„Kobieta pracująca. Powraca” Macieja Łubieńskiego w reż. Anety Groszyńskiej-Kąckiej w Teatrze Komedia w Warszawie. Pisze Dominik Gac, przewodniczący Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Odpowiednie dać rzeczy słowo – pisał poeta. Po teatralnemu to będzie raczej: odpowiednią dać rzecz słowu. Reżyserka Aneta Groszyńska-Kącka i aktorka Eliza Borowska wiedziały co zrobić z tekstem Kobieta pracująca. Powraca Macieja Łubieńskiego. Odpowiednie rzeczy i słowa umieszczono na dodatek w odpowiednim miejscu, czyli na małej scenie warszawskiego Teatru Komedia.
Monodram, jak powszechnie wiadomo, to wyjątkowo trudna dyscyplina. Zwłaszcza dla widzów. Zdarzają się jednak perełki, fajerwerki. Wiedzą o tym wielbiciele Ireny Jun, Mai Komorowskiej, Krystyny Jandy czy Agnieszki Przepiórskiej. Ale poza oszczędnym formalnie teatrem wielkich spraw, który bez wątpienia uprawiają wyżej wymienione, jest jeszcze teatr komediowy, flirtujący z kabaretem i przez ten flirt wyjątkowo ryzykowny. „Weryfikacja jakości następuje od razu – albo publiczność śmieje się z żartów, albo nie” – pisał w swojej recenzji Kobiety pracującej… Stanisław Godlewski. Śmiał się krytyk Godlewski, ja też się śmiałem, ale przede wszystkim śmiała się publiczność.
Widzowie siedzą przy kawiarnianych, delikatnie oświetlonych stolikach. Mają ze sobą napoje i raczej dobre humory. Zająłem miejsce blisko frontu i przyglądam się parze obok. Weszli naburmuszeni i z herbatą. Borowska zjawia się niepostrzeżenie i z rabanem jednocześnie. Kurtyna zasłaniająca scenę ani drgnie, bo aktorka przychodzi od strony baru. „Ktoś chce coś w szatni zostawić? Bo jakby co, to ja mogę odwiesić” – mówi, bo tak się składa, że zatrudniła się tu jako szatniarka i chwilę nas zabawi, zanim przyjdą artyści i zacznie się spektakl. Artystka od początku łapie znakomity kontakt z widownią i utrzymuje go do końca przedstawienia. Na rozbawienie wspomnianych marud potrzebowała jakichś pięciu minut. Łubieński napisał tekst delikatnie zaczepny: „Młodzi jesteście. Wąs tu dopiero się puścił widzę, tam biust ledwo co się wysklepił… Ile pana zdaniem ja mam lat? No niech Pan spyta? No śmiało! No? Patrzcie go, a nie uczyli, że kobiet się o wiek nie pyta? Żartuje przecież, jestem kobieta żartująca. Pan się nie boi. Śmiać się trzeba. Z siebie też. Bo i tak inni się z nas ciągle śmieją, więc lepiej z nimi się śmiać. Śmiech to zdrowie. A zdrowie jest najważniejsze”. I tak przez godzinę. Wartko i do przodu. Z przerwami na piosenki. Za zróżnicowaną stylistycznie muzykę odpowiada Bartłomiej Gargula. Jest i modern i retro.
Spojrzenie w przeszłość to warunek obowiązkowy, mamy przecież do czynienia z powrotem. Kobieta pracująca to jedna z bohaterek PRL-owskiego Marvela. Ikoniczna kreacja Ireny Kwiatkowskiej w Czterdziestolatku Jerzego Gruzy stanowi dla Borowskiej oczywistą inspirację. Artystka powiela kilka charakterystycznych cech wybitnej aktorki, ale nie przesadza, nie kopiuje, ani nie dekonstruuje jej scenicznej persony. To nowa kobieta pracująca, bo i czasy się zmieniły. Potrafi zatańczyć jak w popowym teledysku i wie co nieco o mansplainingu. Nie zmienił się za to pewien typ postaci: zażywna, bezczelna babka, która niczego się nie boi, bo wie, że przed patriarchatem nie ma ucieczki i jedyne co można zrobić, to stawić mu czoła. Uderzyć w ten męski świat, najlepiej tym, czego ów boi się i wystrzega szczególnie, czyli śmiechem. Zmienił się system polityczny i ekonomiczny, ale społeczny jakby niekoniecznie. Robota wciąż jest w centrum doświadczeń Polaków, co to wiecznie na dorobku i na kredyt. Dlatego PRL-owskie dowcipy o pracy znakomicie pasują do późnego kapitalizmu. Trochę to nawet przerażające.
Warstwa fabularna jest oczywiście pretekstem do kolejnych żartów i przyjemności z gry, którą artystka prowadzi z publicznością. Bohaterka wiedzie nas przez kolejne epizody swojej kariery zawodowej, coraz to fantastyczniejsze. Jest tu miejsce na romans z Elonem Muskiem i kradzież jego rakiety, są badania radzieckich naukowców, a nawet pisanie tekstów Macie (przy okazji sprzątania u jego ojca, profesora Matczaka). Wszystko w trybie poczciwego, ale jednoznacznego feminizmu. Nikt nie będzie czuł się urażony, a złośliwostki względem mężczyzn (odnajdywanych na widowni) Borowska ogrywa z takim wdziękiem, że panowie sprawiają wrażenie jakby dostali miły acz zaskakujący prezent. Publiczność Komedii chętnie wchodzi w interakcje, a artystka dba by przez przypadek nie schlebić kabaretonowym gustom. Efektem jest miły wieczór na zabawnym przedstawieniu – dość wyjątkowa sprawa.
Smak i wyczucie widać również w scenografii, która potrafi zaświecić neonami lub ograniczyć się do czerwonej kurtyny i punktowego światła na aktorkę w całkiem zwyczajnych spódnicy i koszuli. Stonowane kolory (upstrzone białymi groszkami w różnych rozmiarach) uzupełniają ciemna peruka przewiązaną czerwoną kokardą oraz ścierka za pasem (za warstwę wizualną odpowiada Diana Marszałek). Czasami Kobieta Pracująca zakłada jeszcze okulary przeciwsłoneczne – w sam raz do śpiewania żwawszych numerów. Wszystko nam mówi, że to teatralna strefa komfortu. Możemy się rozluźnić i poczuć jak na spotkaniu z tą sympatyczną, zwariowaną sąsiadką, co to podziękuje, pożartuje, poflirtuje, popodgląda innych sąsiadów i podleje kwiatki, gdy przyjdzie nam wyjechać na weekend. Że zbyt bezpiecznie? Nudno nawet? Śmiejąca się do rozpuku publiczność Komedii mogłaby się nie zgodzić.
Ktoś powie, że wszystko co tu chwalę, to powinien być sceniczny elementarz. Może i powinien, ale nie jest. Wystarczy przejść się na grany na dużej scenie Komedii spektakl Jak się starzeć bez godności (z Borowską w obsadzie), aby dostrzec różnicę. Pomysł był w gruncie rzeczy podobny – lekka, feministyczna komedia z odniesieniami do współczesności. Tyle, że z szerszym gestem, na bogato. Kto wie, może to nie przypadek, że mamy w Polsce niezłą tradycję literackiego kabaretu i to właśnie takie, kameralne kabarety starszych i młodszych panów i pań, wychodzą nam lepiej. Warto im kibicować, bo rację ma Kobieta Pracująca, gdy mówi: „Ten Arystofanes, ten ojciec komedii, to on komedię spłodził, gdy na Ateny wojna spadła, zaraza. Śmierć szalała, ludzie bliskich tracili, ale śmiechu chcieli, bo płaczem byli już zmęczeni”. Róbmy zapasy.
Maciej Łubieński KOBIETA PRACUJĄCA. POWRACA. Reżyseria: Aneta Groszyńska-Kącka, scenografia i kostiumy: Diana Marszałek, muzyka Bartłomiej Gargula. Prapremiera w Teatrze Komedia w Warszawie 23 maja 2025.