22.03.2021, 15:38 Wersja do druku

Stop przemocy. Fala zmian na uczelniach teatralnych

Młode pokolenie aktorów i aktorek głośno i odważnie ujawnia patologie życia teatralnego, które swój początek mają w systemie kształcenia niebezpiecznie przypominającym tresurę.

27 marca tradycyjnie obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru. W tym roku, tak jak w ubiegłym, przy pandemicznie zamkniętych scenach, ale – i to nowość – przy coraz szerzej uchylanych drzwiach do sal prób. Młode pokolenie aktorów i aktorek głośno i odważnie ujawnia patologie życia teatralnego, które swój początek mają w systemie kształcenia niebezpiecznie przypominającym tresurę.

Przemoc. Niezbywalna część zawodu

Najnowszy przykład to wpis Anny Paligi, 24-letniej absolwentki łódzkiej Filmówki, opublikowany w mediach społecznościowych – wzbudził olbrzymie emocje i doczekał się wielu komentarzy od studentów i absolwentów szkół teatralnych potwierdzających, wspierających i dorzucających własne przykłady nadużyć ze strony wykładowców i wykładowczyń. Dwa dni wcześniej Paliga wygłosiła go na Małej Radzie Programowej Łódzkiej Szkoły Filmowej w ramach debaty „Kim ma być absolwent Szkoły Filmowej?”.

Aktorka zauważa: „W moim odczuciu to, czego uczelnia nie daje nam najbardziej, to zwykłe poczucie bezpieczeństwa i zasady etyki. Absolwenci nie wiedzą, jakie są ich prawa jako aktorów, jak można bronić się przed mobbingiem, wykorzystaniem seksualnym na planie, a przemocowe przekraczanie swoich granic psychicznych i fizycznych uważają za niezbywalną część zawodu. Na wydziale aktorskim panuje absurdalne i niszczące przekonanie, że młodych należy »łamać« i »przyzwyczajać do zaciskania zębów«, a także że doświadczanie przemocy pomoże im w zostaniu lepszymi aktorami. Studenci, wychodząc do świata profesjonalnych planów filmowych, nie są przygotowani na stawianie oporu manipulacjom i zastraszaniu. To prowadzi do kontuzji, frustracji, zaburzeń odżywiania, załamań nerwowych...”.

Młode pokolenie mówi „dość”

Dalej padają nazwiska – powszechnie znane. Wykładowcy, który wpadał w furię i rzucił w studentów krzesłem. Wykładowcy, który pogryzł studentkę, demonstrując jej partnerowi, jak należy zagrać pożądanie. Innego, który uderzył studentkę w twarz tak mocno, że pociekła krew, puentując do stojącego obok studenta: tak to się robi. Profesorki zmuszającej studentkę podczas egzaminu do rozebrania się („Albo zdejmiesz stanik, albo wyrzucę cię z uczelni”). Dyrektora Teatru Jaracza, który podczas zajęć ustawiał studentów naprzeciw siebie, rozebranych do bielizny, i kazał im wymieniać wady ciał kolegów. I niedawnego rektora Filmówki, zwracającego się do studentki per „pierdolona szmata, kurwa”, poniżającego innych. Zaś ze strony władz wciąż miała płynąć ta sama mantra: „Jesteś zbyt miękka na ten zawód”. Jak w tym słynnym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie powiedzeniu o aktorstwie: „W tym zawodzie trzeba mieć skórę nosorożca i duszę motyla”. Młode pokolenie mówi „dość”.

„Nieograniczona władza, którą profesorowie mają nad nami – wybrańcami, którzy długo przygotowywali się, by dostać się do Szkoły Marzeń i którzy w każdym momencie mogą zostać z niej wydaleni za sprawą kaprysu wykładowcy – ta władza powoduje, że przemoc nie jest zgłaszana, a sprawcy nie zostają ukarani. (…) Dopóki nasza uczelnia nie zacznie budować w aktorach szacunku do samych siebie i swojej pracy, nasi absolwenci wychodząc ze szkoły, będą walczyć nie z kapryśnym polskim rynkiem filmowym, a z sobą.

Uważam, że przeprowadzenie poważnej rozmowy na temat przemocy i kadr ze studentami i absolwentami naszego wydziału jest niezbędne dla dalszego funkcjonowania tej uczelni” – kończy Anna Paliga.

„Masz patologiczny głos”, „śpiewasz jak sierota”

Ta relacja jeży włos na głowie, ale też jest kolejną tego typu, która w ostatnim czasie pojawia się w przestrzeni publicznej. Kolejną potwierdzającą tezę, że edukacja artystyczna, a przynajmniej teatralna w Polsce jest przesiąknięta przemocą. Z figurą mistrza, któremu wolno więcej, i sztuki, która wymaga ofiar. Młodzi, wspierani przez akcję #MeToo, ale też wychowani w innym, wolnym świecie, coraz częściej widzą absurd tych założeń. Bo ostatecznie sztukę, obojętne, czy napiszemy ją od małej, czy dużej litery, robią ludzie, których niezbywalnym prawem jest szacunek i godność.

Chwilę wcześniej głos podnieśli studenci wrocławskiej filii krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych. Kolejne roczniki przekazywały sobie informację, że zajęcia z technik wokalnych z panią B. to piekło. Kolejne pisały o tym w ankietach oceniających pracę wykładowców. A pani B. dalej robiła swoje: „Wyglądasz, jakbyś wyszła z Auschwitz”, „Masz patologiczny głos”, „Śpiewasz jak obrzygana sierota” – tak się miała zwracać do studentów. Według ich obserwacji nie znosiła szczupłych dziewczyn z niskimi głosami. Lubiła za to pokazywać, gdzie jest przepona, i zjeżdżać przy tym chłopakom palcami nieco niżej. Nowy rocznik zaskoczył wszystkich, bo zamiast „zacisnąć zęby”, skrzyknął się i poszedł do władz uczelni z oficjalnym pismem, w którym opisali nadużycia, jakich doświadczyli ze strony wykładowczyni.

A wciąż głośna jest sprawa z bytomskiej filii krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych, opisana w artykule Igi Dzieciuchowicz opublikowanym w „Dużym Formacie”. Podczas prób do spektaklu dyplomowego – często nocnych i sam na sam z aktorkami – reżyser Paweł Passini miał wymuszać na nich nagie tańce. „Mały Las – Krótki Sen” na podstawie „Snu nocy letniej” Szekspira miał – jak tłumaczył reżyser – „dotyczyć samego teatru i tego, w jaki sposób staje się on narzędziem przemocy”.

Koniec z fuksówką. Fala zmian na uczelniach

Zmieniają się studenci, ale – stopniowo i powoli – pod naporem ich i rzeczywistości zmieniają się także szkoły teatralne. W Bytomiu ostatecznie to reżyser został oskarżony o stosowanie przemocy psychicznej i odsunięty od pracy. We Wrocławiu rektorka powołała rzecznika dyscyplinarnego, który po rozmowach ze studentami i profesorką ocenił przewinienie pedagoga jako niezamierzone przekroczenie i zalecił udzielenie upomnienia. Jednocześnie uzgodniono rychłe odejście pedagoga z uczelni (na emeryturę). Pani B. wytoczyła jednemu ze studentów, Wojtkowi, sprawę o zniesławienie. Proces trwa, ale Wojtek ma poczucie wsparcia, a nie, jak pewnie byłoby jeszcze niedawno, osamotnienia.

Kolejne uczelnie tworzą – niefikcyjne – stanowiska rzeczników praw studentów, by wyrównać ich szanse w starciu z przemocowymi wykładowcami i wykładowczyniami. W łódzkiej Szkole Filmowej Anna Paliga swoje oświadczenie ogłosiła przed Małą Radą Programową, powołaną przez nową, urzędującą od września ubiegłego roku rektorkę Milenię Fiedler. Zasiadają w niej władze uczelni i przedstawiciele studentów, a wypowiedzieć się może każdy. W odpowiedzi na wystąpienie Anny Paligi uczelnia wszczęła postępowanie antymobbingowe i antydyskryminacyjne. „Na koniec chciałabym wyrazić współczucie wobec wszystkich Studentek i Studentów, którzy kiedykolwiek doznali krzywdy i zostali z nią sami. Postaramy się, żebyście nigdy nie szli sami i same. Przepraszamy i prosimy Was o zaufanie i wsparcie w procesie wypracowania lepszego świata” – zakończyła swoje oświadczenie rektorka Filmówki.

No i szkoły teatralne zlikwidowały fuksówkę. Koszmarny, oparty na bezwarunkowym podporządkowaniu, niczym fala w wojsku, zwyczaj włączania pierwszoroczniaków do społeczności przyszłych aktorów. Nie najgorsze te obchody święta teatru!

Tytuł oryginalny

Stop przemocy. Fala zmian na uczelniach teatralnych

Źródło:

Polityka online
Link do źródła

Autor:

Aneta Kyzioł

Data:

19.03.2021

Wątki tematyczne