Logo
Recenzje

Republika w świetle reflektorów

29.07.2026, 12:30 Wersja do druku

„Juliusz Cezar” Williama Shakespeare'a w reż. Kuby Zubrzyckiego z Teatru Nowego im. Izabelli Cywińskiej w Poznaniu na 30. Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. mat. organizatora

Najciekawsze współczesne inscenizacje Szekspira nie próbują udowodnić, że jego dramaty „mówią o nas”. Zakładają raczej, że ta rozmowa trwa nieprzerwanie od kilku stuleci i wystarczy znaleźć dla niej odpowiednią sceniczną formę. „Juliusz Cezar” Kuby Zubrzyckiego, pokazany w konkursie Nowy Yorick podczas Festiwalu Szekspirowskiego, jest właśnie takim przedstawieniem. Nie szuka efektownych skrótów ani publicystycznych aluzji. Zamiast tego proponuje spójnie pomyślaną interpretację, której siła bierze się z konsekwencji, precyzji i zaufania do aktorów.

Oglądając ten spektakl, miałem poczucie obcowania z teatrem wyjątkowo uporządkowanym. Każdy element ma swoje miejsce, nic nie sprawia wrażenia dopisanego na siłę, a kolejne sceny prowadzą widza przez dramat z rzadko spotykaną klarownością. To nie jest przedstawienie budowane z fajerwerków, lecz z dobrze przemyślanych decyzji.

Najważniejszą z nich okazuje się umieszczenie akcji w telewizyjnym studiu. Nie odbiera ono tragedii historycznego ciężaru, lecz zmienia perspektywę patrzenia na politykę. Władza nie ujawnia się tutaj przede wszystkim poprzez przemoc, lecz poprzez możliwość narzucenia własnej wersji wydarzeń. Kamera nie pełni funkcji dekoracyjnej. Staje się jednym z narzędzi sprawowania wpływu, bo każda wypowiedź istnieje dopiero wtedy, gdy zostanie pokazana i odpowiednio opowiedziana.

To rozwiązanie mogłoby łatwo zamienić się w prosty komentarz do współczesnych mediów, jednak Zubrzycki unika publicystycznej dosłowności. Interesuje go raczej mechanizm niż doraźna aluzja. Dlatego przedstawienie nie wskazuje konkretnych adresatów ani nie próbuje dopisywać Szekspirowi aktualnych nazwisk. Pokazuje proces, który powtarza się niezależnie od epoki: walka o władzę jest jednocześnie walką o język, którym opisuje się rzeczywistość.

W tym sensie „Juliusz Cezar” dobrze wpisuje się w rozwijany od kilku lat sposób myślenia reżysera o teatrze. Już wcześniejsze realizacje Zubrzyckiego skupiały się na napięciu między jednostką a mechanizmami zbiorowego działania. Nie fascynowała go polityka rozumiana jako spór partyjny, lecz moment, w którym wspólnota zaczyna wierzyć określonej opowieści i podporządkowuje jej własne decyzje. Najnowszy spektakl wydaje się najbardziej dojrzałym rozwinięciem tych zainteresowań.

Szczególnie wyraźnie widać to w relacji Brutusa i Antoniusza. Reżyser nie buduje ich jako prostych przeciwieństw dobra i cynizmu. Jeden wierzy, że uczciwość obroni się sama, drugi rozumie, że w przestrzeni publicznej znaczenie mają nie tylko racje, ale również sposób ich przekazania. Ta różnica prowadzi do katastrofy znacznie skuteczniej niż same sztylety wymierzone w Cezara.

fot. mat. organizatora

Spektakl imponuje także poziomem wykonania. Zespół Teatru Nowego gra z dużą dyscypliną, unikając przesady i efektownych popisów. Dzięki temu tekst zachowuje rytm, a emocje wynikają z relacji między postaciami, nie z aktorskich demonstracji.

Największe wrażenie robi Antonina Choroszy. Jej Cezar nie potrzebuje podniesionego głosu ani ostentacyjnych gestów, by zaznaczyć swoją pozycję. Aktorka buduje autorytet spokojem, doświadczeniem i pewnością, z jaką funkcjonuje wśród pozostałych bohaterów. Kiedy znika ze sceny, nie pozostaje po niej jedynie pustka po zamordowanym przywódcy. Pozostaje przede wszystkim pytanie, czy ktokolwiek jest jeszcze zdolny zapanować nad rozpadającym się światem.

Bardzo dobrze wypada również decyzja o obsadzeniu części ról ponad tradycyjnymi podziałami płci. Nie staje się ona osobnym tematem przedstawienia ani manifestem. Służy wyłącznie wydobyciu relacji między bohaterami, dlatego po kilku minutach przestaje zwracać na siebie uwagę, stając się naturalnym elementem teatralnej rzeczywistości.

Na uznanie zasługuje także wizualna dyscyplina przedstawienia. Scenografia Wojciecha Miksa nie dominuje nad aktorami, lecz porządkuje przestrzeń gry. Podobnie muzyka Leny Michajłów i kostiumy Krystiana Szymczaka współtworzą spójną całość, nie próbując za wszelką cenę odciągać uwagi od konfliktu wpisanego w dramat.

Można oczywiście powiedzieć, że wykorzystanie telewizyjnego studia jako ramy opowieści nie jest już rozwiązaniem odkrywczym. O wartości tej realizacji decyduje jednak nie sam pomysł, lecz sposób jego przeprowadzenia. Zubrzycki nie traktuje współczesności jako dekoracji dla klasyki. Buduje z niej precyzyjne narzędzie interpretacji, dzięki któremu tekst Szekspira odzyskuje wyjątkową ostrość.

W tegorocznym konkursie Nowy Yorick była to dla mnie jedna z najbardziej przekonujących propozycji. Nie dlatego, że próbowała za wszelką cenę zaskoczyć widza, ale dlatego, że od początku do końca pozostawała wierna własnej logice. To teatr spokojny, świadomy swoich środków i znakomicie zagrany. Pokazuje, że klasyka nie potrzebuje gwałtownych zabiegów, by mówić o współczesności. Potrzebuje przede wszystkim twórców, którzy potrafią ją uważnie przeczytać.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także