Logo
Recenzje

Sztuka (nie)dorastania

26.10.2026, 10:30 Wersja do druku

„Piotruś Pan i Wanda” Szymona Godziemby-Trytka w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Operze Nova w Bydgoszczy. Pisze Szymon Spichalski.

fot. Andrzej Makowski/mat. teatru

A czy Wy dbacie o swoje wewnętrzne dziecko? Historia o słynnym chłopcu, który nie chciał dorosnąć, stała się jedną z najpopularniejszych baśni XX wieku. Przez kolejne dekady bawiła, uczyła i pomagała wychowywać kolejne pokolenia jej czytelników. Powieść Jamesa Matthew Barriego, powstała zresztą na kanwie sztuki teatralnej, była efektem opowieści, które autor snuł dla synów swojej przyjaciółki – Sylvii Llewelyn Davies. Oni sami stali się inspiracją dla powstania sylwetek Zagubionych Chłopców. Ich późniejsze dramatyczne losy, w szczególności Petera, stały się potem smutną klamrą dla popularnej historii opowiadającej o nieuchronności przemijania.

Utwór Barriego doczekał się dziesiątek adaptacji i inscenizacji, z których jedną z najgłośniejszych jest oczywiście film animowany ze stajni Disneya z 1953 roku. Produkcja słynnej wytwórni ukształtowała niejako wizerunek Piotrusia Pana w popkulturze, stając się punktem odniesienia dla kolejnych interpretacji. Formę filmu przygodowego miał „Hook” (1991) w reżyserii Stevena Spielberga, z Dustinem Hoffmanem jako Hakiem i Robinem Williamsem jako Piotrusiem. W 2004 roku powstał „Marzyciel”, opowiadający biografię samego Barriego. Ciekawostką jest, że w przypadku tego filmu, jak i innych adaptacji, w rolę niepotrafiącego dojrzeć bohatera wcieliły się aktorki, by przypomnieć jeszcze rolę Mary Martin w telewizyjnym musicalu z 1955 roku.

A jaki klucz do odczytania popularnej historii zaproponowali twórcy ostatniej premiery w Operze Nova? Musical w reżyserii Agnieszki Płoszajskiej próbuje odpowiedzieć na pytanie dotyczące motywacji postępowania Piotrusia (Maciej Tomaszewski). Spektakl otwiera sekwencja pokazująca samotnego chłopca odrzuconego przez matkę. Tragedia dziecka jest niedostrzegana i lekceważona przez tłum poruszający się tuż obok w efektownej paradzie. Ratunkiem dla niego okazuje się… spotkanie z własnym Cieniem (Artem Rybalchenko), który wyprowadza go z samotności w kierunku niezdrowego egoizmu i prób odnalezienia swojego dzieciństwa. Tomaszewski ukazuje swojego bohatera jako postać pełną pasji, uporu, ale i lekkomyślności.

Ciekawie wchodzi tym samym w relację z postacią Wandy. Odgrywająca ją Dorota Nowak ma w sobie wyjątkowe połączenie dziewczęcości z wyraźnym poczuciem dojrzałości. Solistka pokazuje dziewczynę, która „już nie jest dzieckiem, choć jeszcze nie dorosła”. Relacja Piotrusia i Wandy, naznaczona w kilku sekwencjach pewnym romantycznym sznytem, staje się motorem napędowym przedstawienia. Ostatecznie całej opowieści nadaje wymiar historii o dojrzewaniu do odpowiedzialności za życie swoje i innych.

To wygrywanie kontrastów jest zresztą znakiem charakterystycznym inscenizacji. Odbywa się ono również na poziomie scenografii zaprojektowanej przez Mariusza Napierałę. Salon i dziecięca sypialnia domu państwa Darling składają się z symetrycznie ustawionych ścian, pokazujących porządek świata dorosłych. Tymczasem w Nibylandii trafiamy na dziką i kolorową wyspę Piotrusia i Zagubionych, będącą odwzorowaniem nieskrępowanej dziecięcej wyobraźni. Jej mieszkańcy muszą się obronić przed atakiem równie barwnej i zróżnicowanej bandy piratów, poruszających się na widowiskowym okręcie. Ich lider, Kapitan Hak, jest przeciwnikiem Piotrusia, choć w wielu aspektach jest do niego mocno podobny. Odpowiedzią postaci granej przez Janusza Żaka na świat i upływający czas są złość i brutalność, co wyraźnie różni go od protagonisty. A jest tu jeszcze smaczek dla miłośników teatru lalek i szeroko pojętej formy, by wspomnieć olbrzymią lalkę przedstawiającą Krokodyla.

Bydgoska inscenizacja zwraca uwagę dynamiczną muzyką, której twórcą jest Szymon Godziemba-Trytek, a którą na warunki sceniczne przekłada orkiestra pod batutą Jagody Brajewskiej. Mocnym aspektem spektaklu są sceny zbiorowe, w czym duża zasługa dziecięcego chóru „Nova Voci” oraz dzieci ze studia baletowego. Jest w tym wszystkim jeszcze jeden ważny element, a mianowicie taniec. Wspomniany Cień w wykonaniu Artema Rybalchenki jest ponurym w gruncie rzeczy alter ego Piotrusia, z jednej strony dającym mu witalną siłę, z drugiej pchającym go w kierunku zapatrzenia w samego siebie. Jest jeszcze Dzwonka, będąca całkowicie oddana Piotrusiowi. W scenach akrobatyki powietrznej na szarfach Anna Czarniecka nie tylko pokazuje swój wszechstronny warsztat, ale także podkreśla bezwzględną afirmację życia i jego radości, których wyrazem jest milcząca wróżka.

„Piotruś Pan” z bydgoskiej Opery Nova jest spektaklem, który łączy w sobie kilka gatunków. Jest tu i rozmach operowej inscenizacji, i lekkość musicalowej piosenki, pojawia się również symboliczny język baletu i teatru tańca. Ta różnorodność pozytywnie wpływa na odbiór przedstawienia, pozwalając widzom w różnym wieku cieszyć się samą jego formą. W końcu trzeba czasem zadbać o wewnętrzne dziecko.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także