„Reniferek” Richarda Gadda w reż. Filipa Gieldona w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze Jarosław Ciszek na blogu kulturalnykonferansjer.pl.
Mam wrażenie, że Teatr Śląski przeprowadza ekspansję i ma plan podboju Katowic. Poza trzema własnymi scenami swoje spektakle grają w gmachu Sejmu Śląskiego ("Terror", którego nie widziałem), Hotelu Diament Plaza (świetne "Godej do mie"), a od niedawna także w Restauracji "Kryształowa", gdzie właśnie odbyła się premiera niebanalnego "Reniferka". I powiem szczerze - chcę więcej miejsc, gdzie teatr będzie mógł się rozgościć, przekraczając kolejne granice, czując się jak u siebie i zdobywając nowych widzów!
Historię Richarda Gadda - komika, który przez wiele lat był stalkowany przez pewną kobietę - mieliśmy okazję poznać z bardzo dobrego serialu Netflixa. Teraz mamy okazję zobaczyć ją na żywo. Powstał z tego świetny monodram w reżyserii Filipa Gieldona grany w nietypowej przestrzeni, między kawiarnianymi stolikami. To nie tylko znakomicie nawiązuje do barmańskiej profesji bohatera oraz miejsca poznania ze swoją prześladowczynią, ale też stwarza intymny i wyjątkowy charakter spotkania. No i ma dodatkowe zalety - zdarzało mi się już popijać w trakcie spektaklu wino czy kawę, ale gdzież indziej w czasie spektaklu, grający w nim aktor serwuje widzom drinki? Generalnie warto na spektakl nie wybierać się samochodem...
Ale przede wszystkim warto poznać tę historię cudownie balansującą między tym, co śmieszne i tym, co straszne. Jak zwykła życzliwość może przerodzić się w opętanie, jak niewinny żart i flirt może rzutować na spory kawałek życia kilku osób. To zresztą nie tylko opowieść o stalkingu - to historia wychodzenia z traumy i odkrywania siebie. Tekst skrzy się dowcipem, spod którego wyzierają co jakiś czas poważne refleksje lub obrazy, od których włosy stają dęba. Choć aktor swobodnie przechadza się między stolikami i zagaduje do widzów, poziom interakcji nie jest duży - nie należy się obawiać jakiegoś wywoływania, zawstydzania, zmuszania do czegokolwiek. Wśród tego niewielkiego i sympatycznego angażowania publiczności jest rola "DJ'a", która przypadła mnie - dostałem do obsługi magnetofon, by symbolicznie puszczać fragmenty tekstów. Swoją drogą przy okazji przechrzcił mnie Mateusz Znaniecki na Franka - niech i tak będzie.
Właśnie - Mateusz Znaniecki. Przez ponad godzinę mówi w zasadzie przez cały czas, miotając się między kolejnymi emocjami. Jest rzutki, przebojowy i bardzo świadomie czaruje nas swoją opowieścią. To błyszczy, to dzieli się traumą, daje po oczach i odpuszcza... Kilka rekwizytów, dwa przebrania i oto teatralna historia oparta na faktach ożywa na naszych oczach dzięki niemu tak bardzo, że kupujemy każde słowo. Tym bardziej, że tekst został bardzo udanie przełożony i sprawia wrażenie świeżej, spontanicznej opowieści (tłumaczenie: Klaudyna Rozhin). Choć zachowane są angielskie realia nie czujemy dystansu, a część np. nazw miejscowych czy wydarzeń jest dodatkowo objaśniana.
Filip Gieldon jako reżyser świetnie zdynamizował historię i dodał do tekstu dokładnie tyle, ile trzeba. Świetne są takie pomysły jak zapalanie odpowiednich lamp w zależności od mówiącej postaci, czy teksty wiadomości wyświetlane na ścianach z rzutników (wizualizacje: Agata Kurzak i Filip Studniarek, scenografia i kostiumy: Marcel Sławiński), znakomicie brzmią też puszczane z offu głosy aktorów Teatru Śląskiego (Aleksandry Bernatek, Grażyny Bułki, Ewy Leśniak, Piotra Bułki, Roberta Talarczyka, Kateryny Vasiukovej i Bartłomieja Błaszczyńskiego, z którym zresztą spotkałem się na widowni). Rzadko piszę o plakatach, ale ten autorstwa wspomnianego już Filipa Studniarka jest jednym z lepszych, jakie widziałem. Zerknijcie też do menu na stolikach, na ciekawe opisy drinków!
Podsumowując: wszystko jest tu znakomicie dopracowane, wszystko się domyka i zazębia, a my czujemy się dość swobodnymi uczestnikami oryginalnego przedstawienia - ni to stand-upu, ni to spowiedzi - mieszającego emocje i gatunki. Dobrze, że Kryształowa (niegdyś legendarna katowicka kawiarnia) udzieliła przestrzeni teatrowi. To naprawdę świetny mariaż! Może i inne lokale pójdą w jej ślady i będzie można uprawiać coś na kształt teatralnego clubingu? Byłoby znakomicie! Ale póki co zadowalamy się tym co mamy, czyli świetnym "Reniferkiem", do którego obejrzenia Was zapraszam.
Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10