EN
4.11.2022, 15:58 Wersja do druku

Siła i piękno chóru

„Chorus Opera” w reż. Jere Erkkilä w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie. Pisze Temida Stankiewicz-Podhorecka w „Naszym Dzienniku”.

fot. Krzysztof Bieliński

Wyznam szczerze, iż dawno nie doświadczyłam w teatrze tak przyjemnego widoku, gdy publiczność przez bardzo długi czas na stojąco, z okrzykami zachwytu oklaskuje spektakl. Chodzi o „Chorus Opera" w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie. Nie do zapomnienia. No i to uczucie wspólnoty przeżywania czegoś pięknego przez artystów na scenie oraz przez nas, publiczność na widowni. Tak wspaniałej interakcji między sceną i widownią od dawna nie widziałam. Nie mówiąc już o tym, jak bardzo nam wszystkim podniósł się poziom endorfin, popularnie zwanych hormonami szczęścia, co - jak wiadomo - wpływa korzystnie na nasz nastrój i w ogóle na samopoczucie. A nastrój, tak myślę, wszyscy lub prawie wszyscy mieli wyśmienity. No bo jak nie mieć, kiedy ze sceny promieniuje piękno?

„Chorus Opera" to spektakl operowy, którego głównym, wielopostaciowym bohaterem jest chór. Można powiedzieć, że to dość nowatorskie spojrzenie na przedstawienie operowe, wszak przyzwyczailiśmy się do tego, że w centrum zainteresowania opery są śpiewacy -soliści. Chór zaś traktowany jest jako ważny, ale jednak dodatek. Tu zaś mamy nową sytuację, w której gwiazdą wieczoru jest właśnie chór, a nie soliści, choć ci także występują (m.in. Rafał Bartmiński, Tadeusz Szlenkier, Kamila Dutkowska). A to, jak znakomitą formę artystyczną prezentuje chór Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, pokazało przedstawienie, które wymyślił francuski dyrygent Patrick Fournillier, od sezonu 2020/2021 dyrektor muzyczny

Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie. Podobną formułę przedstawienia operowego Fournillier wraz z reżyserem Jere Erkkilä oraz autorką scenografii i kostiumów Anną Kontek zrealizował już wcześniej w Fińskiej Operze Narodowej w Helsinkach, gdzie był dyrektorem muzycznym. Ci sami realizatorzy są twórcami warszawskiego spektaklu, który od helsińskiego różni się jedynie programem, bo forma inscenizacyjna jest niezmieniona.

Przedstawienie składa się z największych hitów, wykonywanych przez chór, partii chóralnych pochodzących z różnych oper. Nie jest to jednak zwykła składanka, lecz wszystkie kolejne sekwencje wiążą się ze sobą czy to myślą, czy to estetyką, czy to formą inscenizacyjną (poza kilkoma wyjątkami), czy to tematem.

Spektakl rozpoczął się bardzo pięknym utworem - jedną z najbardziej znanych na świecie partii chóralnych „O Fortuna" z kantaty scenicznej „Carmina Burana" Carla Orffa, wykonaną po łacinie. A dalej już tylko przeboje, które większość publiczności zna, a niektórzy nawet po cichutku nucili wraz z artystami. Pięknie, porywająco, czasem wręcz przejmująco wybrzmiały partie z oper: Pucciniego („Turandot", „Madame Butterfly"), Verdiego („Otello", „Traviata", „Don Carlo", „Trubadur"), Leoncavalla („Pajace"), Bizeta („Carmen"), Mascagniego („Rycerskość wieśniacza"), czy z „Latającego Holendra" Wagnera. Oczywiście nie mogło zabraknąć polskiej muzyki, polskich kompozytorów: Krzysztofa Pendereckiego („Siedem bram Jerozolimy") czy Karola Szymanowskiego („Król Roger").

Ale największy entuzjazm publiczności - i to w pełni zasłużenie - wzbudził wielki finał. No bo jakże takie wspaniałe widowisko mogłoby się obyć bez muzyki ojca polskiej opery, Stanisława Moniuszki? Tak więc na zakończenie - można powiedzieć, używając metafory - mury Teatru Wielkiego - Opery Narodowej wręcz zadrżały, gdy chórzyści ubrani w kostiumy z epoki polskiej szlachty doskonale wykonali wspaniałego, wyjątkowego, siarczystego mazura z ostatniego aktu „Strasznego dworu". A wśród nich przepięknie, aż do zachwytu, tańczyła para solistów baletu. Toteż trudno się dziwić, że publiczność w niemilknących brawach domagała się bisu. I był, w tym największy przebój z repertuaru wszystkich chórów operowych na świecie, czyli słynne „Va pensiero" („Chór niewolników") z opery „Nabucco" Giuseppe Verdiego.

Na wspaniałość i wielką urodę tego przedstawienia, prócz wymienionych już twórców, złożyły się doskonałe przygotowanie chóru przez Mirosława Janowskiego, a także znakomita choreografia Dony Molki i projekcje wideo Ewy Krasuckiej. No i oczywiście świetne prowadzenie orkiestry przez Patricka Fournilliera.

Myślę, że to wspaniałe, porywające widowisko, złożone z wielkich scen chóralnych, będzie miało naśladowców w innych teatrach operowych w naszej Ojczyźnie, bo chętnych do posłuchania i obejrzenia z pewnością nie zabraknie.

Tytuł oryginalny

Siła i piękno chóru

Źródło:

„Nasz Dziennik” nr 257

Autor:

Temida Stankiewicz-Podhorecka

Data publikacji oryginału:

05.11.2022