, teatr, film, muzyka i sztuki wizualne. W ramach projektu gościli także zagraniczni artyści, eksplorujący improwizację i tworzący spektakle w nurcie queerowym. Jest to istotne z punktu widzenia Życzkowskiej jako kuratorki U:NEW Dance Wave Festival, która podczas swojej w pełni kuratorskiej inicjatywy będzie kontynuować tę ścieżkę programową. W 2020 Centrum Sztuki Tańca w Warszawie przeobraziło się w Centralną Scenę Tańca (CST), a główne kuratorki projektu rozdzieliły się. Niecałe dwa lata później Życzkowska zainicjowała nowy festiwal na mapie Warszawy, a Święcańska podjęła dotychczasowe wątki i podział na moduły programowe w ramach działalności projektu CST.
Pierwsza edycja U:NEW Dance Wave Festival miała charakter pilotażowy i wyznaczyła jego charakter na kolejne lata. Programowi prezentacji towarzyszyły bowiem warsztaty i spotkania transnational meetings w ramach międzynarodowego projektu DANCE HIGHWAYS wspieranego przez Unię Europejską w programie Erasmus +. Choć kolejne edycje U:NEW skupiły się bardziej na programie artystycznym, niż edukacyjnym, sieciowanie stało się podstawą budowania programu zagranicznego, w tym także realizowanego jako część europejskich projektów, jak w 2024: CODASI – Contemporary Dance for Sustainabilty and Inclusion, który objął badanie publiczności. CODASI Multiplier Event, w którym brała udział Życzkowska wraz z HOTELOKO, to szereg wydarzeń związanych z tańcem współczesnym, które mają na celu wymianę wiedzy i dobrych praktyk, aby umożliwić rozwój narzędzi pomiędzy wybranymi europejskimi krajami (Belgia, Francja, Włochy, Serbia).
Pierwsze dwie edycje festiwalu odbyły się pod nazwą International Movement Festival U:NEW, następnie ruch (movement) został zastąpiony tańcem (dance) i pojawiło się słowo „wave” fala, patronujące również wieczorom tematycznym z pracami HOTELOKO. Za każdym razem festiwal miał swoje hasła przewodnie: Dance Highways (2021) oraz Viral Visions (2022), Innovative Tools for Dance (2023), CODASI (Contemporary Dance for Sustainability and Inclusion), Visible and Tender (2025). Niezależnie od nazewnictwa i motywów wywoławczych od początku festiwal wyróżnia obfitość programowa – trwa od czterech do sześciu dni (w tym roku nawet siedem dni), zdarzają się spektakle pokazywane dwu- lub trzykrotnie. Stałymi elementami są prace zagranicznych artystów nieznanych w Polsce i sola oraz duety rodzimych twórców, którzy rzadko mają okazję pokazywać swoje etiudy w ramach większych wydarzeń artystycznych. Kiedy zastanawiam się nad genezą festiwalu i przyglądam się jego rozwojowi, dostrzegam uniwersalne kompetencje polskich artystów. Gdy nie mają jak pokazywać autorskich spektakli oraz innych prac, które uważają za godne polecenia i wartościowe, organizują własne wydarzenie. I wtedy okazuje się, że swoje artystyczne fascynacje mogą współdzielić z widzami. To również przypadek U:NEW.
Oprócz rodzimych twórców podczas pierwszej edycji w ramach festiwalu można było obejrzeć spektakle artystów z Francji, Norwegii, Niemiec, Hiszpanii (Kraju Basków) i Włoch. Podobną różnorodność geograficzną zachowano w kolejnych latach, gdy na
U: NEW gościli także twórcy z Ukrainy, USA, Meksyku, Białorusi, Austrii i Słowacji. Liczebność zagranicznej reprezentacji na festiwalu uzależniona jest bezpośrednio od uzyskanego dofinansowania.
Co ciekawe, grupa Zappulla DMN Company, która co roku bierze udział w wydarzeniu, nie pochodzi z Włoch kontynentalnych, a z Sycylii, podobnie jak francuska Cie Vialuni, która na tegoroczny festiwal nie przyjechała z kontynentalnej Francji, lecz z Korsyki. Włochy, Francja i Hiszpania to, jak dotąd, kraje najliczniej obecne w festiwalowym programie. Artystów z Fundacją ‘NOWA FALA’ i kolektywem HOTELOKO łączy udział we wspólnych projektach europejskich i wzajemne prezentacje na organizowanych przez siebie wydarzeniach. Widać jednak bardzo wyraźnie, że w tej ramie programowej kryje się coś więcej – wspólnota podważania oczywistych tanecznych etykiet, mieszane formuły spektakli, otwartość na przypadek, cringe czy dziwaczność.
U:NEW 2025 jak soczewka historii festiwalu
W 2025 r. U:NEW Festival trwał 6 dni, a z prologiem w postaci wieczoru PRE:DAY – aż 7 dni. To imponująca liczba jak na warszawskie wydarzenie cykliczne w dziedzinie tańca. Program został zakomponowany w taki sposób, żeby można było obejrzeć całość lub pojedyncze dni, a nawet wpaść tylko na jeden dzień. Niektóre spektakle, jak te gospodarzy oraz jedna z etiud, pokazywane były kilka razy. Dłuższe prezentacje odbywały się w wieczór otwarcia ((M)OTHERS HOTELOKO Company) oraz zamknięcia (La Nona w choreografii Flavii Bucciero i Folie Douce w wykonaniu Cie Vialuni), a także w piątek, dugi dzień festiwalu (Ecosapiens Zappulla DMN Company). Pozostałe pokazy to prace trwające od kilku minut do pół godziny i – z wyjątkiem grupowego TAOS HOTELOKO – kameralne sola oraz duety. W programie znalazło się też kilka filmów tańca. Na podstawie powyższego zestawienia widać, że formuła festiwalu okrzepła. Można uczestniczyć w całości, doceniając programową układankę, jaka się z niej wyłania, lub wybrać tylko niektóre klocki i ułożyć własną kompozycję.
HOTELOKO Company
Zagraniczne spektakle pełnowymiarowe warto zestawić z pracami HOTELOKO Company, bo wchodzą z nimi w interesujący dialog. Łączą teatr, taniec, multimedialne projekcje, nie stronią od tekstu. Ich wyróżnikiem, a zarazem łącznikiem, staje się absurdalny humor. To ciekawe połączenie, które z HOTELOKO czyni zespół unikalny w skali kraju (o czym więcej w kolejnym tekście). W grupowym spektaklu TAOS – The Age of Shiver polscy artyści (Agata Życzkowska, Karina Szutko, Maciej Feliga, Mirek Woźniak) zabierają nas w podróż po własnych marzeniach, doświadczeniach i lękach, w których możemy odnaleźć część siebie. W charakterystycznej filmowej czołówce przygotowanej przez Szutko, mieszają się rozmaite porządki i kulturowe tropy, a na spektakl – a zarazem na Manetowskie Śniadanie na trawie – zaprasza nas sam Freddie Mercury. Nad wszystkimi spektaklami HOTELOKO unosi się więc nuta queerowego i kampowego przerysowania i luzu. Podobnie dzieje się w TAOS, który skrzy się nie tylko charakterystycznymi kostiumami z cekinów. Grupa „z wyboru” proponuje w nim afirmatywne sceny z udziałem wszystkich tancerzy, duety i sola taneczne lub taneczno-muzyczne (Mirek Woźniak w ujmującej pieśni do księżyca), wreszcie – ciepłe lub dramatyczne monologi, jak ten Macieja Feligi, kończący się mocną hipotezą o tańcu jako remedium na przemoc. Widzowie, jak to zazwyczaj dzieje się w spektaklach zespołu, zostają zaproszeni na scenę, by dołączyć do kręgu pijącego wspólnie herbatę.
Od początku istnienia zespołu odbieram spektakle HOTELOKO jako odtrutkę na codzienność, na rzeczywistość, która przytłacza i boli. Dzięki warstwie wizualnej i świetnemu kontaktowi tancerzy ze sobą nawzajem i z publicznością prace te wprawiają nas w dobry nastrój. Artyści wykorzystują go, aby z lekkością wprowadzać także nieprzyjemne i trudniejsze wątki, związane z przemocą, samoakceptacją, czy nieheteronormatywnością. Oprócz grupowych spektakli TAOS i (M)OTHERS (który opisywałam już w zeszłym roku) na festiwalu gospodarze pokazali także duet Kariny Szutko i Macieja Feligi, zatytułowany Twilight – o odnajdywaniu tego, co nowe w powtarzalności, o bliskości, czułości i zaufaniu, o wyciąganiu pomocnej dłoni. Repetycje przy zmieniających się utworach muzycznych odsłaniają drobne przesunięcia, które nie naruszają jednak stabilności zarysowanej relacji.
Swoje solo Blue Gold zaprezentowała natomiast Agata Życzkowska, po raz kolejny sięgająca do własnej biografii. Choć znajdziemy tu urywki osobistych opowieści, na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim portret niezależnej kobiety, która spełnia się w niezliczonej ilości ról. Odkrywa siłę „błękitnego złota”: wody, która jest wszędzie, mimo że tak niedoceniana. Jak kobiety, które przypominają rzeki i razem tworzą ocean natury. Te metafory zaczerpnięte z monologu artystki tworzą tło dla jej solowego tańca, pełnego mocy i poczucia bycia na swoim miejscu, celebrującego obfitość kobiecego ciała. Wzmocnionego przez inne performerki spektaklu – widzki zaproszone do udziału w jednej ze scen. Bo, jak wyznaje Życzkowska, w twórczości szuka innej wspólnoty, która tworzy obrazy poruszające emocje widzów. I w pełni jej się to udaje.
Reprezentacja zagraniczna
A jak na tym tle zaprezentowały się spektakle zagraniczne z włoskiej Sycylii, Pizy oraz francuskiej Korsyki? Z wyjątkiem sola w wykonaniu jednej z tancerek włoskiego zespołu Con.Cor.D.A./Movimentoinactor, Iolandy Del Vecchio, były to prace zespołowe – format pracy w tańcu współczesnym wciąż zdecydowanie za rzadko goszczący na polskich scenach. Ecosapiens to spektakl stałego bywalca festiwalu – Zappulla DMN Company z Palermo na Sycylii. Stylistycznie blisko mu do HOTELOKO, choć być może ze względu na różnice kulturowe dużo trudniej wchodzi się w jego świat. Na ekranie rysunki jakby stworzone dziecięcą ręką (na nich, jak się później okaże, bohaterowie spektaklu jako dzieci z informacją o ich aktualnym wieku), z offu polski lektor dość długo opowiada nam o rodzinie jako podstawowej strukturze społecznej, która z jednej strony nas otacza i ochrania, z drugiej – daje impuls do pójścia dalej, do aktywnego działania. Wywód ten okraszony zostaje garścią psychoanalitycznych hipotez, które rozpinają naszą egzystencję na dychotomicznej osi między natura a kulturą – „to dwie siły, które mogą nauczyć się tańczyć razem, o ile potrafimy przyjąć to, co nieoczekiwane”. Spektakl podzielony jest na trzy części: Jedno niebo; Potwory pożerają sny; Mam za dużo chleba. Pojawiają się też teksty zaczerpnięte z chińskiej Księgi przemian, a kolejność wyznaczonych w ten sposób scen i ich motywów przewodnich bazuje na przypadku. Najmniej przekonująco wypadają te mocniej teatralne, w których rodzina zagłusza indywidualność, jest opresyjna i niewspierająca – mimo że całość wygląda humorystycznie. Świetnie sprawdzają się za to płynne grupowe sekwencje choreograficzne dopełnione projekcjami – wodnym życiem coraz bardziej degradowanym przez śmieci i odpadki, czy terenami zielonymi z lotu ptaka i niszczejącymi budynkami – ludzkimi wytworami. Całość skłania do refleksji nad rolą człowieka w podtrzymaniu ekosystemów, wskazując, że choć najcenniejsze z nich znajdują się na zewnątrz, w dużym stopniu zależą od nas. Inaczej niż rodzina, którą trudno wybrać – taki „przywilej” mają osoby żyjące poza nuklearnym systemem społecznym, często z niego wyrzucone.
La Nona („Dziewiąta”) w wykonaniu Con.Cor.D.A./Movimentoinactor z włoskiej Pizy to propozycja środka – teatr tańca bazujący na ruchu i wyłaniających się z niego relacjach, ze sprawnymi, znakomitymi tancerzami i wciągającą choreografią. Po entuzjastycznych reakcjach na widowni widać, jak bardzo podobnych propozycji na co dzień w stolicy brakuje.
Przy dźwiękach IX Symfonii Beethovena tancerze powoli budzą się do życia – a tym samym ruchu – gdy każdy akord coraz gwałtowniej potrząsa ich leżącymi w rzędzie ciałami. Pierwsza sekwencja to ciągła walka z grawitacją i impulsami szarpiącymi ciała z każdej strony. Rytm jest tu bezwzględny i nie daje wytchnienia. Będzie jeszcze powracać w rozproszonych po całej scenie grupowych sekwencjach, w których wykonawcy próbują nadążyć za muzyką, proponując nieprzewidywalne rozwiązania choreograficzną i od czasu do czasu pozwalając sobie na widowiskową kontrę. Ich ciała wyciszają się wraz ze zmianą muzyki. Pomiędzy scenami grupowymi rozgrywają się solówki stanowiące wstęp do dwóch zjawiskowych duetów – kobiecego i męskiego – opartych na partnerowaniach. W pierwszym przypadku więcej jest zwrotów tanecznej akcji, obrotów, zaskoczeń i zabawy. W drugim – nieco więcej stabilności, oparcia w ruchu bazującym na zaufaniu i przerywanym nieoczywistymi synchronami. Pod koniec spektaklu tancerze proponują swoją interpretację najbardziej znanej części Beethovenowskiej IX Symfonii – Ody do radości, obecnego hymnu Unii Europejskiej, uniwersalnego apelu o jedność i pokój. Nie jest to jednak, jak moglibyśmy się spodziewać, przewidywalny układ unisono, lecz zróżnicowana sekwencja pełna indywidualnych tropów i policentrycznych rytmów ciała. Wykonawcy tylko raz pozwalają sobie na większą integracją z muzyką, by wreszcie zatrzymać się i dać sobie chwilę na odpoczynek. Podczas wokalnego zakończenia – solowego śpiewu – w centrum sceny pozostaje tylko jedna tancerka, odwrócona tyłem do nas i oświetlona słabym punktowym światłem. Podejmuje melodię, gwiżdżąc, coraz ciszej i ciszej. Scenę wypełniają płatki kwiatów, które wcześniej rozsypała.
Włoscy artyści podjęli odważną próbę zmierzenia się nie tylko z arcydziełem muzyki klasycznej, ale także z historią tańca, w której zapisała się jej neoklasyczna reinterpretacja autorstwa Maurice Béjarta. Zaproponowali własną wizję, w której to, co ludzkie nakłada się na motywy zaczerpnięte z natury i animalistycznego imaginarium. Oprócz muzyki Beethovena w spektaklu słyszymy odgłosy fal, ptaków, czy szumiącego lasu. Jeden z najsłynniejszych utworów stworzonych przez człowieka i raz płynny, innym razem gwałtowny ruch, ukazują continnum, przynależność człowieka do złożonego ekosystemu. Odświeżający to obraz świata w ciągłej przemianie i fluktuacji; świata, w którym można znaleźć oparcie w innych – ludziach, istotach, bytach. Rzeczywistości, w której – jak w jednej ze scen – to ci inni obrysowują dla nas bezpieczną przestrzeń, pomagając nam w autoekspresji. To sceniczna utopia jedności tancerzy przy jednoczesnym zachowaniu indywidualności. Nie dziwi mnie znakomite przyjęcia spektaklu La Nona, który proponuje równie ciepłe, dodające otuchy spojrzenie na relacje międzyludzkie, co przedstawienia HOTELOKO Company, realizowane jednak z zupełnie odmiennej stylistyce.
Ostatni z zagranicznych spektakli zespołowych w ramach festiwalu to finałowy Folie Douce, czyli Słodkie szaleństwo w wykonaniu Vialuni Company z Korsyki. Tytuł trafnie oddaje atmosferę przedstawienia, które niezwykle trudno jest sklasyfikować, co nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z jego oglądania. Na scenie czwórka dojrzałych tancerzy – dwie kobiety i dwóch mężczyzn – organizuje dla siebie swoisty plac zabaw, na którym z prostych przedmiotów wyczarowuje nieoczywiste zadania, gry i wyzwania. Obszerne płaszcze, czy kaftany, foliowa płachta i kostki do jogi stają się podstawą do wykreowania świata, w którym reguły codzienności zostają zawieszone. Nie obowiązuje zasada „nie wypada”, czy „nie w tym wieku”, w ich miejsca wskakują inne, trudne do rozszyfrowania, absurdalne, lecz niesamowicie wciągające. Bieg po scenie, imitacja rozmaitych zwierząt, zabawa rekwizytami, która oscyluje między codziennością a niezwykłością, przemieniając choćby jogiczne kostki w trzymane w skupieniu przedmioty napełnione mocą, przekazywane z ręki do ręki, wreszcie – tajemnicze spoiwo grupy. A pomiędzy tym wszystkim choreograficzne interakcje, minisola, duety, nade wszystko jednak poczucie wspólnoty kreowanej z użyciem prostych i może dlatego tak zaskakujących środków wyrazu. Całości dopełniają dźwięki generowane elektronicznie przez jednego z wykonawców. Nie brakuje także bardziej organicznego pierwiastka – śpiewu wykonawców w jednej z pierwszych scen spektaklu i w jego długo wybrzmiewającym, melancholijnym finale. Bo, jak w pewnym momencie mówi jeden z tancerzy, w przedstawieniu stają się dla siebie samych (i nawzajem) ojcem, matką, babcią, przynosząc sobie radość i uwolnienie ze sztywnych reguł.
Folie Douce to rzadki w Polsce przykład spektaklu choreograficzno-teatralnego dla dorosłych, opartego na minimalistycznych, prostych środkach, a jednak hipnotyzującego i wzruszającego. Dojrzałych tancerzy oglądać możemy na naszych scenach naprawdę efemerycznie, nieco bardziej regularnie jedynie na Festiwalu Ciało/Umysł, gdzie w 2017 roku gościł zespół tancerzy 40+ DANCE ON ENSEMBLE z choreografią libańskiego artysty Rabiha Mroué, w 2021 roku – pokazano premierowo Na 4 – Terra Incognita, w którym dyrektorka wydarzenia Edyta Kozak zaprosiła do udziału dawnych tancerzy swojego Teatru Tańca NEI, a podczas tegorocznej edycji wystąpiła ze swoim solo legendarna kanadyjska artystka Louise Lecavalier, która w tym roku skończyła 67 lat. Zamykając U:NEW Festival Słodkim szaleństwem, Agata Życzkowska zdaje się przekazywać swoje artystyczne i życiowe credo – sztuka tworzona przez doświadczonych artystów ma unikalne walory, a cielesność i ruch można afirmować w każdym wieku. Bardzo potrzebny to kierunek myślenia w świecie wszechobecnych filtrów i instagramowych rolek.
Małe formy
Osobną część festiwalu stanowiły prezentacje kameralnych prac solowych i duetów, w wykonaniu zarówno młodych, jak i bardziej doświadczonych twórców. To jeden ze stałych punktów programu, w tym roku rozpisany na trzy dni, zarówno w Sali Widowiskowej OKO, jak i w CPK oraz Instytucie Teatralnym. Podczas PRE-DAY oraz głównej części festiwalu wystąpili w solowych spektaklach Michał Przybyła, Zuza Kubiak (etiudy zrealizowane pierwotnie na zakończenie kursu choreografii eksperymentalnej w Centrum w Ruchu), Lena Skrzypczak, Kamila Biedrzycka, Karolina Kraczkowska, Iolanda Del Vecchio z Włoch, Agnieszka Gwadera, Ana Kuszarecka, Andrei Kamarou z Białorusi, Maja Bilek i Tamara Śpiewak, a trzykrotnie swój duet Not the same zaprezentowały Karina Szutko i Zoe Marston. Oprócz nich pracę w duecie pokazali Andrei Kamarou i Palina Chapulianets. Ponadto odbyły się projekcje krótkich filmów tańca autorstwa Moniki Szpunar, Zuzanny Kupidury, Agnieszki Gąsiorek oraz Joanny Gruntkowskiej i Małgorzaty Suś. Przy czym program każdego wieczoru został skomponowany tak, aby poszczególne prace – performatywne i filmowe – wchodziły ze sobą w twórczy dialog. Najbardziej eklektyczny był pod tym względem prolog festiwalu, ale nawet tutaj da się zauważyć nieoczywiste połączenia. Chciałabym jednak przyjrzeć się tym propozycjom z lotu ptaka, czyli z perspektywy całego festiwalu.
Na pierwszy plan wysuwa się silna reprezentacja mocnych solowych prac zrealizowanych przez kobiety. Wpłynęło to częściowo na ich tematykę, ale jej nie wyczerpywało. Widać, że młodsze i starsze artystki przyglądają się swojej pozycji jako kobiety i artystki w społeczeństwie (Zuza Kubiak, Karolina Kraczkowska, Maja Bilek, ale też Agata Życzkowska z HOTELOKO), niekiedy proponując intrygująca grę z genderowymi kliszami i wizerunkiem kobiecego ciała (Kamila Biedrzycka, Karolina Kraczkowska, Ana Kuszarecka). Przy czym estetycznie i stylistycznie prace te są niezwykle różne – w tradycji teatru tańca mocniej osadzone są Bilek (Fig tree), czy Biedrzycka (404 Gender not found), z formą i performatywnością płci eksperymentują natomiast wpisujące się w nurt nowej choreografii Kubiak (Why not both), Kuszarecka (Wet T-Shirt Contest) i Kraczkowska (Unconsumed). Nieco odmienne na tym tle są prace Leny Skrzypczak (Words on a piece of paper), Agnieszki Gwadery (Czuję, że jestem) i Tatiany Śpiewak (Pożegnania i powroty). Pierwsza z nich w niezwykle porywającym, hipnotycznym tańcu prezentuje uniwersalne zmagania, jej ciało jest mocne i ugruntowane, inaczej niż u Gwadery, której etiuda bazuje przede wszystkim na płynnych ruchach rąk i jest niezwykle sensualna. Śpiewak metaforycznie ukazuje ciało w pętli powtórzeń i zerwań, które mimo trudności afirmuje kobiecość i pewność siebie. Iolanda Del Vecchio w Aporìe of the present proponuje tożsamościową narrację o przezwyciężaniu tego, co wydaje się nie do pokonania, eksplorując w swojej choreografii osadzoną w ciele i stopniowo coraz mocniej dochodzącą do głosu emocjonalność. Jej spektakl ciekawi się ogląda w zestawieniu z pracami Gwadery, Skrzypczak i Śpiewak. Ciekawie wypada duet Kariny Szutko i Zoe Marston, w którym artystki badają podobieństwa i różnice, karmiąc się jednymi i drugimi, plotąc sceniczną i życiową współzależność. Ich spektakl można byłoby wpisać w tematykę siostrzeństwa, najmocniej w polskim tańcu eksplorowaną (i świadomie po raz pierwszy zainicjowaną) przez Weronikę Pelczyńską i Magdalenę Fejdasz.
We wszystkich pracach przygotowanych przez kobiety dominuje tematyka choreograficznych autoportretów i gier z tożsamością. Wątek ten pojawia się także w pracach Michała Przybyły (shake it till you make it) i Andreia Kamarou (Bez przeszkód), przy czym pierwszy z nich skupia się na motywie drżenia, eksplorując go performatywnie i semantycznie, przyglądając się, co wywołuje w ciele, a drugi sięga po muzykę Bacha i Beethovena, wraz z ich biografiami artystów z niepełnosprawnością, by wykreować metaforyczne solo o wykuwaniu trudnej i pełnej pułapek ścieżki przez życie. Gdybym miała szukać odpowiedników w pracach festiwalowych artystek, zestawiłabym spektakl Przybyły z solo Any Kuszareckiej, a Kamarou – z pracą Leny Skrzypczak. Nie zostały pokazane w tym układzie, jednak i tak nawiązywały ze sobą wirtualny dialog. Spektaklem osobnym, który można spróbować odnieść do prac Zappulla DMN Company, Con.Cor.D.A./Movimentoinactor i Cie Vialuni, był duet Ptasiek inspirowany dramatem Williama Whartona. Palina Chapulianets i Andrei Kamarou tworzą tu dojmujący duet niemożliwości, przenikania tego, co ludzkie i tego, co zwierzęce, hipnotyzując i poruszając widzów. Podobna migotliwość cielesności pojawia się fragmentarycznie także w przywołanych już spektaklach zagranicznych zespołów.
Z satysfakcją zaobserwowałam niezwykle wysoki poziom techniczny i artystyczny zaprezentowanych na festiwalu małych form, które udowodniły, że czasem mniej znaczy więcej, przynosiły też inny rodzaj odbioru niż prace grupowe, bardziej rozbudowane teatralnie lub choreograficznie. Ogromną zaletą U:NEW Festival jest też zgromadzenie w jednym miejscu reprezentantek i reprezentantów różnych nurtów w tańcu współczesnym i choreografii, absolwentów polskich i zagranicznych szkół, wreszcie konfrontacja różnych pokoleń i spojrzeń na taniec. Wydarzenie to jest jedną z niewielu w Warszawie platformą prezentacji w formule festiwalu, która proponuje tego rodzaju spotkanie. W ciągu wypełnionych po brzegi wieczorów U:NEW reprezentuje szerokie spektrum gatunkowe, co jest najcenniejszym i zarazem najbardziej unikalnym wyróżnikiem festiwalu.