Logo
Magazyn

„Tak, tak – tam w lustrze to niestety ja”

5.05.2026, 18:24 Wersja do druku

Po sukcesie „Ballad morderców. Nick Cave po polsku” Adam Mortas sięga po twórczość Grzegorza Ciechowskiego. W spektaklu „Ciechowski. W lustrze”, będącym koprodukcją Teatru Nowego w Łodzi i Teatru M, przygląda się nie tylko muzyce, ale też człowiekowi – jego emocjom, autentyczności i tożsamości. – Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach autentyczność jest czymś bardzo trudnym – mówi Adam Mortas w rozmowie z Karoliną Czepkiewicz.

Skąd pomysł, żeby po „Balladach morderców. Nick Cave po polsku” sięgnąć po twórczość Grzegorza Ciechowskiego?

Adam Mortas: Z „Balladami” to był totalny przypadek.Z Rafałem Rybakiem pojechaliśmy na festiwal #Laboratorium Piosenki z myślą o jednorazowym występie, który ostatecznie przerodził się w pomysł na spektakl muzyczny. Jego bardzo dobry odbiór sprawił, że od razu pojawiło się pytanie: robimy następny? Naturalnym impulsem była dla mnie myśl, że to musi być Ciechowski. Myślę, że wynika to również z mojego dzieciństwa: ojciec podsuwał mi jego utwory i one do dziś we mnie są. Poza tym to jest materiał, który wręcz prosi się o to, żeby go śpiewać.

Jak wybiera się utwory z tak bogatego repertuaru Ciechowskiego?

Adam Mortas: To był bardzo trudny proces, bo tych utworów wartych pokazania jest po prostu multum. Ciechowski pisał o rzeczach ważnych – każdy utwór jest „o czymś”. Kiedy zaczynałem pracę nad wyborem, co chwilę pojawiał się kolejny, o którym myślałem: „ten musi być”. A zaraz potem: „ale ten też powinien zostać”. Najtrudniejsze było więc wykreślanie. Ostatecznie z ogromnego zbioru wybraliśmy dwanaście utworów.

Na ile zależało Wam na tym, żeby spektakl nie narzucał widzowi jednej interpretacji?

Adam Mortas: Nie lubię narzucać widzowi interpretacji. Zależy mi na tym, żeby mógł sam to sobie poukładać w głowie i nadać znaczenie temu, co widzi. Dlatego wiele rzeczy pokazujemy metaforycznie, także w tym „rejestrze fabularnym”. Zdarzało się, że ktoś po spektaklu dzielił się z nami swoją interpretacją i była ona dla nas zaskakująca, bo my myśleliśmy o czymś zupełnie innym, a jednak okazywała się bardzo trafna. To jest dla mnie w teatrze wartościowe: kiedy nie wszystko jest podane zero-jedynkowo, tylko widz ma przestrzeń, żeby sam budować znaczenia.

Dlaczego właśnie lustro stało się kluczem do tego spektaklu?

Adam Mortas: „Tak… Tak… to ja” bezpośrednio mówi o przeglądaniu się w lustrze. Ale chcieliśmy, żeby każdy z tych dwunastu utworów był poniekąd takim zwierciadłem. Z wieloma utworami Ciechowskiego jest tak, że mimo iż zostały napisane kilkadziesiąt lat temu, pozostają bardzo aktualne. Wystarczy trochę zmienić interpretację, spojrzenie na dany utwór, żeby okazało się, że nadal trafnie opisuje współczesność, mimo że kiedyś mówił o czymś zupełnie innym. To dobrze widać na przykładzie „Telefonów”. Kiedy Ciechowski pisał ten utwór, o smartfonach nikt nawet nie myślał. A dziś okazuje się, że ten tekst można bardzo łatwo odnieść do współczesności. I właśnie dlatego to lustro stało się dla nas kluczem. Chcieliśmy, żeby te utwory, niezależnie od tego, czy pochodzą z lat osiemdziesiątych czy dwutysięcznych, odbijały współczesne problemy, z którymi mierzymy się dziś jako ludzie.

Czy to lustro, o którym mówimy, bardziej odbija rzeczywistość, czy ją zniekształca?

Adam Mortas: Żeby pokazać dany problem, często trzeba go trochę wyolbrzymić. Dlatego w spektaklu niektóre nasze przywary i zachowania są celowo przerysowane – momentami to bardziej gabinet luster. Dzięki temu pewne rzeczy wybrzmiewają mocniej. Zresztą nawet patrząc w zwykłe lustro, nie widzimy siebie w pełni obiektywnie, nasza psychika potrafi ten obraz zniekształcić.

Czy w tym spektaklu, razem z Rozalią Rusak, jesteście bardziej nośnikami emocji czy opowieści?

Adam Mortas: Myślę, że to się ze sobą łączy. Często właśnie z emocji zaczyna tworzyć się historia, ale działa to też w drugą stronę – historia jest ciekawa wtedy, kiedy budzi emocje. To bardzo silnie powiązane. Ten spektakl jest mocno impresyjny, więc historię budujemy głównie na emocjach, na stanach wewnętrznych. Mam jednak nadzieję, że ostatecznie układają się one w pewną opowieść.

Na ile w dzisiejszym świecie łatwo o autentyczność?

Adam Mortas: Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach autentyczność jest czymś bardzo trudnym, bo jesteśmy mocno przesiąknięci social mediami i show-biznesem. Także w naszej branży widać to bardzo wyraźnie – cały czas zakładamy jakieś maski, bo trochę tego wymaga od nas współczesny świat. Nie chciałem tego zdradzać, ale w opisie spektaklu też się to pojawia, więc mogę powiedzieć, że właśnie o tym opowiada „Ciechowski. W lustrze” – o tym, jak łatwo dajemy się uwikłać w schematy, które rządzą światem. A to, czy znajdujemy w tym swoją autentyczność, swoje „ja”, zostawiamy już do rozważań widzom po spektaklu.

Czy scena jest dla aktora miejscem, w którym może być najbardziej autentyczny?

Adam Mortas: To jest trudne pytanie i pełne paradoksów. Z jednej strony, wychodząc na scenę, zakładamy maskę. Z drugiej ta maska zaczyna żyć własnym życiem i staje się prawdziwa wtedy, kiedy wnosimy w nią nasze autentyczne emocje i doświadczenia. To zawsze jest pewna mieszanka wejścia w postać i czerpania z siebie. Są takie momenty w pracy aktora, kiedy emocje, których nie wyrażamy w codziennych sytuacjach, mogą wybrzmieć właśnie na scenie i to bywa wręcz oczyszczające. Paradoksalnie więc, wchodząc w postać, można czasem być bardziej autentycznym niż na co dzień, choć to rzeczywiście skomplikowane.

Jak rozumiesz dziś pojęcie tożsamości?

Adam Mortas: Słowo „tożsamość” jest dziś bardzo nadużywane i trudne do zdefiniowania. Prywatnie rozumiem je jako ciągłą drogę. To nie jest coś stałego, raczej proces. Myślę, że może dopiero na koniec życia dowiemy się, kim naprawdę byliśmy. Na co dzień zmienia nas otoczenie, czas i doświadczenia, więc tożsamość jest raczej czymś, „czymś, co się dzieje”, niż „czymś, co się ma”.

Który z utworów w spektaklu jest Ci najbliższy? I czy któryś zmienił dla Ciebie znaczenie w trakcie pracy nad ich interpretacją?

Adam Mortas: Trudno mi wskazać jeden. Starałem się, i mam nadzieję, że widzowie to dostrzegą, żeby każdy z utworów był potrzebny, żeby żaden nie był „przy okazji”. One razem tworzą całość, więc nie chciałbym ich wartościować ani wybierać faworyta. Tytuł spektaklu może sugerować, że szczególnie ważny jest „Tak… Tak… to ja”, ale dla mnie to raczej domknięcie całości niż utwór nadrzędny. Każdy z nich wnosi coś do tej opowieści i buduje jej kolejne warstwy. Trudno mi je wartościować, bo to naprawdę niezwykłe teksty i nie bójmy się tego powiedzieć – Ciechowski był poetą. Każdy z tych utworów niesie ogromny ładunek emocjonalny, więc wybieranie jednego ponad inne byłoby dla mnie nieuczciwe. Może wrócę na chwilę do wspomnianych już „Telefonów”. W naszej interpretacji ten utwór mówi o czymś innym niż pierwotnie mógł mieć na myśli Grzegorz Ciechowski, ale emocje pozostają te same. Zmienia się otoczenie i zmieniają się narzędzia, ale zostaje ten sam stan, który można określić jako bezgraniczną samotność.

Adam Mortas: Publiczność jest różna, co nas akurat cieszy. Są zarówno młodsze osoby, jednak nie da się ukryć, że większość publiczności stanowią widzowie, którzy wychowali się na tych utworach i mają do nich duży sentyment. Myślę, że najbardziej wymagającą publicznością są właśnie ci, którzy znają te piosenki od lat. To osoby, które były na koncertach i znają każdy utwór na pamięć. Na premierze mieliśmy nawet wycieczkę „Republikanów”, największego fanklubu Republiki, którzy przyjechali z biało-czarną flagą. Nie ukrywam, że trochę się stresowaliśmy przed spotkaniem z nimi. Okazało się, że niepotrzebnie się stresowaliśmy, bo zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Dostaliśmy też wyjątkową pamiątkę – coś w rodzaju złotej płyty, ale oczywiście czarno-białą, z tytułem spektaklu. To było bardzo miłe wyróżnienie. Zdarzają się też widzowie, którzy w ogóle nie znają tej twórczości. Często są to młodzi ludzie, którzy dopiero po spektaklu sięgają po te utwory, szukają ich w internecie i zaczynają słuchać. Nie da się ukryć, że te utwory zostają w pamięci.

***

„Ciechowski. W lustrze”

reż. Adam Mortas

koprodukcja Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi i Teatru M

Obsada: Adam Mortas, Rozalia Rusak

Premiera: 28 listopada 2025, Mała Scena Teatr Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi

Tytuł oryginalny

„Tak, tak – tam w lustrze to niestety ja”. Rozmowa z Adamem Mortasem o spektaklu „Ciechowski. W lustrze”

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także