Logo
Recenzje

Szturm na Kapitol

3.12.2025, 14:14 Wersja do druku

„Ubu król” Alfreda Jarry'ego w reż. Konrada Dworakowskiego Stowarzyszenia Teatralnego Chorea i Grupy Coincidentia. Pisze Paweł Wodziński, członek Komisji Artystycznej XI Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej „Klasyka Żywa”. 

fot. mat. teatru

W swym błyskotliwym eseju politycznym, zatytułowanym 18 brumaire’a Ludwika Bonaparte, Karol Marks opisuje sposób przejmowania i utrwalania władzy we Francji przez Ludwika Napoleona Bonapartego, który w 1848 roku został wybrany Prezydentem II Republiki, w 1852 roku dokonał zamachu stanu, przywrócił cesarstwo i rządził jako cesarz Napoleon III aż do 1871 roku. Choć Ludwik Napoleon Bonaparte był synem króla Holandii Józefa i bratankiem Cesarza Francuzów Napoleona I przez współczesnych uważany był za awanturnika. Wygnaniec, kapitan artylerii armii szwajcarskiej, uczestnik antypapieskiej rewolucji w Państwie Kościelnym, spiskowiec i zamachowiec dążący do obalenia Bourbonów, więzień polityczny, poeta, eseista i badacz problemu ubóstwa we Francji, poseł do Zgromadzenia Narodowego i przywódca Towarzystwa 10 grudnia, czyli podległych mu partyjnych bojówek, wierny swej awanturniczej naturze przywrócił system polityczny określany mianem bonapartyzmu. W odnowionej wersji był to populistyczny model sprawowania władzy, którego centrum stanowił Napoleon III.

Ten książęcy lumpenproletariusz, jak określał go Marks, otwierał drogi awansu dla drobnej burżuazji i mieszczaństwa oraz modernizował kraj poprzez inwestycje infrastrukturalne, między innymi rozwój sieci kolejowej, ale również defraudował środki publiczne, wydawał je na budowanie poparcia politycznego, tworzył własne bojówki i kaptował wojsko. Słynne były zwłaszcza rewie organizowane w pierwszym okresie rządów, w trakcie których gospodarz Pałacu Elizejskiego częstował żołnierzy cygarami i szampanem, drobiem na zimno i czosnkową kiełbasą. Nic dziwnego, że w momencie sporu Napoleona III z dowódcami wojskowymi część kawalerii – jak pisze Marks – wzniosła okrzyk „Vive Napoleon! Vivent les saucissons!” (Niech żyje Napoleon! Niech żyje kiełbasa!).

Sztuka Alfreda Jarry’ego Ubu król powstała w 1888 roku, a więc siedemnaście lat po odsunięciu od władzy Napoleona III i zakończeniu politycznego żywota przez II Cesarstwo Francuskie. Młody autor pod postacią króla Ubu sportretował podobno jednego ze swoich licealnych nauczycieli. Gdyby jednak odrzucić osobiste motywacje autora, a także powstrzymać się od analizy motywów literackich, które niewątpliwie wykorzystywał Jarry, w tej młodzieńczej sztuce można dostrzec udramatyzowaną rozprawę polityczną obrazującą metody przejmowania i utrwalania władzy przy pomocy rozmaitych populistycznych chwytów, w takiej skali przetestowanych po raz pierwszy przez Napoleona III.

W świecie króla Ubu obietnice polepszenia warunków życia przeplatają się z szyderstwami wobec słabszych, obalenie tyrana nie ma wymiaru emancypacyjnego, lecz służy przejęciu publicznych zasobów, uprawianie polityki polega na stosowaniu przemocy wobec przeciwników i przybiera charakter niekończącej się dintojry. Król Ubu zaś to zarówno konformista niemający żadnych poglądów, a może raczej głoszący wszystkie możliwe poglądy jednocześnie, jak również kreator nihilistycznej rzeczywistości, w której znaczenie słów zostało wyzerowane, dzięki czemu kłamstwo może znaleźć się w miejscu prawdy, przemoc udawać sprawiedliwość, kradzież być interpretowana jako redystrybucja.

Nie należy zapominać, że w dramacie Alfreda Jarry’ego przewija się także wątek polski czy szerzej – wschodnioeuropejski. Akcja rozgrywa się w Polsce, Ubu zajmuje stanowisko wysokiego rangą dowódcy wojskowego króla Polski Wacława, a po obaleniu Wacława sam zostaje królem Polski. Polska to w dramacie Jarry’ego kraina fantastyczna, choć oczywiście jej obraz został utkany z zachodnioeuropejskich klisz i stereotypów na temat Europy Wschodniej, postrzeganej w XIX wieku jako obszar skrajnie zacofany i rządzony w nieomal feudalny sposób. Przy całym fabularnym szaleństwie Ubu króla, w tym wykreowanym przez młodego autora obrazie Polski i Europy Wschodniej znajduje się pewne racjonalne rozpoznanie. Polska i Europa Wschodnia to wciąż obszar stałych geopolitycznych napięć, konfliktów wewnętrznych, nieoczekiwanych kryzysów i gwałtownych przemian. Władze chętnie stosują populistyczne chwyty, a społeczeństwa tego regionu są na nie podatne. Rządzącym, wygłaszającym raz po raz hasła o potędze i wielkości, zdarza się wpadać w uzależnienia od czynników zewnętrznych. W ostatniej sekwencji dramatu odsunięty przez Ubu od władzy rotmistrz Bardior udaje się do Rosji z prośbą o wojskową interwencję. Rosyjski car obala Ubu i przywraca na tron prawowitego dziedzica Byczysława, syna zamordowanego króla Wacława, który staje się od tego momentu polityczną pacynką.

Przedstawienie Grupy Coincidentia i Teatru CHOREA jest dość brutalną, choć niezwykle zabawną, groteską polityczną opisującą populistyczne mechanizmy stosowane przez wszystkich książęcych lumpenproletariuszy tego świata razem wziętych. Główny bohater dramatu – Ubu (w tej roli Paweł Chomczyk), podobnie jak Napoleon III, a współcześnie choćby Donald Trump, nie będąc człowiekiem ze społecznych nizin, lecz pozostającym na marginesie przedstawicielem elit, pewnego dnia postanawia w interesie ludu i swoim własnym ruszyć na zamek królewski razem z żoną (w roli Ubicy Dagmara Sowa) i rotmistrzem Bardiorem – bokserem z doczepionym diabelskim ogonkiem (Siarhei Artsiomenka). Ubu przypomina w tych działaniach prezydenta Stanów Zjednoczonych, który po przegranych w 2020 roku wyborach zmobilizował do szturmu na waszyngtoński Kapitol, budynek nawiązujący nazwą i formą do innego cesarstwa, człowieka-bizona oraz umundurowanego aktywistę trzymającego w dłoni flagę Gruzji, państwa – którego angielska nazwa ma takie samo brzmienie jak nazwa amerykańskiego stanu Georgia.

Wizja świata, której ramy określa nasz książęcy lumpenproletariusz przy pomocy żony i boksera z diabelskim ogonkiem wprowadzana jest początkowo z dużym respektem do tekstu w konwencji będącej połączeniem teatru ruchu, formy i lalek. Dość szybko jednak przedstawienie wchodzi na inne tory, przekracza granice i przyzwyczajenia widowni, stając się – jak piszą realizatorzy na stronie internetowej Grupy Coincidentia – radykalnym teatrem punkrockowym. Środki, które stosują reżyser oraz zespół aktorski występujący w spektaklu, przybierają coraz bardziej ekstremalny charakter. Paradoksalnie jednak, im więcej radykalnych gestów, im częściej zdarzenia sceniczne wymykają się ramom konwencji, tym mocniej wybrzmiewa tekst Jarry’ego i tym wyraźniej odsłania się smutna prawda o dzisiejszej zdewastowanej rzeczywistości społeczno-politycznej. Wraz z rozwojem akcji realizatorzy i wykonawcy dodają do scen z dramatu Alfreda Jarry’ego rozszerzenia i parafrazy. Kwintesencją tych zabiegów jest scena, w której Ubu przy udziale publiczności postanawia obrazić wszystkie możliwe mniejszości. Oszołamia ona swoją brutalnością i jednocześnie zawstydza, gdy jako widzowie zaczynamy zdawać sobie sprawę, że jest to dziś podstawowy sposób uprawiania polityki także w Polsce.

Przedstawienie skrzy się od aktorskich i reżyserskich pomysłów. Niewielki zespół aktorski – oprócz Pawła Chomczyka, Dagmary Sowy i Siarheia Artsiomenki przedstawienie współtworzą Janusz Adam Biedrzycki, Joanna Chmielecka i reżyser Konrad Dworakowski – posługuje się wszystkimi możliwymi środkami, traktując je z dezynwolturą. Ten punkrockowy, a właściwie nawet „trashowy” charakter przedstawienia ma swoje uzasadnienie. Skoro w świecie wszystko jest możliwe, tym bardziej wszystko jest możliwe w spektaklu. Pojawia się więc rosyjski car jako grający na harmonii człowiek-niedźwiedź, przepołowiony król Wacław znajduje się od razu w worku na zwłoki, oprócz sceny jedzenia kiełbasy (Vivent les saucissons!), mamy też scenę ściągania haraczu przez króla, który okazuje się gangsterem, czy może raczej gangstera, który okazuje się królem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak grupa świadomych i utalentowanych osób tworzy coraz bardziej szalone i upiornie zabawne sceny, korzystając z wszystkiego co ma pod ręką – masek, lalek, rekwizytów, kostiumów, ale także „przypadkowych” przedmiotów, takich jak ocynkowany kubeł czy zasłona prysznicowa, kreując za pomocą tych środków obraz współczesnego świata polityki, sklejony z pozornie nieprzystających do siebie elementów, lecz niezwykle prawdziwy, jeśli przypomnimy sobie nowy „cesarski” wystrój Gabinetu Owalnego i szturmujących waszyngtoński Kapitol rebeliantów. Punkrockowy i „trashowy” charakter spektaklu został dodatkowo podkreślony przez muzykę Piotra Klimka, składającą się – jak całe przedstawienie – z różnych fragmentów i „ścinków”. Konrad Dworakowski, wykonujący muzykę na żywo, korzysta z perkusji, akordeonu, wiader, wody oraz plastikowych rur, miesza motywy, ilustruje wydarzenia, zaburza ich rytm, tworzy poetyckie kontrapunkty.

Oglądałem spektakl w drewnianej stodole stojącej w środku lasu w miejscowości Solniki pod Białymstokiem w obecności stu innych osób, które przyjechały kilkadziesiąt kilometrów, żeby go zobaczyć, czując się trochę jakbym przebywał na tajnych artystycznych kompletach lub leśnych ćwiczeniach dla partyzantów kultury. Ale zarówno w tym teatrze zbudowanym nieopodal własnego domu przez Dagmarę Sowę i Pawła Chomczyka, jak również w geście wystawienia Ubu króla jako sztuki o współczesnych strategiach władzy, o czym wspominał Konrad Dworakowski w trakcie spotkania z publicznością, dostrzegłem coś, co mi się bardzo podobało i z czym się rzadko spotykam –  osobistą motywację i poczucie wolności.

Piszę tę recenzję w ramach moich obowiązków w komisji artystycznej konkursu „Klasyka Żywa”, ale szczerze mówiąc, nie traktuję tego spektaklu jak premiery klasycznego tekstu, choć oczywiście spełnia on wszystkie regulaminowe wymogi konkursu. Ubu król w reżyserii Konrada Dworakowskiego to jeden z ostrzejszych obrazów współczesnej rzeczywistości społeczno-politycznej, mimo iż jego twórcy nie używają politycznych, publicystycznych, dokumentalnych czy aktywistycznych środków, lecz posługują się metaforą. W spektaklu Grupy Coincidentia i Teatru CHOREA ujawnia się także prawdziwy sens wystawiania tekstów klasycznych, który w moim odczuciu nie polega na męczącym obowiązku podtrzymywania tradycji kultury czy przewidywalnej dyskusji z ze stereotypowymi odczytaniami tekstu literackiego, ale na opisywaniu przy pomocy klasycznych tekstów współczesnej rzeczywistości w sposób krytyczny i niezależny. W obecnej sytuacji tego typu działania to prawdziwy szturm na Kapitol. 

Alfred Jarry
Ubu król
tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński
reżyseria: Konrad Dworakowski
muzyka: Piotr Klimek
scenografia: Konrad Dworakowski
kostiumy: Marika Wojciechowska
światło i dźwięk: Bogusław Kasperuk
Grupa Coincidentia w Białymstoku i Teatr Chorea w Łodzi, partner: Siedlisko Kultury Solniki 44
premiera: 8 sierpnia 2025 

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne

Sprawdź także