Logo
Recenzje

Stacja Zdrój! Proszę wysiadać!

30.06.2026, 09:08 Wersja do druku

„Stacyjka zdrój” Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory w reż. Adama Opatowicza w Teatrze Bagatela w Krakowie. Pisze Janusz M. Paluch w miesięczniku „Kraków i Świat”.

fot. Jeremi Astaszow

Gdy z ciemności reflektor wyławia pojawiającą się najpierw w szczelinie kurtyny rękę w białej rękawicy, a potem beznamiętnie straszną w swej łagodności i dobroci „stężałą twarz” YOUPITERA (Marcel Wiercichowski) zapowiadającego, a właściwie niezapowiadającego, to, co nas za chwilę spotka. Ten moment wzbudza niepewność, ale też uskrzydla ciekawość! Sięgam po „positivum”. Uspokajam się – to tylko teatr – szepczę niesłyszalnie dla sąsiadów szamoczących się jeszcze z niewygaszonymi komórkami… Właściwie niepotrzebnie, bo tam, dokąd za chwilę trafimy i tak zasięgu nie ma. Kurtyna rozsłania mroczny krajobraz (scenografia: Robert Łęcki). Trafiamy na nieoświetloną stacyjkę Zdrój, której peron powoli zaczyna się zapełniać. Najjaśniejszym punktem jest zegar pozbawiony… wskazówek. Tam nie ma „czasu”. On jest tu, gdzie przebywamy – czy zdążę na ostatni tramwaj przebiega jak błyskawica myśl… Tymczasem „Stacyjka Zdrój” – to stacja docelowa, z której powrotu już nie ma…

Spektakl muzyczny jest oparty na tekstach legendarnych autorów – Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Libretto (także scenariusz, wspólnie z Adamem Opatowiczem – reżyserem spektaklu) napisał – też już mityczny Andrzej Poniedzielski. Niezwykła ekwilibrystyka słowem, żonglowanie piosenkami Starszych Panów, dają namiastkę tego niezwykłego zjawiska, jakim był Kabaret Starszych Panów emitowany przez Telewizję Polską. Warto może w tym miejscu wspomnieć inny skupiający słuchaczy w całej Polsce przez lata co sobotę przy radioodbiornikach – radiowy i też literacki kabaret – „Podwieczorek przy mikrofonie” prowadzony przez Zenona Wiktorczyka. A wspominam o tej audycji, by zasygnalizować, że widzowie programu Przybory i Wasowskiego, nie byli przypadkowi, a przygotowani na nową wizyjną ofertę twórczą.

Spektakl niemal od początku wzbudza niezwykłe wspomnienia. Zmusza widza – tego dojrzałego– do spojrzenia – co tu dużo pisać – w odległą przeszłość lat 60-tych XX wieku. Wtedy, gdy przyszła pora na „Kabaret Starszych Panów” moje małe miasteczko zamierało. Wszyscy zasiadali przed telewizorami, wchodzili w świat kabaretu literackiego, kabaretu absurdu, wzbudzając śmiech, tęsknotę za taką literacką miłością, wyciskając łzę wzruszenia… Potem rozmawiało się długo o piosenkach, podśpiewywało się je przy byle okazji… To była magia, choć nie wszystko jeszcze rozumieliśmy, Starsi Panowie przyciągali jak magnes. I ten kabaret został z naszym pokoleniem już na całe życie… Żaden inny późniejszy, czy to polityczny, czy społeczny, nie przeskoczył ustawionej przez Starszych Panów poprzeczki… Może Olga Lipińska i jej impulsywny luddyczny kabaret, jednak polityczny. Ale to zupełnie inna kategoria!

Podziwiam odwagę twórców spektaklu i aktorów, którzy zmierzyli się z mistrzami kabaretu, sceny tej miary co Wiesław Gołas („Upiorny twist” wykonał Marcel Wiercichowski), Halina Kwiatkowska i Mieczysław Czechowicz („Ty nie odmawiaj mi” w wykonaniu Marcina Kobierskiego i Anny Rokity), Wiesław Michnikowski („Addio pomidory” w wykonaniu Krzysztofa Bochenka i Marcina Kobierskiego), duetu Mieczysław Czechowicz i Wiesław Michnikowski („Tanie dranie” zaśpiewał Kwartet im. Czastuczkiewicza w składzie Patryk Szwichtenberg, Piotr Urbaniak, Marek Bogucki i debiutujący Filip Prokopowicz) czy Haliny Kwiatkowskiej („Zosia i ułani” w fantazyjnym wykonaniu Justyny Schneider), w końcu kultowej piosenki „Herbatka” śpiewanej przez duet Przybora & Wasowski (wykonali Katarzyna Żbel – Poezja Smutku – P.S i Piotr Różański – Prezes Omega). Szczególnie ten ostatni duet, w którym dojrzałość spotkała się z młodością i to na stacyjce Zdrój, był niezwykle wzruszający, tchnący optymizmem. Choć w Zdroju optymizmu przecież nie ma! Duet ten był swoistym symbolem artystycznej sztafety, pokoleniowym przekazaniem tajemniczego przepisu „na parzenie herbatki”, smakowitej i aromatycznej, bez której życie – szczególnie to artystyczne, literackie, teatralne tracą sens…

Artyści Teatru Bagatela udźwignęli ciężar gatunkowy nadany przez mistrzów i mam nadzieję, dali tym piosenkom Starszych Panów nowe życie, może nie tylko w Krakowie na scenie Teatru Bagatela. Świetna wokaliza całego zespołu i poszczególnych wykonawców nie raz i nie dwa podziwiane były i oklaskiwane przez teatralną publiczność. Także i podczas tego spektaklu aktorzy stanęli na wysokości zadania, do czego przyczyniły się świetne aranżacje piosenek autorstwa Jacka Skowrońskiego, ale i muzyczne konsultacje Artura Sędzielorza oraz choreografia Jarosława Stańka. Szkoda tylko, że muzyka piosenek nie wybrzmiała „na żywo” z muszli koncertowej Zdroju…

Oglądając i słuchając z zapartym tchem przypominanych songów pozwalałem wmanewrowywać się w zakręcone teksty, czy może nieteksty Andrzeja Poniedzielskiego. Człowieka nie stroniącego od mroczności, pławiącego się w nieustannie rozśmieszającym smutku… Ten monolog rozpisany został wprawdzie na aktorów, ale w tle i tak słychać było Poniedzielskiego. Nie, nie przeszkadzało to, ale ukazywało niezwykle skomplikowaną osobowość twórcy tekstów. Tego nie słyszy się, gdy on sam wiedzie monolog, który – okazuje się – jest niemonologiem… Zresztą cały spektakl też sprawia wrażenie niespektaklu, bo całkiem spokojnie mógłby wybrzmieć na scenie festiwalowej – czy to Opola lub Wrocławia… Ale tam zaistniałby raz, może jakiś zmanipulowany obraz pokazałaby telewizja anonsująca go jako koncert „ku pamięci”… W stałym repertuarze Teatru Bagatela może mieć szansę zaistnienia w dłuższej perspektywie czasowej. Oby tak się stało!

Nurtowała mnie cały czas myśl, do kogo ten spektakl jest adresowany? Mnie – pewnie już mającego zarezerwowane miejsce w pociągu do stacyjki Zdrój – przekonywać nie trzeba. Teatr powinien jednak myśleć o młodym widzu, czy nostalgiczna, kulturalna atmosfera literackiego kabaretu przekona moje wnuczki? Córki jeszcze w dzieciństwie „katowałem” tym repertuarem… Czy młodzi ludzie, którym wszczepiono gen niecierpliwości, płytkości przekazu (tzw. literackiego) kabaretowego, chamstwa płynącego szerokim strumieniem ze sceny z niepohamowanymi wulgaryzmami, będą w stanie przejść ze zrozumieniem przez skomplikowane libretto Poniedzielskiego, a teksty Przybory i Wasowskiego okiełznają wieczną adrenalinę życia i wszechogarniające ADHD? Podejrzewam, że nawet twórcy spektaklu powątpiewają, wszak ostanie słowo należy do Ksiądrzam Luc (nie mam pewności, czy zastosowałem dobrą odmianę tego archaicznego imienia!)… Ale zawsze jest w wiecznej niewieczności nadzieja…

Tytuł oryginalny

Stacja Zdrój! Proszę wysiadać!

Źródło:

„Kraków i Świat” online
Link do źródła

Sprawdź także