„Wycinka Holzfallen" Thomasa Bernharda w reż. Krystiana Lupy we wrocławskim Teatrze Polskim w Podziemiu, premiera wznowienia 20 lutego 2026. Pisze Michał Centkowski w „Przeglądzie".
Przed 12 laty, gdy Teatr Polski we Wrocławiu pod dyrekcją Krzysztofa Mieszkowskiego był najważniejszą sceną w kraju, Krystian Lupa wystawił w nim bernhardowską „Wycinkę". Spektakl o sztuce i życiu, zakłamaniu artystów i głupocie władzy. Przywrócony do życia na potrzeby telewizyjnej realizacji spektakl wraca na afisz, tym razem Teatru Polskiego w Podziemiu. I dobrze, bo to przedstawienie wybitne.
Spotkanie dawnych przyjaciół, dla którego tłem stała się samobójcza śmierć pogubionej, powoli tonącej w alkoholu Joany (świetna Marta Zięba), pretekstem zaś wizyta Aktora Teatru Narodowego, rozsławionego wybitną rolą Egdala w „Dzikiej kaczce" Ibsena. Ten jeden wieczór opisany z bezlitosną szczerością przez Bernharda - uczestnika wydarzeń, staje się pożywką dla teatru Lupy i feerii zachwycających kreacji aktorskich. Wojciech Ziemiański jako odpychający, a jednocześnie do bólu szczery Auersberger; Halina Rasiakówna w roli zmęczonej i coraz bardziej wątpiącej Auersbergerowej; Ewa Skibińska jako „lokalna Virginia Woolf", gasnąca, przegrana, a wciąż przekorna. Oszczędny, skupiony i przejmujący Piotr Skiba jako niemogący uwolnić się od Auersbergerów Bernhard. Wreszcie Jan Frycz jako Aktor Teatru Narodowego, na którego cześć wydano tę kolację i na którego cześć właściwie rozgrywa się druga część wrocławskiego spektaklu. Od starzejącego się, zblazowanego kabotyna, przez rozczarowanego ludźmi i sztuką sceptyka, po filozofa w finałowym monologu o stopieniu z naturą. Samotność, smutek, groza wydestylowane z wybitnej prozy Bernharda przez Lupę. No i sztuka: niedoskonała, kosztowna, ułomna, ale wciąż stanowiąca jedyny ratunek.