„Pan Twardowski. Szkoła czarów” wg scen. i w reż. Michała Walczaka w Teatrze Rampa w Warszawie. Pisze Marek Zaldler na stronie NaszTeatr.
Teatr Rampa coraz śmielej wkracza na teren przedstawień skierowanych do młodego widza. Widzę w tym przemożny wpływ Marzeny Świrskiej-Wnerwińskiej, dyrektorki integracyjno-sportowo-wychowawczej szkoły nr 5324 na Targówku, która swym nieustającym zapałem rozbudziła w Michale Walczaku prawdziwego „walczaka” o rząd dusz, oczu i żołądków przyszłości tego narodu. Przy okazji, jak to ona, rozbudziła zapewne chuć, dlatego panujący na rampowskich włościach płodzi teksty w tempie iście olimpijskim, obdarowując nimi nie tylko rodzimy teatr. Tym razem napisał edumusical „Pan Twardowski. Szkoła Czarów”, którego premiera uświetniła Cyrkowarszawę – I Festiwal Magii i Ściemy na Targówku. Konieczność dopasowania terminów zrodziła pośpiech, dlatego premierowe niedociągnięcia składam na karb wariackiego tempa pracy w Rampie, które pomału nikogo już nie dziwi. Nie mogę też nie zauważyć zbieżności tematyki z wystawioną w Teatrze Baj „Alicją w Krainie Cyberczarów” autorstwa tegoż Walczaka, choć tym razem zamiast w króliczej norze lądujemy prosto na Księżycu.
Ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo. Oderwanie milusińskich od ekranów i przypomnienie im, że teatr czy lektura książek niosą ze sobą nieskończone pokłady wyobraźni. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Sztuką jest przede wszystkim dotrzeć do młodego człowieka z tą informacją, nie wywołując przy tym uśmiechu politowania. Rampa wspomaga się atrakcyjną formą wizualną wykorzystującą „słitaśne” lalki Konrada Czarkowskiego, efektowną scenografię i czytelne kostiumy Macieja Rabskiego, efekty iluzjonistyczne Wojciecha Rotowskiego, gamingowe projekcje Piotra Zaczka i oświetlające całokształt iluminacje Aliny Dołżikowej. Pomaga temu także zantagonizowana obecnością „złoli” opowieść, łamiąca czwartą ścianę i wciągająca młodych do środka historii – niewielu oprze się przecież pokusie wyprawy na Księżyc. A tam zawiedzie nas wytwór sennej wizji znudzonego ucznia, czyli robot naukowy Kopernix, byśmy śladem misji Artemis odwiedzili ciemną stronę Księżyca, na której mieszka ponoć legendarny Pan Twardowski. „Dzisiaj coraz rzadziej patrzą w niebo dzieci. Nie Księżyc, lecz ekran w nocy na nich świeci” – śpiewa zasmucony ziemski satelita, utyskując nad przejmowaniem umysłów młodych przez cyberczary. Na Księżycu faktycznie zamieszkuje nieco nadęty polski Faust (gwiazdorzący Wojciech Rotowski) za towarzysza mając jedynie zjawiskowego Kogutrona, czyli kosmiczną kurę Koko. Obok samouwielbienia i utyskiwania na czarodziejskiego „chłopca w okularach” spędza czas na magicznych eksperymentach. Ale zanim je poznamy, zejdziemy na ziemię, bo łapserdak CyberPrzemo (świetnie czujący klimat Piotr Napierała) wybudzony zostanie z błogiego snu przez panią Marzenę (Agnieszka Makowska w swoim żywiole), w której szkole dokonuje się właśnie prawdziwa kadrowo-cyfrowo-żywieniowa rewolucja. Nauczycieli zniechęconych do pracy z trudną młodzieżą zastępuje bowiem „edurobot” Librus, wprowadzony zakaz używania telefonów odbija się negatywnie na samopoczuciu dzieci, a czarę goryczy przepełniają zmiany jadłospisu na stołówce – zielona pacynka Kapitana Brokuła przejmuje rządy, a serwujący dotąd słodkości szkolny sklepikarz Grzegorz Baton (Julian Mere/Maciej Gąsiorek) ląduje na bruku. Michał Walczak trzyma tym samym rękę na pulsie zmian w polskiej edukacji, zaś dzieciaki żywo reagują na znaną sobie szkolną codzienność. W międzyczasie autor sączy im między wierszami wiadomości i wbija do głowy antyekranową propagandę w myśl zasady „bawiąc uczy, ucząc bawi”, bardziej jednak w abstrakcyjnym duchu Papcia Chmiela niż oświeceniowym Ignacego Krasickiego.
Dlatego też młody Przemek trafia do zakurzonej i zagubionej gdzieś w piwnicach szkoły biblioteki, gdzie początkowo dość niechętnie poznaje magię literatury. Magię namacalną, bo książki tu gadają, latają i cuda wyrabiają, nawet jeśli nieco grzybem trącą. Tyle wystarczy, by młodzian sięgnął po lekturę i wpadł w sidła opowieści o Panu Twardowskim, a tym samym w ziemsko-księżycowy teleport. Czas wyruszyć po wsparcie, bowiem szkołę na Targówku zhakowała mroczna Darkneta (cyberAnna Mierzwa), królowa ekranów i sieci, która wspomagana przez potwornego pluszowego Skrolucha – dziecko Matrixa oraz ziemskich pomocników przejmuje władzę pragnąć zostać cyberministrą gejmifikacji narodowej. Roztacza wizje nauki klikania, streamowania i surfowania, a jej podopieczni rapują z radością, iż „memy, bity, lajki, emotki i czaty zawirusują system oświaty”. Pomóc może już tylko bohaterski chłopiec. Cóż może być dalej? Epickie pojedynki na magię i czary, loty Kogutronem, walka z przejmującym jaźnię Darkstation, gwiezdne Artemisie, a na deser gadająca szarlotka… to jest inauguracja Akademii Magii i Ściemy, do której jak jeden mąż i jedna żona wstąpić chciałyby wszystkie dzieciaki.
„Pan Twardowski. Szkoła Czarów” na Targówku to propozycja odskoczni dla żyjących na onlajnie uczniów podstawówek. Scenicznymi fajerwerkami, humorem i aktorsko-muzycznym zacięciem pokazująca, że teatr czy książka mogą być równie interesujące jak Roblox. Ba!, nawet bardziej, bo błyski magnezji, latające świetliki czy ogniste kule obserwowane na żywo nie dadzą się już tak łatwo sprowadzić do cyfrowego efektu. Michał Walczak dzielnie walczy o powstrzymanie cyberzarazy, pokazując, że największą wartością są międzyludzkie relacje, przyjaźnie i dzielone wspólnie pasje. I nawet jeśli w tej walce z wiatrakami skazany jest na porażkę, to szanuję niezłomny autorski zapał, a po cichu mam nadzieję, że po takim spektaklu kilkoro dzieci odwiedzi szkolną bibliotekę. Ot choćby, by zobaczyć, czy faktycznie są tam nietoperze.
PS. I pamiętajcie zabierać ze sobą kosmiczne śmieci, gdyby już zdarzyło się Wam wybrać poza atmosferę.