Logo
Magazyn

Rzeź w Konstancinie

6.08.2025, 09:22 Wersja do druku

W filmie „13 dni do wakacji" Bartosza Kowalskiego rodzinny dom staje się pułapką, w której giną kolejne ofiary. 

W pierwszych scenach „13 dni do wakacji" bezdomny mężczyzna układa się na ławce w parku, gdzie chce przespać noc. Nagle słyszy melodię gwizdaną przez kogoś w pobliżu. Podnosi głowę. W pewnej odległości stoi postać w masce przedstawiającej odwróconą głowę kobiety. Nad ranem policjanci ogradzają linami miejsce zbrodni. W radiowozie siedzi przestraszony szesnastolatek. Śledczy krzyczy. Skąd wziął się w tym parku? Dlaczego dotykał trupa?

W następnym ujęciu dziewczyna robi zakupy, rozmawia przez komórkę. Chata ma być wolna, więc zaprasza swojego chłopaka na weekend. I wreszcie nowoczesny, zamożny dom w podwarszawskim Konstancinie, otoczony zadbanym ogrodem, z basenem. Ojciec wyjeżdża właśnie w podróż służbową. Je śniadanie z dziećmi. Dziewczyna i chłopiec z poprzednich scen nawet przy stole nie mogą powstrzymać się od złośliwości wobec siebie. Potem już trwa przyjęcie. Młodzi ludzie są w coraz lepszych nastrojach. Ale noc przynosi zaskoczenia. W domu opadają rolety, nawalają zabezpieczenia i system alarmowy. Nie można otworzyć bramy. Wszystkie telefony zostały zniszczone. Nie działa Internet. Nie żyje pies. Potem zaczynają ginąć ludzie. Po kolei. Dom spływa krwią. W tle słychać cicho wygwizdywaną melodię.

Horrory po polsku

Horrory w historii polskiego kina zawsze stanowiły margines. Pojedyncze tytuły powstawały jakby na przekór wszelkim narodowym modom i trendom. Były wśród nich m. in. pochodzący z 1970 roku „Lokis" - adaptacja XIX-wiecznego opowiadania przygotowana przez Janusza Majewskiego czy dwa lata późniejszy „Diabeł" Andrzeja Żuławskiego. Dwa ciekawe tytuły z lat 80. to „Wilczyca" Marka Piestraka - zakorzeniona w polskim folklorze historia kobiety opętanej przez ducha wilczycy i osadzone w latach 30. XX wieku „Medium" Jacka Koprowicza, gdzie opowieść o duchach łączyła się z rodzącą się ideologią nazistowską. Ożywienie horroru przyniosły ostatnie lata. Intrygował „Demon" (2015} Marcina Wrony, gdzie w tle historii o opętaniu na weselu pana młodego przez dybuka tliły się trudne relacje polsko-żydowskie. Stylowym horrorem była „Apokawixa" Xawerego Żuławskiego, gdzie maturzystów podczas zabawy zaatakowały zombie.

Przede wszystkim jednak w ostatnich latach pojawił się w polskim kinie zafascynowany horrorami Bartosz Kowalski. Jego debiut „Plac zabaw" był bardzo mocnym kinem społecznym. Pokazując zbrodnię dokonaną przez dzieci opowiedział o świecie pełnym podziałów i języka nienawiści, o społeczeństwie, w którym agresja wisi w powietrzu, oddziałując na dzieci, pozbawiając je wrażliwości, a nawet szacunku dla czyjegoś życia. To było skromne, a bardzo wstrząsające kino. Ale zaraz potem Bartosz Kowalski uciekł w horror. Zawsze o nim marzył. Jako dziecko z wypiekami na twarzy oglądał „Opowieści z krypty". Jego dwa obrazy z cyklu „W lesie dziś nie zaśnie nikt" były slasherami, w których znikali kolejni bohaterowie. Wyprawa mająca przypominać survivalowy obóz harcerski zamieniała się w koszmar.

Potem powstał kolejny horror, którego akcja toczyła się w klasztorze „Ostatnia wieczerza". Były w nim egzorcyzmy, zaginięcia, zakonnicy tuszujący kolejne tragedie. Etykietkę horroru przypisano też „Ciszy nocnej". Ale ten film, choć w grze wyobraźni wchodził momentami w schematy horroru, był potwornie gorzką opowieścią o starym człowieku, oddanym przez rodzinę do domu opieki społecznej, o odrzuceniu, o tragediach i goryczy samotnego odchodzenia.

Groźny jest człowiek

W „13 dniach do wakacji" Bartosz Kowalski wrócił do horroru, miksując slasher z tzw. home invasion. Na ekranie, w zamkniętym domu--pułapce trwa polowanie, giną kolejne ofiary, krew tryska. Ale w tle jest tu rozpad rodziny, odejście matki, poczucie niespełnienia, odtrącenie. Także postawa ojca, którego twarzy nie widzimy, jakby był nierealny czy mało obecny w życiu dzieci. Główne spięcie wynika z relacji między bratem i siostrą. Skąd się ono wzięło? Nie wiadomo. Antek obwinia Paulinę, że to przez nią odeszła od nich matka. A może czuje się spychany na margines życia? Może cierpi, bo źle traktowany przez szkolnych kolegów, nie ma oparcia w najbliższych? To musi widz rozstrzygnąć sam. „W domach z betonu nie ma wolnej miłości" - śpiewała kiedyś Martyna Jakubowicz. W luksusowych rezydencjach nie ma idylli i całkowitego poczucia bezpieczeństwa - zdaje się przypominać Kowalski. I oczywiście groźna nie jest technologia, nawet wtedy, gdy wszystko się zacina i dom staje się połączeniem więzienia i poligonu. Groźny jest człowiek.

W „13 dniach do wakacji" reżyser zebrał ciekawą młodą obsadę. Antka zagrał Teodor Koziar, który w roli przed czterema laty musiał stawić czoła alkoholizmowi ojca w filmie „Powrót do tamtych dni" Konrada Aksinowicza, Paulina jest absolwentką warszawskiej Akademii Teatralnej, Katarzyna Gałązka, grająca do tej pory głównie w serialach. Również z mniejszych czy większych ról w produkcjach telewizyjnych trafili do filmu Antek Sztaba, Julia Mika, Nicole Bogdanowicz, Hubert Łapacz czy Bartek Deklewa. Duży ekran ich polubił. W ten sposób Bartosz Kowalski po raz kolejny spełnił swoje marzenia z dzieciństwa, gdy tak fascynowały go horrory. Ale ja przyznaję: czekam na kolejny jego film o ludziach niepotrzebnych i współczesnym świecie. Taki jak mocny, sprawiający wrażenie niemal paradokumentu „Plac zabaw" czy bolesna „Cisza nocna".

Tytuł oryginalny

Rzeź w Konstancinie

Źródło:

„Rzeczpospolita” nr 181

Autor:

Barbara Hollender

Data publikacji oryginału:

06.08.2025

Sprawdź także