Logo
Recenzje

Rypcium Pypcium… i po robocie

20.07.2026, 09:43 Wersja do druku

„Szewczyk Dratewka” w reż. Leny Alberskiej z Olsztyńskiego Teatru Lalek i „Bracia polarnej zorzy” w reż. Dagmary Żabskiej z Teatru Figur w Krakowie i Teatru CHOREA w Łodzi, „Który to Robin?” w reż. Marka Idzikowskiego w Fundacji Teatr Rzeczy oraz „Szczera” w reż. Marty Andrzejczyk i Natalii Świniarskiej w wykonaniu autorek na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek „Anima” w Olsztynie. Pisze Marcelina Widz.

fot. Kornelia Głowacka-Wolf

Przy olsztyńskiej plaży miejskiej stoi osłonięta przed deszczem buda parawanowa, gotowa na rozpoczęcie premierowego pokazu „Szewczyka Dratewki” (będącego autorską interpretacją baśni Janiny Porazińskiej) w reżyserii Leny Alberskiej. Z okienkami, drzwiczkami i zbyt kreatywnymi rozwiązaniami, by uznać ją za samoróbkową, a zarazem ze zbyt przemyślaną konstrukcją dramaturgiczną, by sprowadzić ją tylko do jarmarcznej rozrywki. A jednak szkielet stylistyki Punch and Judy show pozostaje nienaruszony. Są więc: gwałtowne wejścia i zaskakujące zniknięcia pacynkowych bohaterów, przerysowany konflikt między Szewczykiem Dratewką a Wiedźmą, powracające gagi sytuacyjne (niezręcznie rozkwitający romans głównego bohatera ze Smoczycą), slapstickowe ucieczki, rytmiczne powtórzenia, bezpośrednie zwroty do publiczności, interakcja i dialog z widzami – środki, których źródła prowadzą wprost do tradycji starej dobrej commedii dell’arte.

Wszystkie zostają jednak przefiltrowane przez współczesną wrażliwość i potrzeby najmłodszego odbiorcy. Brutalność ustępuje miejsca subtelnym żartom, improwizacja zyskuje precyzyjną konstrukcję, a dawny jarmarczny rozgardiasz zamienia się w świadomie skomponowaną i kreatywnie poprowadzoną zabawę. To właśnie dzięki temu odświeżeniu rodzi się pytanie, czy rzeczywiście obcujemy z formą już anachroniczną. Niektórzy powiedzą, że takich spektakli już się przecież nie robi!

A jednak. Współczesne środki wyrazu charakterystyczne dla teatrów ulicznych rozwijają się zadziwiająco szybko. Animatorzy Sylwia Wiensko i Adam Bocianiak przypominają jednak, że nie każda teatralna forma wymaga nieustannego unowocześniania. Niektóre potrzebują jedynie twórczego odczytania. „Szewczyk Dratewka” w reżyserii Leny Alberskiej udowadnia, że Punch and Judy Show nie jest reliktem przeszłości, lecz żywą konwencją, która wciąż potrafi wywoływać śmiech i budować autentyczny kontakt z publicznością. Brawo!

Korzenie potrzebują słonej wody

Gdybym miała precyzyjnie określić, w jakim gatunku zamknięty jest spektakl „Bracia polarnej zorzy” – koprodukcji Teatru Figur w Krakowie i Chóru Teatru CHOREA – powiedziałabym, że to koncert na głosy, światła i cienie spojony narracją przedstawiającą dziesięć baśni i legend krajów nadbałtyckich – Polski, Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii. Całe szczęście nie mogę na tym tylko przystać, bo produkcja w reżyserii Dagmary Żabskiej wymyka się jakimkolwiek klasycznym ramom snucia koncertowych opowieści. Chór Teatru CHOREA odśpiewuje pieśni w wielu językach, a w ich repertuarze znajdują się zarówno teksty Zośki Papużanki, Viktoriji Blumbergi, jak i adaptacje litewskiego poematu „Eglė žalčių karalienė” oraz fińskiego eposu „Kalevala”. Ta różnorodność nie sprowadza się jednak wyłącznie do śpiewania wieloma językami czy sięgania po rozmaite literackie źródła. Każda z chóralnych opowieści wyrasta z odmiennych wierzeń, obrazów natury i lokalnej wyobraźni, ale zestawione razem w sposób wyrazisty i subtelny jednocześnie odsłaniają wspólne korzenie kultur regionu nadbałtyckiego.

Warstwę muzyczną współtworzy kilkanaście prostych instrumentów oraz loopstation, dzięki którym przestrzeń nieustannie pulsuje dźwiękiem. Równolegle animatorzy Teatru Figur w Krakowie ożywiają lalki cieniowe na rozpiętym ekranie projekcyjnym, komponując wielobarwne obrazy za pomocą cienia oraz kolorowych filtrów umieszczanych między źródłem światła a płachtą. Co jakiś czas do świetlnego układu dołącza ustawiane w odpowiedni sposób perforowane koło, którego obrót rozsypuje po ekranie drobinki światła, co nadaje projekcjom wrażenie migotania i nieustannego ruchu.

Pomiędzy baśniami na proscenium wychodzi Dagmara Żabska, by krótkim komentarzem wprowadzić widzów w następną historię – zwłaszcza wtedy, gdy ma zostać zaśpiewana w nieznanym języku. Audiosfera, teatr cieni i słowo tworzą trzy równorzędne filary spektaklu. Żaden z nich nie dominuje: baśnie śpiewane, baśnie animowane i baśnie opowiadane wzajemnie się uzupełniają, przeplatają, aż po jakimś czasie zdają się płynąć równym, wspólnym prądem.

Szczególnie porusza adaptacja litewskiego poematu: jest to historia królewny, która podczas kąpieli w morzu spotyka swoją wielką miłość – podwodną żmiję. Z ich związku rodzą się dzieci. Gdy po latach królewna postanawia wrócić z potomkami na ląd, wujowie dokonują zamachu na życie swoich siostrzeńców i siostrzenic. Żmijowy ojciec ratuje swoje dzieci, ale pozostaje mu jedynie przemienić je w rozłożyste drzewa, by stały się częścią krajobrazu i wróciły do nieustannego obiegu przyrody. Uciekające przed śmiercią cieniowe dzieci rozmywają się stopniowo, a na ich miejsce animatorzy powoli nakładają cienie drzew. Sylwetek dzieci już nie ma. Ta wstrząsająca, opowiedziana tak wieloma środkami wyrazu opowieść staje się w moich oczach czymś więcej niż jedną z nadbałtyckich legend. Przypomina, że korzenie kultur wyrastają z tych samych potrzeb porządkowania świata i zadawania pytań. Różnią się tylko sposoby, w jaki można na te pytania odpowiedzieć.

Zabawa stop

Zastanawia mnie, co właściwie wydarza się w spektaklu „Który to Robin?”, kiedy animatorzy Michał Ferenc i Maciej Sakowicz-Cempura wychodzą na scenę i zadają pytania o swoją tożsamość. Czy samo wypowiedzenie imienia Robin wystarcza, by przejąć tożsamość legendarnego banity z ludowych ballad angielskich? Czy w pakiecie dostaje się również wszystkie cechy charakterystyczne bohatera – zaciętość w walce z niesprawiedliwością, chęć pomocy ubogim – a do tego także rajtuzy, zieloną tunikę, kapelusz ozdobiony piórem i łuk? Czy może Robin Hood, postać oscylująca gdzieś na granicy mitu i historii, od dawna nie należy już do jednej fizycznej osoby, lecz do każdego, kto decyduje się odegrać jego iluzoryczną rolę?

Kim w takim ustawieniu jest animator, chcący przedstawić się jego imieniem? Czy pozostaje sobą, czy na chwilę rzeczywiście staje się Robinem? To samo pytanie spektakl w reżyserii Marka Idzikowskiego stawia również przedmiotom.

Czy wystarczy nazwać kamień głową, stołek wieżą, kawałek sznurka cięciwą, a lalkę człowiekiem, by przestały być tylko rzeczami? Twórcy z niezwykłą lekkością prowadzą umowną grę z umownością teatralną, przypominając, że scena nie polega na wiernym odtwarzaniu świata, ale na nieustannym nadawaniu znaczeń. Słowa wypowiadane przez animatorów w „Który to Robin?” nie tyle opisują rzeczywistość, ile na chwilę ją powołują, ustanawiają, przetwarzają, wyostrzają, rozmydlają. Proces odpowiadania na pytania, kim jest aktor, czym jest lalka i kiedy zwykły przedmiot zaczyna funkcjonować jako pełnoprawny bohater sceniczny, wydarza się dopiero w wyobraźni widza, który zgadza się przyjąć reguły tej szalonej gry.

Na potrzeby tego tekstu nazwę grę, którą proponują Idzikowski, Ferenc i Sakowicz-Cempura, dziecięcą zabawą w stop. W tej zabawie jedno słowo albo jeden gest potrafią w ułamku sekundy wywrócić wszystkie reguły. Tak dzieje się wtedy, gdy Robin próbuje uciec z więzienia, do którego wtrącił go mikroskopijny, pacynkowy szeryf. Cienie rzucane przez oświetlone nogi stołka, powiększone do rozmiarów więziennych krat, zamykają animatora w nieistniejącym przecież lochu. Robin ucieka, biegnie, po chwili skacze z wieży, niemal tonie i zostaje uratowany przez swojego towarzysza. Zaraz potem obaj Robinowie z pełnym przekonaniem dowodzą, że to właśnie oni byli bohaterami tej brawurowej ucieczki, gubiąc się we własnych opowieściach.

Idzikowski nie pozwala, by patos zadomowił się na scenie na dłużej. Gdy opowieść zaczyna nabierać melancholii – jak w historii woźnicy wspominającego kobietę zaklętą w zapachu leśnych kwiatów czy w chwili, gdy Robin zastanawia się, czy wypowiadane słowa i przeżywane emocje rzeczywiście należą do niego – twórcy natychmiast przerywają ją nieoczekiwanym zwrotem akcji, żartem sytuacyjnym, precyzyjnie zaplanowanym ruchem błazeńskim albo po prostu przekomarzanką. I z jaką swobodą prowadzą tę zabawę! Ferenc i Sakowicz-Cempura zdają się nie tyle wykonywać wcześniej zaplanowane działania, ile wspólnie wymyślać je na oczach widzów. Za tą pozorną improwizacją kryją się jednak: doskonałe partnerstwo sceniczne, bezbłędne wyczucie rytmu, czułość w ożywianiu przedmiotów, dystans wobec opowiadanej historii i świetnie odmierzona dawka humoru. No i przede wszystkim – jak to w każdej dobrej zabawie bywa – ogromna frajda.

Dwie kobiety opowiadają

„Szczera” w reżyserii Marty Andrzejczyk i Natalii Świniarskiej wyrasta z opowiadania Sary Maitland „Szczera północ” i opowiada historię zaczerpniętą z inuickiej tradycji ludowej. Opowieść niesie kobiecy głos z offu, który przywołuje kolejne wydarzenia chronologicznie, z precyzyjną zaciętością komentatorki i czułością baśniowej narratorki. Historii towarzyszą ilustracje wyświetlane na ekranie projekcyjnym, dopowiadające przedstawiany świat. A jednak ani narracja, ani obrazy nie pozostają w pamięci tak mocno jak obecność dwóch kobiet w baśni i dwóch kobiet na scenie. Ciężar tych właśnie sensów, jakie rodzi korespondowanie ze sobą teatralnych podwójności, zostaje ze mną do końca przedstawienia.

W „Szczerej północy” jedna z kobiet jest stara i szpetna. Jej zręczne dłonie szyją, tkają, wyplatają i konstruują figurki, przechowując doświadczenie zapisane w materiale, geście i dotyku. Druga jest młoda – to silna, piękna łowczyni o włosach rozbłyskujących niczym futro foki. Nie funkcjonują jako przeciwieństwa, ale jak dwa wcielenia tej samej kobiecości: pamięci i przyszłości, doświadczenia i sprawczości. Żyją razem w lodowym domu, z dala od cywilizacji, i nie potrzebują słów. Ich więź pozostaje nienazwana. Równie dobrze mogłyby być matką i córką, jak kochankami.

Kobiecy dialog na scenie unaocznia się dzięki obecności dwóch performerek. Marta Andrzejczyk prowadzi spektakl fonicznie – śpiewem, oddechem, jękiem, gardłowym zawodzeniem. Wydobywa również dźwięki z bębna szamańskiego oraz mis tybetańskich. Z kolei Natalia Świniarska opowiada historię w Polskim Języku Migowym (PJM), wzbogacając go o poetyckie rozwiązania zaczerpnięte z Visual Vernacular. Nie tłumaczy słów, lecz buduje równoległą opowieść, w której znaczenie rodzi się z ekspresyjnej mimiki, rytmu i rozedrgania ciała, kierunku spojrzenia i plastyczności gestu. Obie performerki pozostają odrębnymi osobowościami scenicznymi, żadna nie dominuje. Ich twórcza współobecność to największa siła tego spektaklu.

Pojawienie się młodego mężczyzny rozsadza dotychczasowy porządek opowieści. Jego obecność uruchamia w kobietach pragnienie bycia dostrzeżoną, adorowaną, a w końcu wybraną. Zazdrość prowadzi starą do symbolicznego przejęcia tożsamości młodej, a odkrycie oszustwa kończy się brutalną śmiercią – rozszarpaniem twarzy. W „Szczerej” mężczyzna pełni rolę figury Innego. To spojrzenie Obcego, wobec którego kobieta zaczyna postrzegać samą siebie nie jako podmiot, lecz jako obraz podlegający nieustannej ocenie. Zamiast współobecności pojawia się rywalizacja, zamiast bliskości – cielesna przemoc. Kategorię kobiecości w tym ujęciu wyznaczają młodość, uroda, płodność i użyteczność, a sama kobieta staje się wizerunkiem, o którego wartość trzeba nieustannie walczyć. Brzmi znajomo.

Fot. Kornelia Głowacka-Wolf

***

Organizator festiwalu:

Olsztyński Teatr Lalek

Miasto Olsztyn

Finansowanie:

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Partner CSR: Energa SA z Grupy ORLEN

Sponsor otwarcia festiwalu: MPEC Olsztyn- Bezpieczeństwo Ekologia Komfort

Patronaty honorowe:

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marta Cienkowska

Wojewoda Warmińsko-Mazurski, Radosław Król

Marcin Kuchciński - Marszałek Woj. Warmińsko-Mazurskiego

Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna

Patronaty:

Polunima Polski Ośrodek Lalkarski

Związek Artystów Scen Polskich

Teatr Lalek”

teatralny.pl

e-teatr.pl

Polskie Radio Dzieciom

Partnerzy:

Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie

MOK Olsztyn

Azyl cocktail & coffee bar

Sponsor wydarzeń na Plaży Miejskiej: Kafferia

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także