„Turniej klasowy (do przerwy 4:0)” Mariusza Gołosza w reż. Marty Streker w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu. Pisze Karolina Matuszewska, członkini Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
„O czym myśli tajemnicza smutno-oka młodzież, czy z haczykiem ma obuwie i z paskami odzież” – śpiewał ćwierć wieku temu zespół Akurat. Ten rytmiczny kawałek szydzący z pogoni za markowymi produktami przypomniał mi się podczas oglądania spektaklu „Turniej klasowy (do przerwy 4:0)” Mariusza Gołosza w reżyserii Marty Streker w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu. Nie wiem, czy jako fan rapu Gołosz słuchał polskiego ska, ale skorzystał z tego samego motywu, aby opowiedzieć o problemie wykluczenia ekonomicznego oraz jego społecznych i psychologicznych konsekwencjach.
Na scenie zamiast parkietu lokalnej dyskoteki (jak w piosence) mamy szkolne boisko do gry w piłkę. Scenografię Katarzyny Leks tworzy kilka rzędów metalowych trybun, z niewygodnymi krzesełkami i odchodzącą farbą – tak jeszcze kilkanaście lat temu wyglądały boiska w wielu polskich szkołach. Nie to jednak było ważne – liczyły się zapał i skuteczność, które przekładały się na zdobyte bramki. W wałbrzyskim spektaklu dużo ważniejsze od goli zdają się być liczba pasków na strojach zawodników oraz zer na kontach bankowych ich rodziców. W takiej rzeczywistości próbuje odnaleźć się Kuba. Choć kocha grać w piłkę nożną i jest w tym naprawdę dobry, szansę na spełnienie marzeń o sportowej karierze zabiera mu ubóstwo.
To nie jest tak, że Kuby na nic nie stać. Jego rodzina ma „całkiem dziwny dom, dziwny przedpokój z dziwną boazerią i dziwnym linoleum”. Chłopak jeździ do szkoły autobusem, bo jego rodzice nie mają samochodu, w supermarkecie wybiera produkty z najniższej półki cenowej, a ubrania kupuje na bazarze albo donasza po starszym kuzynie. Codzienne drobne decyzje dyktowane oszczędnością sprawiają, że Kuba ma problem z własną tożsamością. Tak długo musiał się wszystkim dzielić, że aż sam podzielił się na trzy – pada w pewnym momencie ze sceny. Na jego postać składa się więc trzech chłopców: Kuba, Jakub i Buba (Wojciech Oset, Miłosz Sadowski i Filip Niżyński) – nierozłączni, lojalni i wspierający doradcy, jednak przez ten wewnętrzny podział jakby pomniejszeni, niepewni. Każdy z nich reprezentuje inny aspekt osobowości trzeciego. Jakub wydaje się bardziej racjonalny, choć także sceptyczny, Buba jest nieco naiwnym optymistą. To oni są narratorami całej opowieści, nadając jej dynamiczny rytm i odsłaniając przed widzami myśli i lęki bohatera.
Materialne braki w swoim nastoletnim życiu Kuba wypełnia dzięki wyobraźni – ma talent do wymyślania fantazyjnych historii o tym, jak pięknie mieszka i jak świetnie mu się powodzi. Jest w tym na tyle dobry, że udaje mu się nawet oszukać surową nauczycielkę (Agata Małycha-Szczypuła). Najbardziej jednak chciałby zostać piłkarzem. Tutaj sprawa się komplikuje. Żeby zostać zauważonym przez trenera, powinien zagrać w tytułowym turnieju klasowym. Od udziału w nim chłopaka dzieli wpisowe w wysokości czterdziestu złotych. Zdobycie tych „dwóch banknotów każdy o nominale dwudziestu złotych” okazuje się dla rodziców Kuby trudną do pokonania barierą.
Twórcy spektaklu stawiają na silne kontrasty. Matki Kuby (Anna Jezierska) nie tylko nie stać na opłacenie turnieju, nie może nawet kupić mu nowej pory spodni w odpowiednim rozmiarze. W jednej ze scen zawstydzony chłopak, pod okiem matki i handlarki, mierzy dresy w zaimprowizowanej na targowisku przymierzalni. Są brzydkie i ewidentnie źle leżą, ale cała trójka udaje, że wszystko jest z nimi ok. To jedna z najmocniejszych scen wałbrzyskiego spektaklu, która zwraca uwagę na ważny problem. Ubóstwo czy bieda to nie tylko sprawa materialna, powiązana z zaspokajaniem podstawowych potrzeb bytowych. W wychowywanych w takich warunkach dzieciach rodzi ono poczucie wstydu i upokorzenia, a te z kolei wpływają na ich samoocenę i kontakty społeczne.
Przykładów celowego lub mimowolnego zawstydzania jest w spektaklu znacznie więcej. Robi to nauczycielka, gdy pyta uczniów, gdzie byli na wakacjach (jakby to było oczywiste, że każdy gdzieś wyjechał) albo wymaga posiadania nowego podręcznika („polski język się zmienił, że nagle mamy ci nowy podręcznik kupować?” – komentuje matka); wuefistka (Karolina Warzecha), która każe się przebierać w sportowe ubranie (bo wyciągnięty T-shirt z plakatem Titanica takim ubraniem nie jest) albo kolega, prosząc o pożyczenie drobnych na coś do picia. W tych pozornie błahych scenach z codziennego życia ujawnia się wyczulenie Gołosza na znaczenie słów i rytm języka. Wypowiedziane niewinnie, stają się narzędziem systemowego poniżania i społecznego ostracyzmu. „Nie jesteś jednym z nas” – komunikują.
Nic zatem dziwnego, że w każdej z tych sytuacji Kuba stosuje uniki – kłamie, wykręca się, fantazjuje. Wszystko po to, aby nie powiedzieć prawdy: „po prostu się wstydzę”. Wstyd jest w Turnieju klasowym… potężną siłą, dlatego przybiera materialną postać. Czasem to mała, zabawkowa lalka, czasem ogromny stwór o pustych oczach i wielkiej głowie uszytej ze skrawków starych, tanich ubrań. Ma długie łapska, które wyciągają się w stronę Kuby, próbując go opleść i nigdy nie wypuścić. Ten ucieleśniony Wstyd jest jak postać z dziecięcego koszmaru, w którym najbardziej irracjonalne lęki mają swój realny kształt.
Jednak ani Gołosz, ani Streker nie chcą młodych widzów przerażać, dlatego pozwalają sobie na rozbrojenie przeciwnika za pomocą językowej konwencji. Kuba konfrontuje się więc z własnym Wstydem, a Jakub i Buba komentują ich słowny pojedynek jak piłkarski mecz. Wstyd okazuje się mocnym zawodnikiem, który z łatwością potrafi człowieka okiwać lub zmusić do błędu, gdy ten pozwoli sobie na chwilę nieuwagi. Można go pokonać dopiero wtedy, kiedy przestanie się go bagatelizować i udawać, że nie istnieje.
Kubie udaje się to w momencie, w którym przyznaje się do niego przed szkolnym kolegą. Krzysiek (Tomasz Frąszczak) to typ złotego dziecka – ubrany w czerwony dres z trzema paskami, odważny i popularny, sprawia wrażenie, jakby wszystko przychodziło mu z łatwością. Razem z innymi uczniami wykorzystuje każdą okazję, aby dokuczyć Kubie. Nie jest jednak typowym szkolnym prześladowcą. Z jego perspektywy to niegroźne żarty, jakby nie miał świadomości, jak bardzo są bolesne. To, co dla niego jest normalnością: bogaty dom, markowe stroje i najnowsze podręczniki – w oczach Kuby staje się znakiem przynależności do pewnego świata i określonej grupy społecznej, od której dzieli go finansowa przepaść. Krzysiek tego nie rozumie, ale przyznaje się do własnego wstydu związanego z nieumiejętnością opanowania języka angielskiego. To wyznanie w symboliczny sposób zrównuje chłopców i oczyszcza atmosferę między nimi.
„Turniej klasowy…” mógłby być kolejnym interwencyjnym spektaklem o podziałach klasowych i ekonomicznej nierówności, ale na szczęście nie wpada w tę kliszę. Tworząc ciekawe, pogłębione psychologicznie postaci, skupiając się na emocjach i samoświadomości nastoletniego bohatera, twórcy unikają moralizowania. Zamiast prostych pouczeń, pozwalają Kubie uporać się ze wstydem. Jest w tym coś z naiwnego happy endu, ale to dobre zakończenie. Skoro (na razie) Kuba nie może zmienić swojej sytuacji życiowej, może przynajmniej spróbować spojrzeć na nią inaczej i docenić to, co ma. A to już dużo.
Mariusz Gołosz TURNIEJ KLASOWY (DO PRZERWY 4:0). Reżyseria: Marta Streker, scenografia, kostiumy, animanty: Katarzyna Leks, muzyka: Maciej Zakrzewski. Prapremiera w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu 14 września 2025.