„Moviestar” Petera Quiltera w reż. Tomasza Sapryka w Teatrze Kwadrat w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.
Sztuka nie zaskakuje. Brak jej finezji, choć dotyka nader wrażliwej strefy życia: strefy informacji. Nie po raz pierwszy okazuje się, że przekaz w sieci bywa ważniejszy od prawdy. Może zabić albo wykreować bohatera. Powstaje swego rodzaju rzeczywistość urojona. Słowem, autor wziął pod lupę manipulację, a bohaterem uczynił gwiazdora filmowego, który wplątał się w niefortunną sytuację i za pomocą fingowanych w sieci wiadomości usiłuje wybrnąć z pułapki. Jeśli mu się nie uda, zniknie z ekranu.
Sztuka ma więc potencjał, ale do jej sukcesu zabrakło reżyserskiego szlifu. Tomasz Sapryk zatrzymał się na wstępnej fazie prób. Nie udało mu się stworzyć maszyny do grania tej komedii, która powinna śmieszyć i budzić zgrozę, a jest jak wystudzona herbata. Paradoksalnie, wiarygodną postać wykreował jedynie Paweł Wawrzecki jako szef agencji artystycznej, który w ogóle nie pojawia się na scenie; słychać go jedynie przez telefon. Szkoda, że inni nie poszli w jego ślady, bo jest w tej sztuce pomysł, który może dojść do głosu pod warunkiem obdarowania bohaterów odrobiną życia.