20.02.2021, 16:55 Wersja do druku

Reżyser "Osieckiej": Nikogo z serialu nie gumkowałem. Jestem zażenowany, że muszę o tym mówić

Zdałem sobie sprawę, że to jest serial, którego nikt nie chce. I z przekory postanowiłem: muszę w to iść. Sam chciałem - mówi Michał Rosa, reżyser serialu "Osiecka".

fot. mat. prasowe TVP

Tadeusz Sobolewski: Chcesz rozmawiać o „Osieckiej”?

Michał Rosa: Obserwuję, co się dzieje wokół tego serialu. Widzę, jak bardzo podzielone są opinie. Rozumiem, że należysz do tych, którym się nie podobało. Ale ja nie o tym. Wróciłem z gór, z miejsca, gdzie nie ma internetu, i przeczytałem w „Wyborczej” wywiad z Maciejem Karpińskim, scenarzystą „Osieckiej”. I pomyślałem, że trzeba coś wyjaśnić. Dlatego telefonuję. Uderzyło mnie, że pan Karpiński tak dalece dystansuje się od swoich scenariuszy, jakby nie on je pisał. I jakby za jego plecami dokonywano zmian i manipulacji. Trzeba więc stwierdzić, że ogromna większość scen w tym serialu została napisana przez niego i zrealizowana według jego scenariusza.

Reżyserowałeś dziesięć odcinków „Osieckiej”.

 – Tak, więc czuję się odpowiedzialny za większą część serialu. Kiedy rozpoczynaliśmy realizację, wszystkie scenariusze, także te autorstwa Macieja Karpińskiego, były już zatwierdzone. Z każdego trzeba było usunąć dwie-pięć scen ze względu na długość odcinka lub dlatego, że dotyczyły postaci, które tylko raz czy dwa pojawiały się w serialu. Z powodu topniejących finansów nie udało się zrobić ostatniego dnia zdjęciowego, czyli ośmiu scen. Ze swojej strony dopisałem siedem.

Podaję tę buchalterię, żeby pokazać, że były to zmiany minimalne w stosunku do tego, co zostało napisane, przyjęte i zrealizowane. Inna sprawa, że reżyseria – jak wiadomo – nie polega na ilustrowaniu scenariusza, tylko na interpretacji.

To jak określiłbyś ideę „Osieckiej”?

– Opowiedzieć o tej postaci poprzez jej miłości – bo one były źródłem jej piosenek, jej twórczości.

Karpiński przypomina, że znał Osiecką jeszcze z czasów teatru STS. Skarży się też na to, że nie zapraszano go na plan.

– Poza sceną, gdy gra samego siebie… Rzadko kiedy scenarzyści są zapraszani na plan. Mogę tylko powiedzieć, że po kilkunastu dniach zdjęciowych zdałem sobie sprawę z sytuacji, w którą niestety wszedłem – że to jest serial, którego nikt nie chce.

Jak to nikt nie chce? Jednym z głównych zarzutów, także moim, było to, że nie wierzyliście w ważność i wyjątkowość tej postaci i musieliście nieustannie, do znudzenia konfrontować ją z peerelowskimi kronikami, z Gomułką, Gierkiem.

 – Ja to widzę inaczej. Myślę, że mimo wszystko byliśmy wierni przyjętej idei – robimy serial o Osieckiej na tle epoki, a nie o epoce poprzez Osiecką.

To, że część osób, które ją blisko znały, nie chciała się z nami spotkać, było dla mnie dramatem. Ale robiliśmy ten serial w rozpędzie – trzy miesiące przygotowań, sześć na realizację całości! I dosyć szybko przyszedł moment, gdy już było za późno, żeby się wycofać. Tym bardziej że sam zaprosiłem do filmu wielu moich przyjaciół. No i przede wszystkim wiedziałem, że mamy zasadniczy atut: aktorstwo. Eliza Rycembel i Magda Popławska. I wiele świetnych młodych odkryć: Paulina Walendziak, Basia Garstka, Janek Marczewski, Jędrek Hycnar. I wielu innych.

Są tacy, którym ten serial podoba się bardzo, i tacy, którzy uważają, że nie spełnia ich oczekiwań. Chciałbym, żeby ta druga partia uznała jedno: jeśli porażka, to artystyczna, a nie związana z żadną manipulacją, z wyjmowaniem lub wkładaniem do filmu czegoś niepożądanego. Nikogo nie gumkowałem – jeżeli jakiejś postaci w nim nie ma, to dlatego, że tego sobie nie życzyła. Zresztą przyznam, jestem zażenowany tym, że w ogóle muszę o tym mówić.

fot. mat. prasowe TVP

Jak w ogóle znalazłeś się w tym filmie? I jak doszło do decyzji robienia serialu o Osieckiej w TVP?

– Robert Gliński miał robić kinowy film fabularny o Osieckiej, według scenariusza Macieja Wojtyszki. Projektodawczynią była producentka Joanna Ochnik. W trakcie pisania okazało się, że scenariusz nie mieści się w ramach pojedynczego filmu – uznali, że trzeba zrobić serial. Pani Ochnik zakupiła prawa i do współpracy zaproszono Macieja Karpińskiego. Ja doszedłem później, jako reżyser, zachęcony przez Roberta Glińskiego. Powiedział mi: „To będzie film o powojennej polskiej inteligencji”.

Projekt przedstawiono różnym telewizjom, ale nigdzie nie spotkał się z aprobatą – z wyjątkiem TVP. I tu jest chyba pies pogrzebany. Miałem jednak cichą nadzieję, że nastąpi opuszczenie szabel i w grupie ciekawych ludzi, którzy się skrzyknęli na hasło „Osiecka”, opowiemy wielkiej widowni jej los i będzie się można zastanowić nad tą postacią. Kim właściwie była? W pokoleniu 25-40-latków tylko nieliczni coś o niej wiedzą.

Kim jest dla ciebie?

 – Jedną z trójki poetów piszących piosenki: Osiecka, Młynarski, Kofta. Wolni ludzie. Inna sprawa, że w trakcie realizacji na Saskiej Kępie przekonałem się, że nie doceniałem przywiązania inteligencji warszawskiej do postaci Osieckiej.

Gdybyś mnie zapytał, dlaczego robiłem ten serial, nie potrafiłbym odpowiedzieć inaczej jak czystą przekorą:  stwierdziłem, że mimo wszystko muszę w to iść.

Czegoś szczególnie żałujesz?

 – Wódka zbyt często jest tam stawiana na stole. Ale najważniejsze – nie żałuję, że to zrobiliśmy, bo moim zdaniem powstał dobry serial. A w niektórych partiach nawet lepszy. Dzięki Magdzie Popławskiej powstał film dość feministyczny, o kobiecie, która idzie własną ścieżką...

Ale i w tym nie jest konsekwentna. Potrafi oddać się w niewolę, błądzić świadomie – jak w tej pięknej piosence „Sama chciała”. Wiedzę o niej można czerpać z piosenek – tam to wszystko jest opowiedziane. I jeżeli ten serial coś mi odkrył, zwłaszcza w ostatnich odcinkach, to to, że jej piosenki są interpretacją własnego życia oglądanego z dystansu. Czasem są spowiedzią. A czasem kpiną z samej siebie.

 – Podobną opinię słyszałem od wielu widzów. Poświęciłem półtora roku na ten film i nie zamierzam wdawać się w jego obronę. Niech broni się sam. Chcę powiedzieć jedno: gdyby ktoś cokolwiek mi w tej produkcji kazał, to mnie w tym filmie by nie było. I nie tylko mnie.

Ale ta nasza podejrzliwość jest zrozumiała. To się dokonuje podświadomie, przez kontekst telewizyjny. Jak się stale ma do czynienia z kłamstwem, to potem widzi się kłamstwa tam, gdzie ich nie ma. Teraz myślę, że „Osiecka” częściowo padła ofiarą „złego oka”.

– Ale za odcinki, które reżyserowałem, odpowiadam ja. Sam chciałem!

Serial „Osiecka” – 13 odcinków, produkcja: TVP, pomysł: Joanna Ochnik, reżyseria: Michał Rosa, Robert Gliński, scenariusz: Maciej Karpiński, Robert Gliński, Maciej Wojtyszko, Henryka Królikowska, Aneta Wróbel


Tytuł oryginalny

Reżyser "Osieckiej": Nikogo z serialu nie gumkowałem. Jestem zażenowany, że muszę o tym mówić

Źródło:

Gazeta Wyborcza online

Link do źródła

Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku są dostępne w internetowym Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tekstów w języku polskim w sieci. Skorzystaj z prenumeraty Gazety Wyborczej.